środa, 20 czerwca 2012

Rozdział 11


- Lottie, o matko to naprawdę ty ? Ile chcą okupu? Zapłacę każdą cenę, tylko powiedz ile albo nie czekaj, mów gdzie jesteś, a nie tego nie możesz powiedzieć. Zrobili ci coś? Jesteś ranna? Jak się czujesz?- rzucał pytaniami jak z procy, a ja nie mogłam na żadne odpowiedzieć. Nie dawał mi takiej możliwości.
- Louis do jasnej cholery posłuchasz mnie wreszcie?!- krzyknęłam
- Ale nic ci nie jest, prawda?- zapytał
- Nie nic mi nie jest. Teraz posłuchaj jestem w Polsce…
- Gdzie? Co ty tam robisz? Jak?
- Mógłbyś mi nie przerywać. Jestem w POLSCE. Nate mnie tu przywiózł. Potem sprzedał jakimś facetom, którzy mieli wziąć za mnie okup, ale im uciekłam. Nie pytaj jak, bo to długa historia. Pomógł mi pewien chłopak. Teraz jestem u niego w mieszkaniu, dzwonię z jego komórki…
- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło. Zaraz rezerwuję bilet i przylatuje po ciebie…
- Nieeee!- przerwałam mu- Nie możesz, jeszcze nie byliście w Polsce. Jak polscy fani się dowiedzą o tym, że tu jesteś będzie wielki szum.
- Lottie już jest szum. Szuka cię policja. Nawet nasi fani zdeklarowali pomoc. Prawie wszyscy wiedzą, że zostałaś porwana.
Wow, to był szok. Tyle osób mnie szukało. Nie spodziewałam się, ale mam nadzieję, że media nie wiedzą o moim problemie z narkotykami, bo wtedy byłabym skończona, a o Louisie to nawet nie chce myśleć.
- Halo, Lottie jesteś tam jeszcze?
- Tak jestem i proszę cię powiedz, że to już koniec, że przyjedziesz po nie, wrócimy do domu i wszystko będzie tak jak dawniej. Nie chce już być sama Louis, potrzebuję cię wiesz.- mówiłam płaczliwym głosem
- Proszę cie Lottie wytrzymaj. Liam już zamawia dla mnie bilet, a tak w ogóle gdzie ty jesteś?
- Poczekaj chwilę.
Tak naprawdę nie wiedziałam, gdzie się znajduję.
- Michał- zawróciłam się do chłopaka- możesz powiedzieć mi gdzie ja jestem. Chodzi mi o miejscowość.
- Jesteśmy niedaleko Warszawy. Jakieś 40 minut drogi od centrum.
- Lou będzie dobrze jak zamówisz bilet do Warszawy
Później słyszałam tylko jak z Liamem uzgadniają szczegóły.
- Lottie skarbie, jutro o 6 będziemy na miejscu.
- My? To ty nie przylatujesz sam?
- No nie, chłopaki nie chcą mnie samego puścić. Też się za tobą stęsknili. Jak już będę na miejscu zadzwonię na ten numer i podasz mi dokładny adres.
- Lou nawet nie wiesz jak tęsknie. Chce już wrócić do domu i w końcu normalnie żyć.
- Obiecuje ci, że już jutro będziesz w domu.
Rozmawialiśmy jeszcze pół godziny, omawialiśmy szczegóły dotyczące przylotu chłopców. Nawet nie chce wiedzieć, co tu się będzie działo kiedy polscy fani dowiedzą się o tym, że chłopcy są w ich kraju.
- Dziękuję- zwróciłam się do Michała i go przytuliłam. Chłopak wyraźnie nie spodziewał się takiego ruchu z mojej strony, ale odwzajemnił uścisk. Poczułam, że tak bardzo mi tego brakuje. Tych nocy spędzonych na rozmowach, wspólnych wakacji… Tak bardzo chciałam w tym momencie powiedzieć mu kim jestem. Teraz emocje starej mnie wzięły górę. Nie liczyło się to co było w UK. Wszystko przez jeden uścisk. Po dłuższej chwili oderwałam się od chłopaka i obdarzyłam go serdecznym uśmiechem.
- Nie masz za co dziękować. Naprawdę. Chce ci pomóc. Bardzo przypominasz moją przyjaciółkę, która zmarła kilka miesięcy temu. Wiesz od tego czasu bardzo trudno było mi się przed kimś otworzyć. Byłam mi bardzo bliska. Kochałem ją i żałuję, że nie powiedziałem jej tego przed jej śmiercią. Tak bardzo tego żałuję. Chciałabym móc cofnąć czas. Po co ja ci to w ogóle mówię. I tak nie rozumiesz…
- Mylisz się. Rozumiem doskonale co przeżywasz. I przykro mi z tego powodu. Mój chłopak zmarł kilka miesięcy temu. Zadręczałam się i wpakowałam się w kłopoty. Ale pogorszyło to tylko sytuacje. Wiem, że Chris nie chciałby bym się smuciła i wiedz, że Milena też tego nie chce.
Tak bardzo bolało mnie patrzenie na niego w takim stanie. Nie mogłam mu powiedzieć prawdy. Biłam się w własnymi myślami. Uratował mnie. To dzięki niemu nie siedzę teraz w tym cholernym lesie. Nie jest mi obojętny, to wiem na pewno. Ale czy mogę coś z tym zrobić. Chce mieć z nim kontakt. Widywać go codziennie. Nie. Stop. Nie możesz być taką egoistką.
-Skąd wiesz jak ona miała na imię?- zapytał zdezorientowany
- Przecież sam mi powiedziałeś. Nie pamiętasz?- spytałam zdziwiona. Dopiero teraz uświadomiłam sobie jaką wielką gafę palnęłam.
- Nie, nie powiedziałem ci.- zaprzeczał
- Ależ tak. Serio nie pamiętasz? Coś ci pamięć szwankuje- zaśmiałam się, żeby rozładować napięcie.
- Naprawdę?- spytał z niedowierzaniem- Ale chyba masz rację. Już nic nie wiem. Wszystko przypomina mi o niej i nie mogę wymazać jej wizerunku z pamięci. Dobra koniec użalania się. Pewnie jesteś głodna, bo już jest druga. Mam nadzieję, że pomożesz mi w zrobieniu obiadu. Nie chce się chwalić, ale jestem niezłym kucharzem- uśmiechnął się i mrugnął do mnie. Zaśmiałam się. To takiego Michała pamiętałam. Chłopaka, który za wszelka cenę próbował mnie pocieszyć, nie ważne co zrobiłam, nigdy mnie nie oceniała i stawał w mojej obronie. Jest chłopakiem idealnym. Wiem to, chociaż dopiero teraz to sobie uświadomiłam. Tak naprawdę  nie kochałam Lou. Miłość do niego była tylko pozorna. Chociaż nadal jestem o niego potwornie zazdrosna. Michał nie był tylko przyjacielem. Teraz wiem, że uczucie jakim darzyłam jego przelałam na fascynacje osobą Louisa. I to był największy błąd mojego życia. Bo gdyby nie to już dawno bylibyśmy parę. Chociaż nie wiem czy ta opcja nie była gorsza. Cierpiałby jeszcze bardziej. Tak trudno jest mi się pogodzić tym, że już więcej go nie zobaczę. Nie chce stracić go po raz kolejny. Już z byt wiele wycierpiał po moim odejściu.
Postanowiliśmy zrobić spaghetti. Ponieważ nie jestem zbyt dobrą kucharką, wzięłam na swoje barki ugotowanie makaronu, Michał zajął się sosem. Po zjedzonym posiłku, które był przepyszny. Chłopak zabrał mnie na spacer po okolicy. Te widoki mnie zachwyciły. Przypomniały mi się nasze wypady nad strumień. Całe południa spędzone na łące. Wtedy byliśmy tylko my. Wróciłam tu, aby wszystko naprawić. Wiem, że ten na górze, miał jakiś powód, krzyżując nasze drogi. Nie zmarnuje powierzonej mi szansy. Wróciliśmy po 20 do domu. Michał dał mi piżamę swojej siostry. Zrobiłam sobie zdjęcie z Julią i położyłam się spać.
Rano obudził mnie Michał. Powiedział, że dzwonił Lou i pytał się o adres. Miał pewne problemy z porozumieniem się z nim, ale mu się udało. Wręczył mi jeszcze zestaw ubrań na dziś i opuścił sypialnie. Poszłam do łazienki, ubrałam i uczesałam. Kiedy zaszłam na dół Michał i Julka siedzieli przy stole i jedli naleśniki. Uśmiechnęłam się do nich i również zaczęłam konsumować posiłek.
- Szkoda, że już dzisiaj wyjeżdżasz- zaczął smutnym głosem chłopak, gdy Julia poszła do swojej koleżanki.
- Uwierz mi, mi też jest przykro z tego powodu. Ale mam twój numer telefonu. Obiecuję, że zadzwonię, kiedy dotrę na miejsce. Uratowałeś mnie i jestem ci za to bardzo wdzięczna. Będziesz mnie musiał kiedyś odwiedzić. Prawdę mówiąc nie wiedziałam, że można się przywiązać do człowieka, którego zna się zaledwie dobę.
- Też nie myślałem, że to możliwe. A jednak. Dobra koniec tych sentymentalnych wyznać. Obiecuję, że na pewno cię kiedyś odwiedzę. Uwierz nie wiem czy dam radę cię zapomnieć. Cholera powiedziałem to na głos.- chłopak się zarumienił. Zaśmiałem się. Jak się rumienił wyglądał tak uroczo.
- Tak prawdę mówiąc to nie wiem czy ja także dam radę cię zapomnieć- powiedziałam i obdarowałam chłopaka swoim uśmiechem. Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Wiedziałam już w tym momencie, że to oni. Siedziałam jak na szpikach w salonie, kiedy Michał poszedł otworzyć. Usłyszałam głosy tych pięciu głupków w korytarzu i po chwili już cała szóstka stała w drzwiach salonu. Żaden z nich się nie odezwał. Michał uśmiechnął się do mnie.
- No idź do niego- powiedział
A ja jak na komendę wtuliłam się w ramiona Lou. Żadne z nas nie szczędziło łez. Chłopaki dołączyli do naszego uścisku i wyszedł nam zbiorowy misiek. Trwaliśmy tak dobre dziesięć minut. Po tym czasie dopiero przypomniałam sobie o obecności Michała. Oderwałam się od chłopaków i podeszłam do szatyna. Siedział na kanapie i nas obserwował.
- Nie kłamałaś, masz naprawdę wiernych przyjaciół. Nie dziwię się, że za nimi tęskniłaś- zwrócił się do mnie po polsku.
- Wiem- opowiedziałam mu
- Możesz im powiedzieć, że mogą usiąść. Jak widzisz więcej rozumiem niż mogę powiedzieć- powiedział i uśmiechnął się do mnie.
- To tak jak ja.
Naszą rozmowę przerwał Lou.
- Lottie nie przedstawisz nas.- powiedział mój braciszek
- A tak sorki. Michał to jest Louis, Liam, Harry, Niall i Zayn. To jest właśnie mój bohater. Gdyby nie on nie wiem, co by się ze mną stało. Pewnie dalej siedziałabym w tym lesie.- wyznałam i przytuliłam chłopaka. Louis podszedł do niego i podziękował. Musiałam się już zbierać. Zamówiliśmy taksówkę. Michał uparł się, że pojedzie z nami na lotnisko. Ja jechałam z Lou i Harry, samochodem szatyna. A reszta taksówką. Jak się po drodze okazało, chłopcy wynajęli samolot, żeby było szybciej. Po 50 minutach byliśmy już na lotnisku. Weszliśmy tylnym wejściem, żeby obyło się bez szumu. Teraz musiałam pożegnać się z chłopakiem. Poczułam, że muszę mu chociaż w części powiedzieć prawdę. W tym momencie przypomniałam sobie wszystkie polskie słowa. Przystanęłam i odwróciłam się do chłopaka. Mój braciszek z resztą przyglądali nam się.
- Michał uwierz mi nigdy nie zapomnę tego co dla mnie zrobiłeś. Jesteś i byłeś dla mnie bardzo ważny. Pamiętasz jak w piątej klasie na festynie w szkole przewróciłam się na scenie. To ty wyszedłeś na środek i zacząłeś się wygłupiać, aby ludzie nie zwracali uwagi na mnie tylko na ciebie. Od tamtej pory mogłam liczyć na ciebie w każdej chwili w moim życiu. Nie powinnam ci tego mówić, ale proszę cię żyj dalej. Zrób to dla mnie. Nie użalaj się nad sobą. Nie proszę cię o to, żebyś o wszystkim zapomniał. Chce tylko, abyś nie rozpaczał po mojej śmierci. Tak naprawdę Mileny już nie ma. I ona nigdy już  nie wróci. Obiecaliśmy sobie, że kiedy jedno odejdzie, nie będziemy płakać. Wbrew wszystkiemu będziemy się uśmiechać. Bo ta osoba jest z nami. Jestem tu, ale nie jestem już tą samą dziewczyną. Pamiętaj…- w tym momencie podeszłam do zszokowanego szatyna, złapałam go za rękę. Podniosłam rękaw jego bluzy i wypowiedziałam bezgłośnie Forever together.
-Milena?- zapytał niepewnie
- Teraz to nie ważne. Wierz mi tak będzie lepiej dla nas obojga.- powiedziałam a łzy spłynęły mi po policzkach.
- Proszę cię nie zostawiaj mnie po raz kolejny. Potrzebuję cię. Ja cię kocham- odrzekł głosem pełnym rozpaczy
- Nie Michał. Nie ma już nas. Nie jestem już tą Mileną, którą znałeś i kochałeś. Wielu rzeczy nie pamiętam, ale wiedz, że jakaś cząstka mojego serca wciąż należy do ciebie i zawsze tak będzie, pamiętaj- czułam, że ranią go moje słowa.
Przytuliłam jego wciąż zesztywniałem ciało. Złożyłam na policzku ostatni pocałunek. I odeszłam. Wiedziałam, że mimo tego, że obiecywałam, że zadzwonię, nie zdobędę się już na taki krok. Za dużo mnie to kosztuje. Mój brat i jego przyjaciele wpatrywali się we mnie równie zszokowanym wzrokiem. Powiedziałam to wszystko do Michała po polsku, więc mogli być w lekkim szoku. Nie odwróciłam się już. Szłam przed siebie. Nie potrafiłam kolejny raz spojrzeć w jego oczy. Wiedziałam, że jeślibym to zrobiła, nie potrafiłabym go opuścić. Po raz kolejny musiałam zrezygnować z części siebie, która już nigdy nie wróci, a pozostawi po sobie głęboką ranę, którą zdoła opatrzyć tylko miłość, szczere, prawdziwe uczucie. Jednak czułam, że wyjeżdżając jestem na najlepszej drodze do szczęścia, które mam nadzieje jest już blisko.



Do autorki:

Uff! Napisałam 11. Mam nadzieję, że się cieszycie :P Proszę was komentujcie i jak wam się podoba to zacznijcie obserwować ten blog. To jest dla mnie cholernie ważne i liczę na was. Chyba się nie zawiodę. Dziękuję jeszcze raz osobą, które regularnie czytają kolejne posty i wyrażają zdanie. A teraz osobiste podziękowania. Dziękuję:
Paulinie- po raz kolejny :D bez ciebie nie byłoby tego bloga
Gośce i Asi- za to, że mnie wspierają
Justynie-  która mimo tego, że nie jest fanką 1D regularnie czyta i komentuje moje posty
Anicie, Sandrze, Harriet, Karolinie i Patrycji- wspaniale jest mieć takie czytelniczki jak wy.
I każdej z was po kolei, za to, że poświęca swój czas, aby choć na chwilę zamienić się miejscem z Lottie.

 Chyba wystarczy tych sentymentów. Animki proszę podpisujcie się :) Kolejny rozdział najprawdopodobniej w sobotę. 
Kocham was <3 Do następnego!

 Kadi



sobota, 16 czerwca 2012

Rozdział 10


Obudziłam się w jakimś obcym dla mnie miejscu. Nie wiem jak długo spałam. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, w którym przebywałam. Zielone ściany, dwuosobowe łóżko, w którym teraz leżałam i duża szafa. Gdzie ja jestem? Wyskoczyłam z łóżka jak poparzona. Podeszłam do drzwi, były otwarte. Szłam powoli wąskim korytarzem. Zdążyłam zauważyć, że znajduję  się w parterowym domu. Słyszałam w tle dźwięki telewizora, jednak program nie był w znanym mi języku, nie tak do końca znanym. Był to jakiś cholerny wywiad w języku polski. Teraz to kompletnie złupiłam. Weszłam do salonu. Nate siedział rozwalony na kanapie i cieszył się jak głupi. Dopiero po kilku minutach zauważył, że jestem w pokoju.
- O widzę, że księżniczka się obudziła. Jak się spało?- zapytał
- Nie udawaj nagle, że cię to obchodzi. Gdzie ja jestem?- odwarknęłam
- Jak widzisz aktualnie w domu- odpowiedział i znowu szczerzył się jak pojebany
- Jaja sobie robisz, przecież widzę do cholery, że w domu jestem. Gdzie mnie wywiozłeś?- zapytałam
- Yyy… Dobre pytanie skarbie, ale czy chce na nie odpowiedzieć? Nie, nie chce. Więc pozostaje ci żyć w nieświadomości. A teraz słuchaj, pewni ludzie zapłacili mi za to, że dostarczę mi dziewczynę w twoim wieku, nic więcej nie wiem. Dzwoniłem do nich niedługo powinni przyjechać. Życzę ci tylko powodzenia słońce!
Powiedział to z taka drwiną i przekąsem w głosie, że chciało mi się rzygać. Po co jestem potrzebna tym ludziom. Ten skurwiel najnormalniej w świecie mnie sprzedał. A ja głupia myślałam, że on za mnie okup weźmie. Jedno wiem, nie poddam się bez walki. Nie mam zamiaru jechać z tymi pieprzonymi gangsterami.
- Nie bój się słońce, dopóki będziesz mi potrzebna, to nic ci nie zrobią. Jestem pewny, że twój braciszek zapłaci grubą kasę za to, żeby cie odzyskać. Na pewno czuję się winny.
- Nie masz prawa wpędzać go w poczucie winny- przerwałam mu- On tu nie zawinił. To ja okazałam się cholerną egoistką i nie przewidziałam skutków mojego postępowania.
- Wiesz co? Nie obchodzi mnie to. Ja miałem cię tylko dostarczyć odpowiednim ludziom. I tak zrobiłem. Teraz umywam ręce. Za tą kasę, którą dostanę będę żyć w luksusie przez przyszłe 5 lat.
- Jak możesz być takim głazem bez uczuć, nie obchodzi cię co się ze mną stanie? Dobra rozumiem, ale nie wziąłeś pod uwagę jednej rzeczy, że chłopaki wiedzą kim jesteś, a policja najprawdopodobniej już cię szuka, więc jak masz zamiar wyjechać z kraju? Co?- zapytała
- Ty naprawdę jesteś taka głupia, ja już wyjechałem z kraju. Ta dam! Jesteśmy w Polsce kwiatuszku, a niedługo znowu wylatuję, więc już mnie nie zobaczysz. Wiem, że będzie ci ciężko się ze mną rozstać, ale takie jest życie. Niestety- odparł
- Ciebie chyba do końca popieściło, że myślisz, że będę za tobą tęsknić. I nie rób sobie ze mnie jaj, że mnie do Polski wywiozłeś.
Miałam już tej wymiany zdań po dziurki w nosie. Nie dosyć, że nie wiem czy dożyje końca tygodnia, to jeszcze ten skurwiel wywiózł mnie do kraju, w którym za żadne skarby świata nie chciałam się znaleźć. Wiedziałam, że jak tu przyjadę to spotka mnie coś złego. Czułam, że jakaś część mnie jest głęboko związana z tym państwem, ale jednak jakbym miła wybierać, nigdy bym tu nie przyjechała.
- Nie kotku ja nie żartuję, jesteśmy w Polsce. Na razie przynajmniej, nie wiem gdzie cię ci panowie wywiozą, ale to już nie mój problem…- przerwał mu dźwięk dzwonka. Zamarłam. Co miałam zrobić? Nie miałam gdzie uciekać, żadnej drogi wyjścia. Mogłam tylko czekać i modlić się o to, żeby ten koszmar w końcu się skończył. Do pokoju weszło czterech mężczyzn, byli ubrani na czarno i głupkowato się do mnie uśmiechali.
- Ty jesteś Lottie?- zapytał jeden z przybyłych
- Tak mi dali na imię, a co cię to obchodzi?
- Może grzeczniej, co?- upomniał mnie jeden z nich
Nie miałam ochoty już dalej z nimi rozmawiać. Zaczęli tłumaczyć coś Natowi po niemiecku, tak mi się wydawało. W końcu zwrócili się do mnie.
- Pójdziesz z nami?- zaczął kolejny
- A mam jakiś wybór.
- Raczej nie – odpowiedział z pogardą
Wyszliśmy przed dom. Czułam chłodny wiatr na mojej skórze. Było tak jak po powrocie ze szpitala. Weszłam do jednego z dwóch samochodów znajdujących  się na podjeździe i zamknęłam oczy. W myślach próbowałam się przekonywać, że to tylko sen. Jednak nie to była pieprzona rzeczywistość . Jechaliśmy już dobre cztery godziny i nic nie wskazywało na to, że ta jazda kiedyś się skończy.
- Muszę do toalety – zaczęłam
- Tu niedaleko jest stacja benzynowa, za niedługo się zatrzymamy- zwrócił się do mnie jeden z nich. Widać było, że ma najwięcej człowieczeństwa  z nich wszystkich. Po pół godzinie drogi, w końcu się zatrzymaliśmy. Wypuścili mnie i ten człowiek, z którym rozmawiałam po drodze prowadził mnie do toalety. Zaczęło się ściemniać. Reszta watahy została przy samochodzie. Szliśmy obok siebie w ciszy. Nagle on zabrał głos.
- W toalecie jest spore okna, powinnaś się przez nie przecisnąć. Mam córkę w twoim wieku, nie pozwolę ci zginąć. Wiem, że oni prędzej czy później, by cię zabili. Więc nie zmarnuj tej szansy.
Patrzyłam się na niego ze strachem w oczach. Ten człowiek ryzykuje dla mnie życie, nie mogę teraz o tym myśleć. Mam szanse uciec i to jest najważniejsze. Weszłam do toalety zapaliłam światło. Zobaczyłam to okno. Zaraz za budynkiem stacji był gęsty las. Szybko uda mi się zniknąć między drzewami. Otworzyłam szeroko okna, podciągnęłam się na rękach i już byłam po drugiej stronie. Zeskoczyłam z parapetu i ruszyłam pędem przed siebie. Biegłam już dobrą godzinę, ale nie czułam zmęczenia. Adrenalina dodawała mi sił. Jednak nad ranem całą energia ze mnie uleciała. Wiedziałam, że nie mogę się zatrzymać, gdzieś tu musi być jakaś wioska i ludzie, którzy mi pomogą. Nie wiem czy ci mężczyźni mnie szukają czy nie, nic nie wiem. Staram się zacierać ślady za sobą. Po kolejnych godzinach marszu. Czułam się kompletnie wycieńczona. Szłam, bo musiałam. Nagle w oddali usłyszałam jakieś śmiechy. Zaczęłam ponownie biec. Kroki były coraz bliżej. Potknęłam się o wystający konar. Ból przeszył moją nogę. Z rany ciekała krew, a ja mimo wszystko biegłam. Głosy były coraz wyraźniejsze, upadałam po raz kolejny, lecz tym razem nie miałam sił się podnieść. Stwierdzałam , że to koniec. Jak mam umrzeć to tu i teraz. Chciało mi się potwornie pić, a noga tak strasznie bolała. Zamadlałam.

Obudziłam się, kiedy poczułam, że ktoś mną potrząsa. Otworzyłam oczy i chciałam ponownie uciekać. Momentalnie podniosłam się do pozycji siedzącej i odskoczyłam na bok. Jednak twarz jaką zobaczyłam nie należała to żadnego z tych mężczyzn. Chłopak patrzył na mnie z troską w oczach.
- Nic ci nie zrobię –zaczął, mówił po polsku, rozumiałam go, ale postanowiłam, że tą sprawę rozwiąże później.
- Chce ci pomóc, nie bój się mnie. Nic już ci nie grozi. Spokojnie. – kontynuował
Boże a ja głupia myślałam, że on nie żyje, ale jak? Dlaczego akurat on?
- Mam na imię Michał- przedstawił się
- Jestem Lottie- odparłam oczywiście po angielsku
- O cholera -zaczął chłopak- o tym to nie pomyślałem. Dobra spoko Michał, myśl- chłopak mówił do siebie, zaśmiałam się. Poczułam ogromną ulgę. Wiedziałam, że mogę na nim polegać. Znałam go, jak nikt inny. Znałam wszystkie jego sekrety. To wszystko napłynęło do mojej głowy w chwili, kiedy go zobaczyłam przed sobą.
- Rozumiem cię, ale mówić po polsku niestety nie umiem- odpowiedziałam w moim rodzinnym języku.
Chłopak uderzył się otwartą dłonią w czoło. Ponownie się uśmiechnęłam. Podał mi dłoń, żebym mogła się podnieść. Chwyciłam ją. Jednak to nie był dobry pomysł. Poczułam jak kręci mi się w głowie, upadałabym gdyby nie refleks Michała. W tym samym momencie zauważył także, że mam rozciętą nogę. Wziął mnie na ręce. Nie protestowałam. Nie wiedziałam dokąd idziemy.
- Gdzie mnie niesiesz?- zapytałam
- Do mnie do domu. Znalazłem cię w lesie, który jest własnością mojej rodziny. Wyszedłem się przejść, kiedy zauważyłem, że leżysz pod tym drzewem.
O nic więcej nie pytałam. Szedł powoli, a ja poczułam, że robię się senna. Nie wiem nawet kiedy zasnęłam.

Kiedy obudziłam się po razy kolejny, leżałam w dużym łóżku. Miałam na sobie za dużą bluzę i dresowe rybaczki. Zauważyłam, że ktoś opatrzył mi nogę. Usiadałam na materacu i rozejrzałam się w koło. Pokój miał błękitne ściany. Po prawej stronie stała duża szafa, a przy przeciwnej ścianie dwa fotele i mały stolik. Było to przytulne pomieszczenie.
Jak miałam rozmawiać z Michałem? Znałam go, ale on nie wiedział kim jestem. Byłam dla niego obcą dziewczyną. Jednak wiedziałam jedno, że żyje i nie mogę teraz namieszać w jego życiu. Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi.
- Obudziłaś się w końcu. - zaczął chłopak.- Przyniosłem ci śniadanie- kontynuował. Położył na łóżku przede mną tosty z nutellą i usiadł na jego krańcu. Uśmiechnęłam się do niego i zabrałam za pałaszowanie śniadania. Żadne z nas się nie odezwało. Chłopak poczekał aż skończę.
- Nie gniewaj się za to, że cię przebrałem. Twojej ubrania były podarte i we krwi. Tam- wskazał na drzwi naprzeciwko łóżka- Jest łazienka, zaraz przyniosę ci jakieś ubrani, które należą do mojej starszej siostry. Jest trochę grubsza od ciebie, ale lepsze to niż nic.- powiedział z uśmiechem
- Dziękuję- odpowiedziałam
- Jeszcze nie masz za co- odparł i wyszedł. Wstałam i weszłam do pomieszczenia. Po chwili obok mnie znalazł się Michał.
- Tu masz ubrania i nowy komplet bielizny, który zabrałem Alicji z szafy. Nie bój się nie pogniewa się. Jak będziesz już gotowa zejdź na dół. A zapomniałbym… -Podszedł do szafki.- Tu masz ręczniki, a tam -wskazał na półkę wyżej- jest nieużywana szczoteczka do zębów. To ten tego, ja już wychodzę- i zniknął. Zamknęłam drzwi od łazienki. Wzięłam orzeźwiający prysznic. Umyłam włosy, pożyczając od kogoś brzoskwiniowego szamponu. Wyszłam z kabiny. Moja rana wyglądała już nie co lepiej. Ubrałam bieliznę i sukienkę w kwiaty, którą mi przyniósł i czarne balerinki. Sukienka była o rozmiar za duża, ale jak się ściągnęło pasek, który miała z tali nawet nie odstawała. Trzeba przyznać, chłopak miał gust. Umyłam jeszcze zęby i wysuszyłam włosy i wyszłam z łazienki. Przejrzałam się w lustrze, które wisiało w korytarzu. Miałam lekkie zadrapanie na policzku, ale nic po za tym. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Myśl  o tym, że ten koszmar się skończył, sprawiałam, że kąciki ust same podnosiły mi się do góry. Zeszłam po schodach. Nie wiedziałam dokąd iść. Udałam się do pomieszczenia, z którego dochodziły dźwięki telewizora. Snęłam w drzwiach i przyglądam mu się. Siedział zamyślany na kanapie. Odchrząknęłam. Przeniósł wzrok na mnie i uśmiechnął się. Odwzajemniłam ten miły gest. Pokazał mi ruchem reki, żebym usiadła. Zrobiłam to.
- Opowiedz mi coś o sobie- zaczął
- Mam na imię Lottie. Mam 16 lat. Yyy nie wiem co mogę jeszcze chcesz wiedzieć- odparłam
- A może oświecisz mnie i powiesz jak się to znalazłaś.- zaproponował
- Ale chcesz usłyszeć prawdę, tak?- zapytałam, on tylko przytaknął.
- No to wpakowałam się w drobne kłopoty. Po prostu wpadłam w nieodpowiednie towarzystwo. Chłopak mnie tu wywiózł bez mojej zgody. Uwierz mi wcale nie chciałam z nim jechać. Moja rodzina nie wie gdzie jestem i co się ze mną dzieje. Chciałabym się z nimi skontaktować, ale nie wiem jak.- opowiedziałam zrezygnowana
- Nie martw się pomogę ci. Pamiętasz może numer?
- Chyba tak, ale będziemy dzwonić do Anglii, więc majątek zapłacisz za telefon.
- To nie jest problem…
Nie zdążył dokończyć, bo do pokoju wpadła jakaś dziewczyna. Gdy mnie zobaczyła doznała szoku. Zaczęła skakać i piszczeć. Michał patrzył na nią ze zdumieniem.
- Julia co ty wyprawiasz? Uspokój się- powiedział do dziewczyny
- Powiedz, że to żart, że ja śnię- mówiła dziewczyna
- Nie, nie śnisz- opowiedział jej
- A więc u nas na kanapie naprawdę siedzi siostra Louisa Tomlinsona?
- Kogo?
Postanowiłam przerwać te ich bezsensowną wymianę zdań.
- Tak, to ja we własnej osobie. – odparłam  - Proszę cię przestań już, bo mnie uszy bolą od tego twojego pisku.
- Julia wyjdź!- zwrócił się do niej brat
- Ty chyba żartujesz?!- odpowiedziała
- Wyjdź albo powiem mamie, gdzie byłaś w piątek wieczorem.- zagroził
- Dobra, już idę, ale później zrobię sobie z tobą zdjęcie, ok?- zapytała. Ja tylko skinęłam głową na znak, że się zgadzam.
- Przepraszam cię, ty naprawdę jesteś siostrą tego kolesia, z tego on zespoły jak on się nazywał, aaa One Direction, tak?- zapytał
- No niestety. A teraz mogę zadzwonić?
- Oczywiście- opowiedział i podał mi swój telefon.
Wybrałam w skupieniu cyfry. Nacisnęłam zieloną słuchawkę. Po chwili usłyszałam cichy głosu Louisa.
- Halo?
- Louis- zaczęłam, a z oczy popłynęły mi łzy
- Lottie…

Od autorki:
I jest 10 :) Strasznie mało osób komentuje moje wypociny. Nie wiem czy to z czystego lenistwa czy po prostu te rozdziały są  tak beznadziejne, że szkoda wam czasu, aby w ogóle cokolwiek napisać. Bardzo dziękuję tym, którzy nadal czytają mojego bloga i komentują. Wasze opinie są dla mnie bardzo ważne. Proszę was komentujcie. 

A tak po za tym to umieściłam nową sondę. Chciałabym poznać waszą opinię w tej kwestii, więc proszę głosujcie. Nudziłam się, dlatego zmieniłam trochę wygląd bloga. Co o nim myślicie? Bardziej podobał wam się stary? Piszcie w komentarzach. To tyle ode mnie, do następnego! :)

Ps. Piszecie opowiadania? Jeśli tak to proszę zostawcie link w komentarzu, chętnie przeczytam ;)

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 9


- Lottie, ja cię tak bardzo przepraszam. Nie miałem pojęcia, że w taki sposób to odbierasz. Miałem ci pomagać, a wyszło tak jak zwykle. – z jego oczy popłynęły łzy. Mnie także zrobiło się smutno. Zrozumiałam, że Nate jest niebezpieczny, ale także to, że kocham Louisa jak nikogo innego i wolę sama zginąć niż narażać brata na jakiekolwiek niebezpieczeństwo.
- To nie jest twoja wina. Sama wpakowałam się w to bagno i teraz muszę to wszystko naprawić.
- Nie pozwolę ci słyszysz!- nagle krzyknął- Nie zostawię cię samej. Już raz cię uderzył, nie pozwolę, rozumiesz nie pozwolę, aby ten skurwiel kolejny raz cię skrzywdził- popatrzył na mnie i czekał aż coś powiem.
- Dziękuję- tyle tylko powiedziałam.
- Trzeba to zgłosić na policję- zabrał głos Niall
- Ty chyba żartujesz, to tylko pogorsz sprawę?!- zaczęłam. Jak ktoś ma cierpieć to ja. Jemu chodzi o mnie. Skłamałam blondynkowi jak powiedziałam, że miałam u niego tylko sprzątać. Wiem, że to będzie coś o wiele gorszego. I jestem gotowa ponieść taką karę. W życiu wiele przeszłam i na to też jestem przygotowana.
- Lottie, wiem, że się boisz, ale będziemy przy tobie wszyscy. Zgłosimy to na policję, a potem wyjedziemy do Londynu i poczekamy na wyniki śledztwa. Jak będzie trzeba to załatwię ci ochroniarza tylko proszę cię, zgódź się.- wręcz błagał Louis, widać było że się martwi o mnie.
- Dobrze- powiedziałam, jednak to nie była prawda. Nie zamierzałam nigdzie iść. Wiedziałam, że Nate lada moment napiszę i będę musiała stawić się na miejscu spotkania. Żaden z chłopaków nic o tym nie wiem i się nie dowie.
- Mam jeden warunek- zaznaczyłam
- Jaki?- zapytali jednocześnie
- Pójdziemy tam jutro, jestem zmęczona całą tą sytuacją, a tak po za tym jest już późno- przedstawiłam swój postulat
- Dobrze, jeśli tak chcesz tu pójdziemy tam jutro. Lottie mam jeszcze małą prośbę…- zaczął niepewnie Louis
- Czego chcesz?- zapytałam po chamsku
- Mogę o wszystkim powiedzieć reszcie?
No tym to mnie zaskoczył. Nie chciałam, żeby ktoś po za mną, moim bratem i Niallem wiedział o całej sprawie. Było to dla mnie zbyt krępujące, a tak naprawdę wstydziłam się swojego zachowania. Wiedziałam, że jeżeli dowiedzą się prawdy, nie będą już mnie traktować jak tą samą Lottie. Zmienią swój stosunek do mojej osoby, a tego nie chce.
- Louis nie, to jest zbyt poważna sprawa dla mnie żebyś ją wszystkim rozgłaszał. Nie ufam im na tyle, żeby wyznać im całą prawdę.- odpowiedziałam na jego pytanie
- A Niall? On mógł wiedzieć, jemu zwierzyłaś się pierwsza, dlaczego?! To przecież ja jestem twoim bratem, ja byłem przy tobie, kiedy cierpiałaś- zaczął mi wyrzucać, a więc tu go bolało
- Ach tak, ty przy mnie byłeś?! Nie bądź śmieszny. A Niallowi zwierzyłam się pierwszemu, bo traktuję go jak brata. Osobę godna zaufania. Którą ty także jesteś, ale nie ufam ci jeszcze na tyle, aby być z tobą w stu procentach szczerą, to właśnie Niall poprosił mnie, abym ci powiedziała o tym wszystkim. Wiem, że w tym momencie okazuję się wredną suką, ale taka jest prawda, a ja nie mogę jeszcze obdarzyć cię takim uczuciem, jakim darzyłam cię przed wypadkiem.- walnęłam odpowiedź. Tak szczerze to nie traktowałam blondaska tylko jako przyjaciela. Był kimś więcej, ale zdawałam sobie sprawę z tego, że ja tak naprawdę jestem jeszcze dzieckiem, a on jest już dorosły.
- Naprawdę tak sądzisz, że jestem osobą niegodną zaufania?- zapytał z bólem
- To nie tak. Louis ja cię kocham naprawdę, nie chcę żebyś przeze mnie kolejny raz cierpiał. Wiem, że ci zależy. A ja nie potrafię. Powiedziałeś, że dasz mi czas, potrzebuję go teraz jak nikt inny, więc proszę cię nie nalegaj i wiedz, że zawsze będziesz najważniejszy.- To była szczera prawda, ale nie wiedział, że słowa Kocham Cię skierowane do jego osoby miały taką moc.
- Przepraszam po raz kolejny. Lottie wiesz, że nie potrafię pogodzić się z tym, że między nami nie jest tak jak dawniej. Ale ja się postaram. A teraz chodź do mnie.
Przytuliłam się do niego. Biło od niego takie ciepło. Walczyłam z samą sobą. Z jednej strony bardzo kochałam Louisa, a z drugiej czułam coś do Nialla, tylko nie wiem czy to jest prawdziwe uczucie. Pocałowałam Lou i blondaska w policzek, podziękowałam i poszłam do siebie. Nie byłam głodna. Stres zżerał mnie od środka. Czas dłużył mi się niemiłosiernie. Aż w końcu dostałam sms'a z adresem, pod który mam się udać. Poczekałam jak wszyscy zasnął. Przebrałam się i schowałam telefon do kieszeni. Powoli zeszłam po schodach na dół, było ciemno jak cholera, ale jakoś dotarłam do drzwi wejściowych, otworzyłam je i już byłam na zewnątrz. Był ciepły wieczór, więc jeden plus. Wiedziałam, że jak dotrę na miejsce przeżyje najgorszy koszmar w moim życiu. Biegłam opustoszałymi ulicami miasteczka, aż dotarłam na jego kraniec. W oddali widziałam samochód, stał przed starym opuszczonym domem. Jak Go zobaczyłam poczułam strach, ale wiedziałam, że teraz już nie ma odwrotu. Podeszłam bliżej, chyba mnie zauważył, bo zaczął iść w moim kierunku. Nogi miałam jak z waty.
- Witaj księżniczko, wiedziałem, że przyjdziesz- zaczął
Dźwięk jego głosy budził we mnie obrzydzeniem. Podszedł bliżej i chwycił mnie za nadgarstki.
- Jak widzisz przyszłam…- zaczęłam, ale usłyszałam jak ktoś biegnie w naszą stronę. Odwróciłam się i zobaczyłam Louisa.
O cholera- pomyślałam.
- Zostaw ją, słyszysz!- krzyczał z daleka mój brat
- Ona sam tu przyszła, więc widocznie chciała mnie widzieć.- zaczął spokojnie Nate
- Odpieprz się od mojej siostry- wykrzyczał Louis. Podbiegł do Nata i uderzył go w twarz. Chłopak zachwiał się, ale nie upadł. Wyjął broń. Krzyknęłam
- Co ty sobie gówniarzu myślisz? Wydawało ci się, że bohatera będziesz zgrywał to nie bajka, chłopcze. Widzisz ten pistolet, jedna kulka jest przeznaczona dla ciebie, a teraz kolego, życzę ci miłej wędrówki na tamten świat- odwarknął
- Nie!!!- ale było za późno. Nate postrzelił Louisa w ramię i chciał wymierzyć drugi strzał
- Nie, proszę nie- błagałam- Masz mnie, nie krzywdź jego, tobie chodzi o mnie, nie o niego. Pójdę z tobą. Zrobię wszystko co karzesz tyko, proszę cię nie krzywdź Louisa- wydukałam przez łzy.
- Lottie, nie rób tego- krzyknął mój brat
- Widzę, że dziewczynka zmądrzała- powiedział ten skurwiel
- Lottie, nie idź z nim!- dalej krzyczał Boo Bear. Stanęłam przed wyborem swoje życie, a życie jego. Odpowiedź była oczywista.
- Louis, kocham cię i nie pozwolę ci stracić życia. To wszystko moja wina i ja cię za to wszystko przepraszam. Nigdy cię nie zapomnę, pamiętaj o tym- łzy płynęły mi strumieniami
- Możemy iść- zwróciłam się do Nata
Jak już byliśmy w aucie, patrzyłam na znikającą sylwetkę Lou. Zanim Nate zabrał mi telefon, zdarzyłam zadzwonić po pogotowie, nie przedstawiłam się. Wysłałam, także sms'a do chłopaków z informacją, gdzie przebywa mój braciszek i prośbą, żeby go ratowali. Później ten dupek zabrał mi telefon i wyrzucił przez okno. Jechaliśmy jakieś dwie godziny. Żadne z nas się nie odezwało. Nagle samochód się zatrzymał. Nathanie wyszedł na zewnątrz i otworzył drzwi od strony pasażera, gdzie siedziałam. Zauważyłam, że ma strzykawkę w ręku. Wyrywałam się, ale to nic nie dało. Poczułam ukucie, a w mojej głowie rozbrzmiały słowa: Teraz się zabawimy. Odpłynęłam.

Od autorki:

O matko dziękuję, za ponad 1000 wyświetleń! KOCHAM WAS DZIEWCZYNY!!!! Dziękuję wszystkim, którzy regularnie komentują. Nawet nie wiecie jak miło się na sercu robi jak czyta się te wszystkie pozytywne opinie dotyczące kolejnej notki. :) Jak obiecałam jest mały dramacik. W następnym rozdziale nastąpi  zwrot akcji i pojawi się postać, której się na pewno nie spodziewałyście.
Jeżeli ktoś chce być informowany o kolejnym rozdziale, podajcie swoje nicki na twitterze bądź numeru gg pod tym postem. Macie jakieś pytanie dotyczące bloga czy chciałybyście mnie bliżej poznać, piszcie:
twitter: @Kadi1504
gg: 43174091
 Do następnego!

piątek, 1 czerwca 2012

Rozdział 8


Co ja mam teraz zrobić ? Jak zareagować? Nie mogę go odrzucić, bo prawda wyjdzie na jaw, a Louis mnie zabije. Postanowiłam grać.
- Też się za tobą stęskniłam, Nate - powiedziałam i posłałam mu najsłodszy z moich uśmiechów. Zauważyłam, że humor go nie opuszczał. Podszedł do mnie i przytulił. Nie opierałam się, bo to by tylko pogorszyło sprawę.
- Może chodź do mnie do pokoju. Tam porozmawiamy.- zaproponowała.
Nie czekając na jego odpowiedź, wzięłam go za rękę i pociągnęłam na górę. Zamknęłam za sobą drzwi.
- Po co ty tu do cholery przyszedłeś?! Mało ci jeszcze?- wydarłam się na niego
- Nie denerwuj się tak kotku. Przyszedłem cię odwiedzić, słyszałem, że chciałaś się zabić. Nie ładnie. Mówiłem ci żebyś ze mną została. Ale nie, bo po co? Jednak teraz zabawa się skończyła, albo będziesz mnie słuchać albo niedługo twój brat poczuje co to ból. Zastanów się. Napiszę wieczorem gdzie masz być i kiedy. Nie spóźnij się. Do zobaczenia skarbie.
- Nie będę robić tego co mi karzesz, chyba cię pojebało?! Nie jestem twoją własnością, zapamiętaj to.
- Nie pyskuj!- podszedł do mnie i uderzył w twarz. Jęknęłam z bólu. – Masz dług do spłaty i nie wywiniesz się do tego. A teraz żegnaj Lottie.
- Pieprz się- tyle zdołałam powiedzieć
Wyszedł. Strasznie piekł mnie policzek. Nie mogę powiedzieć o tym bratu. Nie chce, żeby on też miał problemu. Muszę sama spłacić Nata. Mam u niego dług w wysokości 7000, on z każdym dniem wzrasta. Poczułam się znowu tak jak tego dnia, kiedy dowiedziałam się, że Chris nie żyje. Teraz znowu nic nie ma dla mnie sensu. Nie obchodzi mnie to, że tam na dole jest mój brat. Mam w dupie to, że się martwi. Podbiegłam do drzwi i je zamknęłam. Nie chciałam teraz z nikim rozmawiać. Wiedziałam jedno, że nie mogę teraz wyjechać. Nie kontrolowałam łez. Głośnio szlochałam oparta o ramę łóżka. Słyszałam jak Louis i chłopaki dobijają się do drzwi i proszą żebym otworzyła. Ale ja nie mam siły wyznać mu prawdy, nie mam odwagi się przyznać. Wiedziałam, że niedługo dostanę wiadomość gdzie i kiedy mam się stawić. On jest niebezpieczny i nie mogę mu się sprzeciwić. Kto mnie obroni? Nie mam nikogo. Mój braciszek dalej walił w drzwi.
- Lottie do cholery otwieraj te drzwi!- krzyczał
- Nie, chce być sama- odpowiedziałam
Jego zachowanie coraz bardziej mnie irytowało.
-Lottie!- dalej darł się mój braciszek. Czy on nie rozumie, że nie mam ochoty go widzieć? Widocznie nie. Dobra trzeba obudzić tą sukę Lottie.
- Louis nie chcę z tobą rozmawiać. Daj mi w końcu święty spokój.
- Nie dopóki ze mną nie porozmawiasz!- wrzasnął
-Ty jeszcze mi warunki stawiasz. Nie masz prawa i wiesz, co spierdalaj!- wydarłam się
Chyba nie spodziewał się, że mam tak cięty język. Ucichł na dobre 10 minut. W końcu mogłam chwilę pomyśleć. Wiem jedno nie lecę jutro z chłopakami do Londynu. Muszę odpokutować winy. Sama naważyłam piwa, wiec muszę je wypić. Nie zamierzam im się tłumaczyć, dlaczego itd. Myślałam, że ten wyjazd wszystko zmieni. Będzie początkiem nowego życia. A jednak przeszłość znowu o sobie przypomina. Nagle usłyszałam huk. Podniosłam wzrok. Drzwi leżały na ziemi.
- Czy ciebie do reszty pojebało?- zapytałam z wyrzutem- Powiedziałam, że chce być sama. Daj mi spokój.
- Od kiedy to ty takich słów używasz co?- powiedział z wyniosłością
- A gówno cię to obchodzi. A teraz wyjdź z mojego pokoju.
- Nie mów tak do mnie, rozumiesz? I nie, nie wyjdę- odpowiedział
- Nie to nie. Ja wyjdę.- powiedziałam
Ale nie miałam jak, cała piątka zastawiłam mi drogę.
- Co ci się stało w twarz?- zapytał Liam
O cholera zapomniałam. No to po mnie. Louis podbiegł do mnie i załapał moją twarz w dłonie. Dotknął mojego policzka, syknęłam z bólu.
- Kto ci to zrobił? Ten chłopak co tu był?
Stałam i milczałam, nie miałam odwagi mu powiedzieć.
- Sama się uderzyłam o szafkę- to pierwsze co mi przyszło do głowy.
- Nie kłam, przecież wiem, że to on- powiedział
- To po co się głupio pytasz jak i tak wiesz? A teraz puść mnie.
Jednak on nie poluźnił uścisku, dalej trzymał mnie za nadgarstki.
- Kto to był?- zapytał
- Nie twój interes- odparłam
- Lottie proszę powiedz nam. Martwimy się- odezwał się Niall. On jako jedyny z nich potrafił wpłynąć na mnie w taki sposób, że całą złość odchodziła. Wyszarpałam dłonie z uścisku Louisa, podeszłam do blondyna, przytuliłam go i powiedziałam: Dobrze powiem, ale tylko tobie. I odkleiłam się od łakomczucha. Widziałam żal w oczach Louisa. Bolało go to, że nie ufam mu tak bardzo jak Niallowi. Ale ja dalej czułam do niego coś więcej. Chociaż cały czas się oszukiwałam, że mam już to za sobą. Bolało mnie to, że kiedy miałam problemy to on wolał bawić się z Eleonor w klubie. Złapałam blondyna za rękę i zaprowadziłam do pokoju gościnnego. Usiedliśmy na łóżku.
- Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko- zachęcił mnie Niall- Zawsze ci pomogę, jesteś dla mnie jak siostra, której nigdy nie miałem.- dodał
Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam swoją opowieść.
- Kiedy dowiedziałam się o śmierci Chrisa, czułam, że wszystko straciło sens. Wybiegłam wtedy z domu i poszłam do parku. Była okropna pogoda. Chodziłam tak, aż się  zmęczyłam. Usiadłam na jednej z ławek i najnormalniej w świecie się rozpłakałam. To wszystko mnie przerosło. Wtedy spotkałam jego podszedł do mnie i zaproponował lekarstwo na mój smutek. A ja się zgodziła. Wysypałam trochę białego proszku na rękę i wciągnęłam. W jednej chwili wszystko stało się takie kolorowe, problemu odeszły w zapomnienie. Z każdym dniem chciałam coraz więcej i więcej. To byłam moja ucieczka. Nie wiesz ile razy niemo prosiłam o pomoc. Nic, zero odzewu. I po miesiącu miałam dosyć. Nate domagał się pieniędzy za narkotyki, a ja ich nie miałam. Tamtego dnia kiedy postanowiłam się zabić, dostałam od niego wiadomość. Powiedział, że zniszczy waszą karierę, niszcząc Louisa. Nie mogłam na to pozwolić. Jednak nie wiedziałam, co mogę zrobić, ta bezsilność mnie dobijała. Pomyślałam, że jak nie będzie mnie to też nie będzie problemu i dalej już wiesz.
Niall nic nie powiedział tylko mnie przytulił.
- Po co on dzisiaj tu przyszedł?- zapytał po chwili
- Chciał spłaty długu. Wiszę mu 7 tysięcy plus odsetki. Miałam pracować u niego w klubie…
- CO?!- wydarł się blondyn
- Ale nie w takim sensie, miałam sprzątać i od czasu do czasu stanąć za barem, chyba.
- Lottie musisz o wszystkim powiedzieć Louisowi, nie możemy tego tak zostawić. Trzeba to zgłosić na policje.
- Myślisz, że tego nie wiem. Doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Tylko ja się boje jak zareaguje Louis. Nie biorę już i nigdy nie wezmę. Uwolniłam się od tego świństwa, uwierz mi- prosiłam
- Wierzę ci, teraz chodźmy- wziął mnie za rękę
Udaliśmy się do salon. Wiedziałam, że nie będzie to łatwa rozmowa. Mój braciszek nie jest tak wyrozumiały jak Niall. Stanęłam w salonie, oczy wszystkich tam obecnych zwróciły się w naszym kierunku.
- Musimy porozmawiać- zwróciłam się do Louisa. Pan Pasiasty tylko przytaknął.
- To my może was zostawimy- zaczął Zayn
I wszyscy wyszli oprócz Niall. Cały czas trzymałam jego dłoń. Chciał odejść, ale mu nie pozwoliłam.
- Proszę cię zostań- wyszeptałam. Chłopak skinął głową i usiedliśmy na kanapie. Louis podszedł do mnie i przytulił. Dlaczego ja zawsze w jego ramionach wymiękam. Czuje się znowu jak mała dziewczynka.
-Louis….- i tak zaczęłam swój pół godzinny monolog po raz kolejny. Ale nie patrzyłam mu w oczy. Skupiona byłam na widokach za oknem. Wydawały mi się w tym momencie fascynujące. Kiedy skończyłam czekałam na jego reakcje. To co powiedział bardzo mnie zaskoczyło.


Od autorki:
No i mamy 8! Mam nadzieję, że wam się spodoba. Będziemy mięli mały dramacik w przyszłych rozdziałach... Tyle ode mnie. Proszę was komentujcie, bo mi bardzo zależny na waszym zdaniu. Dziękuję za wszystkie pozytywne opinie pod poprzednimi postami. A przede wszystkim WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA DZIECKA!!!

Do następnego! :)