niedziela, 2 lutego 2014

Ostatni rozdział część 2

Przepraszamprzepraszamprzepraszam. Nawet nie wiecie, jak trudno było mi cokolwiek napisać. To jest straszne jak mało czasu mam teraz, na robienie tego, co kocham najbardziej. Dodaje tylko część tego rozdziału, bo druga jest jeszcze niegotowa. Proszę was wybaczcie mi to, wszystko. Ale nie wyrabiam się z tym wszystkim. Nie mam czasu dla samej siebie. Właśnie kończą mi się ferie, więc mimo tego, że nie pełny to chce dodać ten rozdział. Tak więc przed wami druga część ostatniego rozdziału, będzie jeszcze trzecia. Miłego czytania.
Zostawicie komentarz, jeśli to jeszcze czytacie.
Kocham was
Kadi♥




Trudne wybory przed którymi stawia nas życie są dla nas sprawdzianem. Byłam poddawana wielu próbom, jednak ta jest najcięższa i najboleśniejsza z nich wszystkich. Zastanawiam się czemu padło na mnie i dlaczego to właśnie ja mam ocalić życie tego człowieka. Człowieka, którego kochałam najmocniej na świecie. Harry bardzo się przez te trzy lata zmienił. Stał się na nowo tym samym człowiekiem, którym był na początku naszego związku. Ciepły, uroczy i miły chłopak, który jednym swoim uśmiechem potrafił sprawić, że miękło mi serce. Nie wiem jak zareaguje jak mnie zobaczy, jak oni wszyscy się zachowają. Patrzyłam na śpiącego malca, który leżał obok mnie na samolotowym fotelu. Moim celem był rodzinny dom. Dom, w którym spędziłam wspaniałe lata mojego życia. Nie bardzo wiem jak zareagują moi bliscy. Jak ja się zachowam widząc znajome twarze. Przed wyjazdem pierwszy raz od trzech lat wpisałam w wyszukiwarkę imię i nazwisko mojego brata. Najbardziej zdziwiła mnie informacja, że rozstał się z Eleonor. Byli razem tyle lat, ale widocznie nadszedł czas na zmianę. W końcu usłyszałam: Proszę zapiąć pasy, będziemy za chwilę podchodzić do lądowania. Zrobiłam to o co prosiła stewardessa i po trzydziestu minutach stałam z walizką i Gabrysiem przed budynkiem londyńskiego lotniska. Malec nerwowo ruszał głową, wszystko go fascynowało, a najbardziej język. Wzięłam taksówkę i ruszyliśmy. Po niecałych dwóch godzinach byłam już w Doncaster i stałam przed swoim rodzinnym domem. Wszystkie wspomnienia wróciły. Te lata tu spędzone, łzy spłynęły mi po policzkach. Zapłaciłam za taksówkę. Wzięłam Gabrysia za rękę oraz odebrałam walizkę i udałam się z chłopcem w stronę drzwi wejściowych. Serce waliło mi w piersiach. Tak bardzo bałam się tego, co mnie czeka kiedy otworzą się drzwi. Niepewnie nacisnęłam przycisk dzwonka. Usłyszałam jak ktoś zbiega po schodach. Po chwili drzwi zaskrzypiały, a w nich stała Fizzy. Dziewczyna stanęła jak wryta i patrzyła się na mnie szeroko otwartymi oczami. Żadna z nas nic nie mówiła, tylko wpatrywałyśmy się w siebie nawzajem. Czułam jak Gabryś nerwowo zaciska rączkę.
- Lottie?- odezwała się w końcu dziewczyna
- Witaj Fizzy – powiedziałam najczulej jak umiałam, łzy spływały po moich policzkach
- Myśleliśmy że nie żyjesz, że zostałaś porwana…- przerwała i spojrzała na Gabrysia- Kto to jest Lottie?- zapytała
- To jest mój syn Fizzy- dziewczyna znowu doznała szoku, zrobiła jeszcze większe oczy i otworzyła usta- Możemy wejść, wtedy wszystko opowiem.
Dziewczyna pokiwała głową i zaprowadziła nas do salonu. Z kuchni usłyszałam śmiech bliźniaczek i głos mamy, aż ciarki mi przeszły po plecach. Fizzy usiadła obok mnie na kanapie i złapała za rękę, jakby nie wierzyła, że to ja. Gabryś siedział na moich kolanach i schował głowę w moich włosach.
- Fizzy kto to był?- zapytała moja mama z kuchni
- Chodź do salonu to zobaczysz- powiedziała trzęsącym się głosem dziewczyna
Po chwili usłyszałam dźwięk kroków i w drzwiach salonu stanęła cała trójka. Mama była w takim samym szoku jak jej córka
- Lottie?- zapytała niepewnie
- Tak mamo to ja- powiedziałam najspokojniej jak umiałam. Kobieta podeszła bliżej i zaczęła mi się przyglądać. Spojrzała także na chłopca i uśmiechnęła się. Wstałam, postawiłam Gabrysia na podłodze i wpadłam w ramiona swojej rodzicielki. Jak brakowało mi tego ciepła. Kobieta mocno mnie uścisnęła i zaczęłyśmy płakać. Czułam się jak na pogrzebie. Szloch roznosił się po całym pomieszczeniu.
- Czemu nam to zarobiłaś?- szepnęła mi do ucha- Nie wiesz jak się wszyscy zamartwialiśmy, jak bardzo nam ciebie brakowało, nawet nie wiesz, ile nocy przepłakałam, jak bardzo się bałam o ciebie. A Louis był jeszcze bardziej załamany, czemu odeszłaś?- zapytała z wyrzutem patrząc w moje oczy.
- Nie mogłam inaczej, po prostu nie mogłam. Pogubiłam się w tym wszystkim- odpowiedziałam
- Czy mówisz o tym słodkim chłopczyku?- powiedziała słodko uśmiechając się do mojego synka.
- Tak mamo, to jest mój syn, a twój wnuczek. Poznaj Gabrysia.- wzięłam malca na ręce. Był strasznie wystraszony i od razu wtulił się w moje ramiona.
- Mamo kto to jest?- zapytał słodko
- To twoja babcia, kochanie- chłopiec spojrzał na kobietę i się uśmiechnął
- Ceść – powiedział i podał kobiecie rękę
- Gdzie wy do tej pory mieszkaliście? W jakim języku ty z nim rozmawiasz? – odparła zdziwiona kobieta
- Mieszkaliśmy w Polsce. Gabryś rozmawia ze mną po polsku. Żałuję, że nie nauczyłam go mówić w języku angielskim, ale nie sądziłam, że mu się to kiedykolwiek przyda. Przynajmniej na tym etapie życia.
- Czyli nie zamierzałaś w ogóle wracać? W takim razie co cię skłoniło do powrotu właśnie teraz?- zapytała rozgniewana
- Powiem wam, ale nie teraz. Proszę cię daj mi czas. Chce się wami nacieszyć. – powiedziałam
- Dobrze, przepraszam cię, ale nadal jestem w szoku. Nawet nie wiesz jak się cieszę, że w końcu widzę moją córeczkę. Dobrze koniec tego dobrego. Pewnie jesteście głodni. Właśnie przygotowałam z dziewczynkami obiad. Umyjcie ręce i zapraszam do jadalni – zarządziła i poszła do kuchni.
Wzięłam Gabrysia za rękę i udałam się do łazienki. Zadziwiający był fakt jak niewiele zmieniło się w tym domu od momentu jak tu ostatni raz byłam. Te same meble, ten sam kolor ścian. Czułam się tak jakbym nigdy stąd nie wyjeżdżała. Wróciłam do kuchni wszyscy już siedzieli przy stole. Usiadłam obok Fizzy, a małego posadziłam na krześle obok.
- No to opowiadajcie, co tam się u was działo?- zaczęłam rozmowę
- My?- zapytał Fizzy- Raczej ty, powinnaś nam powiedzieć, co robiłaś w Polsce. Może dowiem się czegoś o swoim siostrzeńcu? Chyba dobrze mi się wydaje, że to Harry jest jego ojcem, jest tak strasznie podobny to Loczka.
- Tak masz rację, Harry jest jego ojcem.
- A zamierzałaś kiedyś poinformować Hazzę, że ma syna? Dalej by żył w nieświadomości? Nie uważasz, że to trochę egoistyczne?
- Jak wyjeżdżałam, nie myślałam o tym w ten sposób. Harry bardzo się zmienił, kiedy byliśmy razem. Nie obchodziłam go, kariera była dla niego ważniejsza niż ja. Uważałam, że nie ma, co tego dalej ciągnąć. A to, że zaszłam z nim w ciążę nic nie zmieniało. Jak widać sama dałam sobie dobrze radę.
- W taki razie musisz nam powiedzieć, czemu wróciłaś? Jeżeli nie dlatego, że ruszyło cię sumienie, to musi być jakiś powód dla…- przerwał jej dźwięk dzwonka
- O właśnie to pewnie Louis, jestem ciekawa jak zareaguje, gdy cię zobaczy- powiedziała Fizz w czasie gdy mama poszła otworzyć drzwi. Aż widelec wypadł mi z ręki. Usłyszałam ten śmiech i radość w głosie Louisa, który witał się z mamą. Wszedł do jadalni i wtedy nasze spojrzenia się spotkały. Kluczyki od samochodu, które trzymał w dłoni, upadły z hukiem na ziemię.
- Lottie?- zapytał zszokowany
- Hej Louis- powiedziałam niepewnie- Gabryś spojrzał na mnie i powiedział:
- Mamo to ten wujek ze zdjęcia- uśmiechnęłam się do malca
- Tak Gabrysiu to twój wujo- przeniosłam wzrok z powrotem na brata. Nadal stał w tym samym miejscu i raz spoglądał na mnie raz na dziecko.
- Co ty tu robisz?- w końcu się odezwał, w pomieszczeniu panowała całkowita cisza. Wszyscy patrzyli się na nas.
- Wróciłam jak widzisz- wstałam od stołu i podeszłam do mężczyzny.
- Gabryś zostań z ciocią, mama musi porozmawiać z wujkiem.
- Dobrze mamusi- odparł chłopiec
- Louis chodź do salonu- jako pierwszy wyszedł z pomieszczenia, a ja udałam się za nim.
- Nie przywitasz się ze mną?- zapytałam
- Chyba żartujesz?!- zaczął nerwowo Louis- Myślisz, że od tak wszystko będzie okej? Wyjechałaś, nie było cię przez trzy lata. Ja pierdole Lottie jak możesz być taką egoistką? Potrafisz tylko znikać i ranić najbliższych. Nie wiesz nawet jak Harry cierpiał po twoim wyjeździe, jak ja cierpiałem. Kolejny raz starałem się ciebie odszukać. Jednak żadnych śladów życia. Już straciłem nadzieje i pogodziłem się z tym faktem. Dzisiaj wchodzę do domu i cię widzę z dzieckiem jak mniema Harrego. Dlatego uciekłaś, bo byłaś w ciąży? Najgłupszy powód na świcie.- odparł z drwiną
- Louis proszę- powiedziałam ze łzami w oczach
- O co prosisz, na co liczysz, że od tak cię uściskam? Nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym to zrobić, ale mam za duży żal do ciebie. Jak mogłaś? Kurwa nie wierzę, że przez tak długi czas nawet się nie odezwałaś. W ogóle jak mogłaś nie powiedzieć Harremu, że ma dziecko, co?
- Louis to nie jest takie łatwe jak ci się wydaje. Nie znasz wszystkich faktów, więc nie osądzaj mnie do cholery. Nie wiesz jak było między nami, więc nie masz prawa mi teraz wyrzucać czy zrobiłam dobrze czy nie. Jednak wróciłam i chce to wszystko naprawić. Proszę was o wybaczenie, ciebie proszę o wybaczenie. Myślisz, że mi was nie brakowało, że nie czułam pustki. Decyzja o wyjeździe była najtrudniejszą jaką podjęłam w swoim życiu. Jeżeli miałabym inne wyjście to bym obrała inną drogę, ale w tamtym momencie nie miałam wybory- wykrzyczałam
- Tak ci się wydaje, jak zwykle wybrałaś to, co było dla ciebie łatwe.
- To nie prawda. Louis proszę cię – mówiłam płacząc - nie mogę cofnąć czasu, nawet nie wiesz jakby chciała go cofnąć, bo wiem, że wtedy w życiu bym się nie wpakowała w związek z Harrym.
- Najlepiej jest zwalić wszystko na Harrego- prychnął
- Tak wiesz, to prawda. Jestem egoistką, która nie dostrzega własnych wad- powiedziałam z ironią- Chyba siebie nie słyszysz? Louis czy jakby Harry wiedział, że ma dziecko to by coś to zmieniło? Nic, bo i tak i tak bym odeszła. Nie chciałam psuć tego na co pracowaliście przez tyle lat. Wy spełnialiście swoje marzenia. To co robicie to całe wasze życie. Od małego chciałeś śpiewać i w końcu ci się to udało i uwierz nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdyby to właśnie przeze mnie miałoby się to wszystko spieprzyć.- wyznałam
 Louis usiadł na kanapie i schował twarz w dłoniach. Usiadłam obok niego i czekałam. W końcu odwrócił głowę w moją stronę. Płakał.
- Lottie obiecaj, że nigdy więcej mi tego nie zrobisz, że już nigdy mnie nie zostawisz- szepnął
- Obiecuje- powiedziałam i utonęłam w jego ramionach. Zdawałam sobie sprawę z tego, że go okłamuję, że zostało mi niewiele, bo 20 dni na ziemi i wtedy znowu ich zostawię. Tylko, że tym razem już nie będzie możliwości powrotu.
- Kocham cię Louis- powiedziałam
- Ja ciebie też Lottie.
Nie wiem jak długo trwaliśmy w takiej pozycji. Do rzeczywistości sprowadził mnie płacz Gabrysia. Szybko wyrwałam się z ramion brata i popędziłam do kuchni. Na krześle siedział zapłakany chłopiec, od razu wzięłam do na ręce i przytuliłam.
- Co się stało?- zapytałam
- Ja nie chce tu być, ja nie lubię tej cioci. Nie wiem, co do mnie mówi- powiedział z ustami wykrzywionymi w podkówkę
- Głuptasie, mama ci pomoże. Nauczysz się. Zostaniemy tu na troszkę- powiedziałam
- Ale ja nie chce.
- Gabrysiu, pamiętasz jak się cieszyłeś z tego, że masz tyle wujków. Twój tata też tu mieszka, więc musimy tu zostać.
Malec pokiwał głową i z powrotem wtulił się w moje ramiona. Poszłam z małym do salonu. Mama z dziewczynami sprzątały po obiedzie, więc nie chciałam im przeszkadzać. Gabryś chyba był śpiący, a zanim zaśnie chciałam, żeby poznał Louisa. Chłopak nadal siedział na kanapie. Nim się spostrzegłam Gabryś zasnął w moich ramionach. Nie dziwę się w końcu miał za sobą dzień pełen wrażeń. Położyłam go ostrożnie na sofie i sama usiadłam między nim a Louisem.
- Jest taki podobny do Harrego. – powiedział
- Wiem o tym- odparłam
- Wiesz, że im szybciej powiesz Harremu o nim tym lepiej. Nie możesz dłużej tego przeciągać.
- Wiem, ale się boję- wyznałam.
- Będę przy tobie. Już nigdy nie pozwolę ci nas zostawić.- powiedział. Oparłam głowę na jego ramieniu, a on mnie objął. Pierwszy raz od trzech lat czułam się w pełni bezpiecznie. Wiedziałam, że czeka mnie najtrudniejsza rozmowa w życiu. Jednak nie mogłam tego odwlekać. Z każdym dniem tracę tak ważny dla mnie czas. Czas, który skończy się szybciej niż myślę. Tak bardzo boję się tego momentu. Wiem, że umrę we śnie. Chociaż będę mogła się z nimi pożegnać, powiedzieć jak bardzo ich kocham, jednak wiem, że kolejny raz ich zranię. Mimo tego cały czas będę nad nimi czuwać, będę przy nich duchem i nie pozwolę popełniać błędów. Będę ich aniołem stróżem, dopóki nie połączymy się razem we wieczności.  




3 komentarze:

  1. KOCHAM <3 Nie mogę uwierzyć że to już koniec :(
    Mam nadzieję że to nie koniec z twoim pisaniem , wierzę że jak znajdziesz trochę czasu to założysz nowego bloga :)
    Powodzenia w pisania ostatniej części

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeej w końcu :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Długo czekałam na tą część... genialna ;) Teraz nie mogę się już doczekać następnej (piszę następnej, a nie ostatniej).
    Życzę Ci natchnienia podczas pisania kolejnego rozdziału :) ;)
    Asia :* :)

    OdpowiedzUsuń