środa, 4 lipca 2012

Rozdział 15


Oczami Louisa:

Cztery dni później

Nie wiem w ogóle jak to możliwe. Szukałem jej wszędzie, objeździłem okolicę, sprawdziłem miejsca, w których mogła przebywać. Nie ma jej nigdzie. Wiem, że nie upłynęło zbyt wiele czasu, ale ja się naprawdę o nią boję. Nie mogą spać po nocach. Wyobrażam sobie jej blade ciało zawijane w czarny worek. W oddali słyszę tylko głos dziewczyny- Nie było cię przy mnie Lou, tak bardzo cię potrzebowałam. Budzę się zlany potem. Odwołaliśmy wszystkie najbliższe koncerty. Nie mam głowy teraz do prób. Chłopcy mnie wspierają i pomagają w poszukiwaniach, ale wszystko idzie na marne. Wyznaczyliśmy nawet nagrodę za jakąkolwiek informację, która mogłaby wskazać miejsce pobytu mojej siostry. Obkleiliśmy plakatami z jej podobizną całe miasteczko. Sąsiedzi, także pomagają. Czuje się zrezygnowano. Powoli zaczynam tracić nadzieję. A co jeśli się w ogóle nie znajdzie? Nie chce żyć wspomnieniami. Nie dam rady. Siedzę w salonie i czekam na telefon od policji, na jedną drobną informację, która zapali płomyk nadziei w moim sercu.
- Louis tak nie można.- zwróciła się do mnie mama ze smutkiem w głosie
- Owszem można- burknąłem
- Zachowujesz się dokładnie tak jak Lottie. A ja po raz kolejny nie chce przeżywać tego koszmaru, nie dam rady- powiedziała moja rodzicielka.
- Twoja mama ma rację, nie możemy się podać. Ona na pewno gdzieś tu jest i niedługo się odnajdzie. Nie możemy tracić wiary Lou. Ona do nas wróci i znowu będziemy mogli razem się śmiać i wspominać dawne czasu- powiedział Niall.
Chłopcy patrzyli się na mnie błagalnym spojrzeniem. Mają racje, nic takim siedzeniem i nie zdziałam. Muszę coś wymyślić.
- Macie rację, tylko ja nie mam pojęcia co robić. Wyczerpały mi się pomysły- powiedziałem. To była prawda. Nie miałem pojęcia co dalej robić.
- Lou wiem, że byłeś temu przeciwny, ale może warto poinformować prasę i poprosić o pomoc telewizję. – odpowiedział Zayn.
- Czy wy nie rozumiecie, że ja chcę ją chronić do cholery?!- uniosłem się
- Na razie nie masz kogo chronić. Lottie nie ma z nami i trzeba szybko pojąć jakąś decyzję za nim wszystko się posypie- odparł Harry
- Przepraszam was, może macie rację…- moją wypowiedź przerwał dzwonek do drzwi. Gwałtownie poderwałem się z miejsca, żeby otworzyć. Miałem nadzieję, że to ktoś z policji. Przede mną stała niska brunetka z kręconymi włosami. Miała na oko 17 lat. Trzymała w ręku kartkę z ogłoszeniem zaginięcia Lottie.
- Yyyy… Mogę w czymś ci pomóc?- zapytałem
- Chyba raczej to ja mogę pomóc tobie. Wydaje mi się, że wiem gdzie jest twoja siostra- gdy wypowiedziała te słowa, zamarłem. W końcu ktoś kto mógł mi pomóc.
-Louis kto to?- usłyszałem głos Liama z salonu.
- Jak masz na imię?- zwróciłem się do dziewczyny
- Lexi- opowiedziała
Uśmiechnąłem się do niej. Ona jedna najprawdopodobniej wiedziała, gdzie przebywa moja siostra.
- Lexi przyszła- odkrzyknąłem. Doszło do mnie tylko pytanie chłopaków- Kto? Ale ja już ich nie słuchałem. Pociągnąłem dziewczynę za rękę do mojego pokoju i zamknąłem drzwi. Widziałem, że nie spodziewała się takiego posunięcia z mojej strony. Wydawała się być nieco wystraszona i speszona.
- Nie bój się mnie, nic ci nie zrobię.- zacząłem- Przyprowadziłem cię tu, bo nie chciałem, żeby ta zgraja wariatów nam przeszkadzała.
- Nic się nie stało. Przyszłam tu tylko, żeby ci pomóc. Mama powiedziała mi o zaginięciu tej dziewczyny. Lottie prawda?- zapytała
- Tak, to moja siostra. Proszę, jeśli wiesz gdzie ona jest, to powiedz mi.- błagałem
- Spokojnie. Już mówię. Cztery dni temu wybrałam się na ślub mojej cioci do Polski, a twoją siostrę kojarzę stąd, bo miała miejsce obok mnie w samolocie. Cały czas siedziała smutna i zamyślona  z słuchawkami w uszach. Nie zamieniła ze mną nawet jednego słowa. Wysiadła w Warszawie, ja zostałam, bo moja podróż kończyła się w Krakowie. Tylko tyle wiem. Przepraszam, że tak późno. Ty pewnie tu od zmysłów odchodzisz, ale dopiero teraz wróciłam.
- Dlaczego mam ci wierzyć?- zapytałem. To co mówiła wydawało się takie nierealne, nie chciałem w to wierzyć.
- Mówię ci tylko to co wiem. Nie musisz mi wierzyć. Nie zmuszam cię do tego. Zarobisz jak uważasz, ale przecież można to sprawdzić są kamery na lotniskach.- opowiedziała. Miała rację, mogę to sprawdzić. Podszedłem do dziewczyny i ją przytuliłem.
- Dziękuję.- tylko tyle mogłem jej na razie dać.- Zaraz dostaniesz nagrodę.
- Nie przyszłam tu z powodu nagrody i nie mam zamiaru nic od ciebie brać. Powiedziałam ci to co może ci pomóc w odnalezieniu siostry. I nie masz za co dziękować…- zatrzymała się na chwilę.- Jak masz w ogóle na imię?
- Jestem Louis- opowiedziałem jej.
- Bardzo się cieszę Louis, że mogłam cię poznać. Muszę się już zbierać.
- Jeszcze raz ci dziękuję- powiedziałem
Odprowadziłem dziewczynę do drzwi i pożegnałem. Pognałem do salonu, gdzie chłopaki od razu  zbombardowali mnie milionem pytań. Nie miałem czasu, żeby teraz im odpowiadać. Chwyciłem telefon i wybrałem numer komisarza prowadzącego sprawę Lottie, przekazałem mu wszystko, co powiedziała mi dziewczyna. Obiecała zająć się wszystkim i potwierdzić rzetelność tych informacji. Pozostaje mi tylko czkać.
- Louis to naprawdę prawda? Lottie wróciła do Polski?- zapytał zszokowany blondyn
- Wygląda na to, że tak- odpowiedziałem
- Ale, że co? Serio? Do Polski?- zapytał Liam
- Tak.
- Mówiłem wam, że ona coś czuje do tego chłopaka, to nie chcieliście mi wierzyć, bo po co?- ciągnął Liam
- Naprawdę myślisz, że pojechała do tego chłopaka?- zapytał Zayn
- A znasz inne wytłumaczenie?- zapytał Li
- Lou, a ty co o tym myślisz? Dlaczego pojechała do Polski?- zwrócił się do mnie Niall. Widać było, że ma nadzieję, na to że moja siostra jednak nie pojechała do szatyna.
- Nie mam pojęcia, ale jeśli to prawda, że wróciła do tego chłopaka, to obiecuję wam dowiem się dlaczego. Bo nikt rozsądny nie jedzie w odwiedziny do ledwo co poznanego chłopaka i porzuca bliskich- wyznałem. W pokoju zapanowała cisza. Każdy chyba zastanawiał się  nad sensem moich słów. Wiedziałem jedno, że jak pojechała tam tylko dla niego, to kiedy ją znajdę, pozna mnie z tej nieprzyjemnej strony. Nie pozwolę robić sobie ze mnie żartów. Tym razem to ja zawiodłem się na niej i trudno będzie mi tej małolacie kolejny raz zaufać.

Od autorki:
Zauważyłam, że coraz mniej osób czyta to opowiadanie. Mimo wszystko szczerzę dziękuję tej grupce czytelników, która zostałam i regularnie komentuje moje posty.  Wiem nie są one idealne i nigdy nie będą. Ale naprawdę jest mi miło, że wam się podobają i dalej interesują was losy Lottie. Zaczęły się wakacje, więc każdej z was życzę miłego wypoczynku i dobrej zabawy. Jeżeli moje opowiadanie czyta jakiś chłopak, to niech napisze, bo wydaje mi się, że są tu same dziewczyny ^^ Następny rozdział pojawi się, gdy po tym postem zobaczę 15 komentarzy. Wiem, że potraficie a mi się zbytnio nie śpiesz, bo niestety dotarliśmy już na półmetek historii Lottie. Więc do dzieła! 

15 komentarzy= Nowy rozdział

niedziela, 1 lipca 2012

Rozdział 14


Oczami Louisa:

Siedzieliśmy z chłopakami w hotelowym pokoju. Cały czas byłem nieobecny. Martwiłem się o Lottie. Obiecywałem, że tym razem jej nie zostawię, że pomogę uporać się z problemami. Od czasu próby samobójczej zmieniła się. Stała się bardziej skryta, nieufna. Boli mnie to, że oddalamy się od siebie, że tracimy więź, którą tyle lat budowaliśmy. Lottie nigdy taka nie była. Zawsze radosna, uśmiechnięta, pozytywnie nastawiona do życia. A teraz? Użala się tylko nad sobą. Nie powiem, że mi to nie przeszkadza. Irytuje mnie jej zachowanie, bo chciałbym jej pomóc, ale nie mam pojęcia jak. Nikomu nie chce się zwierzyć. Nie chce powiedzieć, co ją dręczy, bo widać po mniej, że coś jest nie tak. W jej oczach widać smutek, który ukrywała przez ten cały czas pod pozornym uśmiechem. Nie wiem czy dobrze zrobiłem wyjeżdżając, ale nie miałem wyjścia. Zaczynała się trasa, a ja nie mogłem zawieść chłopaków. Przecież w domu jest jeszcze mama i Fizzy. To właśnie tą drugą poprosiłem o to, żeby miała oko na Lottie i żeby w razie czego zadzwoniła. Nie odzywa się od tygodnia, co dawało mi jakąś nadzieję na to, że w końcu wszystko wróci do normy i znowu będziemy normalnym rodzeństwem. Nie wiem dlaczego, ale to z Lottie byłem najbardziej emocjonalnie związany. Była moją małą siostrzyczką, którą zawsze chciałem mieć. Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk mojego telefonu, aż drgnąłem z zaskoczenia. W pokoju momentalnie zrobiło się cicho i oczy wszystkich zwróciły się w moim kierunku. Spojrzałem na wyświetlacz, dzwoniła Fizzy. Miałem złe przeczucia. Odebrałem.
- Lou ja cię tak bardzo przepraszam, ale ja nie dałam rady. Starałam się, ale ona była taka uparta, nic do niej nie trafiało…- mówiła roztrzęsiona dziewczyna
- Fizzy proszę cię uspokój się i powiedz co się stało?- powiedziałem spokojnie, choć w środku cały się gotowałem.
- No bo ona po twoim wyjeździe całkowicie się załamała. Próbowałam coś z tym zrobić, ale ona nie dała mi szansy. Prosiłam też mamę, ale było jeszcze gorzej. Nic nie jadła, nie wychodziła z pokoju. A teraz…- przerwała
- Fizzy do cholery, co teraz?- zapytałem już lekko zniecierpliwiony.
- Lou ona uciekła- powiedziała
A ja zamarłem. Po raz kolejny schrzaniłem wszystko.
- Lou proszę cię wróć do domu. Mama jest załamana. Tato już zadzwonił na policję, która rozpoczęła poszukiwania. Tak bardzo cię przepraszam. Powinnam szybciej zadzwonić- mówiła przez szloch dziewczyna
- Skarbie zrobiłaś to co mogłaś. Obiecuje, że już dzisiaj do was wracam. Przyrzekam wam odnajdziemy ją. Choćbym miał jej szukać w nieskończoność, to ona wróci do domu.- powiedziałem i zakończyłem rozmowę.
W oczach miałem łzy. Nie potrafiłem się opanować.
- Lou kto to był? Co się stało?- zapytał zatroskany Liam
- Fizzy dzwoniła.- powiedziałem krótko.
-I?- naciskał Harry
- Lottie uciekła z domu- odparłem i obserwowałem ich reakcje. Wszyscy moim przyjaciele przejmowali się jej losem. Widziałem na ich twarzach strach. Ale mną kierowała adrenalina.
- Wracam do Doncaster- rzuciłem i pobiegłem do mojego pokoju po walizkę. Jakie szczęście, że jej jeszcze nie rozpakowałem. Chłopaki jak torpeda wpadli do pomieszczenia.
- Jedziemy z tobą. Nie zostawimy cię samego. Też się o nią boimy- zaczął Niall, miał w oczach łzy. Podobnie jak ja. Teraz utwierdziłem się w przekonaniu, że moja siostrzyczka nie jest mu obojętna. Cieszyłem się z tego faktu, bo Niall jest dobrym chłopakiem i jestem pewny, że dobrze zająłby się Lottie. Tylko nie wiem co ona czuje do niego. Nie chce, żeby cierpiał, bo widać, że jeszcze nie otrząsnęła się po stracie Chrisa, ale czy aby na pewno o to chodziło? Czy to był powód jej ucieczki? Wszyscy szybko zebraliśmy się w holu. Paul zrozumiał i pozwolił nam jechać. Harry prowadził, bo ja byłem zbyt roztrzęsiony, żeby skupić się na jeździe. Droga ciągnęła się w nieskończoność. Kiedy w końcu dostrzegłem na horyzoncie mój domu. Poczułem ulgę, nie to nie to. Miałem poczucie, że w końcu będę mógł zacząć poszukiwania. Wyprułem z auta jak strzała i popędziłem do domu. Na kanapie siedziała zapłakana mama. Fizzy i bliźniaczki szlochały w koncie salonu. Tata chodził w kółko po pokoju i wydzwaniał do kogoś. Podbiegłem do mamy i ją przytuliłem.
- Louis jestem złą matką. Nie potrafiłam jej ochronić. Dotrzeć do niej. Powinnam była zostać w domu i nalegać na rozmowę. A ja głupia myślałam, że jak zostawię ją w spokoju to w końcu sobie wszystko ułoży i wyjdzie z tego pokoju. Zawiodłam ją i ciebie Lou. Tak bardzo was przepraszam. Jak ona sobie coś zrobi to będzie moja wina- mówiła przez płacz moja rodzicielka.
- Mamo nie płacz. Znajdziemy ją.- powiedziałem, choć sam nie byłem do tego przekonany.
- Louis nie rozumiesz obdzwoniliśmy wszystkich jej znajomych, sprawdziliśmy wszystkie miejsca, w których mogłaby przebywać. Nic, zero. Jakby się rozpłynęła- odpowiedziała.
- Lou – zaczęła niepewnie Fizzy- To dla ciebie.- powiedziała i wręczyła mi kopertę.
- Co to?- zapytałem.
- List od Charlotte - opowiedziała mama
Niepewnie wyjąłem kartkę ze środka i zacząłem czytać na głos:

Kochany braciszku!
Wiem, że się o mnie martwisz. Zawsze starałeś się zastąpić mi ojca i zająć się mną tak jak potrafiłeś najlepiej. To ty byłeś mi najbliższy z całej rodziny. I dziękuję ci za te szesnaście lat razem. Chociaż ostatnie dwa były koszmarem. Zostawiłeś mnie i postanowiłeś spełniać swojej marzenia. Nie mam ci tego za złe, bo to twoje życia i ty dokonałeś wyboru. Teraz moja kolej. Nie mogę tutaj zostać, bo to nie jest moje miejsce w życiu. Po wypadku wiele się zmieniło. Nie bój się, nic sobie nie zrobię. Za bardzo cenię sobie życie i nie zmarnuje drugiej szansy danej mi od losu. Chce żebyś wiedział, że nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Nie chce ci teraz tłumacz jak i dlaczego to mówię, ale ja nie należę do waszej rodziny. Jest mi z tym cholernie źle, ale co mam zrobić. Los sobie po raz kolejny ze mnie zadrwił. Proszę cię nie szukaj mnie i nie rozpaczaj po moim wyjeździe. Tak naprawdę nie mamy ze sobą nic wspólnego. Nie proszę cię o to, żebyś o mnie zapomniał, bo ja nigdy o tobie i o was nie zapomnę. Tworzyliśmy rodzinę i to się nigdy nie zmieni. Pamiętaj zawszę będę was kochać.

Twoja na zawsze Charlotte <3

- Jak to do cholery nie należy do naszej rodziny?!- krzyknąłem i spojrzałem na matkę.
- Louis ja nie mam pojęcia, ale wiedz, że jestem pewna, że ona jest moja córką. Urodziłam ją i… Boże, co ta dziewczyna sobie ubzdurała?- zapytała zrezygnowana rodzicielka.
Nie wiedziałem co mam robić. Co miała na myśli pisząc te słowa? Czym się kierowała? Czułem się bezradny.
- Lou…- zaczął Harry
Gwałtownie poderwałem się z miejsca.
- Przyrzekam wam, że ją znajdę i dowiem się o co jej chodzi. Słyszycie sprowadzę ją za wszelką cenę całą i zdrową do domu. Obiecuję, że Lottie znów będzie z nami choćbym miał jej szukać całe życie to ją znajdę rozumiecie?! – upadłem na kolana- Lottie proszę cię wróć do nas, musisz wrócić!- błagałem. Byłem w jakimś amoku. Podbiegła do mnie mama. Przytuliła mnie, a ja rozpłynąłem się w jej ramionach. Nie miałem już sił, ale odnajdę ją. Nie wiem jak, ale to zrobię.

Od autorki:
 Nie podoba mi się ten rozdział, ale naprawdę trudno było mi napisać coś z perspektywy Lou, bo jakby nie było jestem kobietą i nie wiem jak mężczyźni reagują  w takich sytuacjach. Dzięki radą kolegów udało mi się go napisać. Zrozumiem jeśli wam się nie spodoba. Następny postaram się dodać jak najszybciej. Ktoś chce być informowany o nowych postach na tt lub gg. Piszcie śmiało. Dziękuję za ponad 100 pozytywnych komentarzy i już prawie 2000 wyświetleń *___* Proszę was komentujcie! Kocham Was i do następnego!

Kadi

wtorek, 26 czerwca 2012

Rozdział 13


Dwa tygodnie później

Od tygodnia siedzę sama w domu. Nie wiem co się ze mną dzieję, ale straciłam jakąkolwiek chęć do życia. A pogoda jeszcze bardziej utrudnia mi powrót do normalności. Krople deszczu są jakby odzwierciedleniem mojej duszy, która w tej chwili płacze z rozpaczy. Teraz dopiero zdałam sobie sprawę, że jestem całkowicie sama. Moja rodzicielka nie przejęła się zbytnio moim zaginięciem. Całą winą obarczyła Lou, z czego wynikła okropna awantura.  Co jest powodem mojego smutku? Odpowiedź jest prosta. To samotność i pustka, która w tej chwili jest w moim sercu. Nie powinnam mówić Michałowi o tym kim jestem. Dręczą mnie teraz niesamowite wyrzuty sumienia. A najokropniejsze jest to, że nie mam z kim na ten temat porozmawiać, wyżalić się, zwierzyć. Dla ojca nie istnieje. Fizzy jest jeszcze za młoda, żeby zrozumieć pewne rzeczy, a tym bardziej doradzić. Bliźniaczki żyją w swoim własnym świecie. Mama jest zbyt zapracowana, żeby zauważyć pewne rzeczy. Jasne próbuje ze mną porozmawiać, nawiązać kontakt. Ale ja nie potrafię się przed nią otworzyć. Tak bardzo tęsknie za moim dawnym życiem. Czasami, w których miałam przyjaciela, którego szczerze kochałam i nadal kocham. Gdzie Louis? Wolne skończyło się szybciej niż myślał. Tak bardzo go w tej chwili potrzebuję . Obiecywał, że się zmieni, że tym razem będzie inaczej. Lecz nie, kiedy zaczyna się trasa, nic tak naprawdę się nie liczy. Nikt oprócz Eleonor i chłopaków. Siedzę teraz na parapecie i wracam wspomnieniami do mojego dawnego życia. Mój pokój jest tak jakby azylem, do którego nikt nie ma wstępu. Jestem tylko ja, kubek kakao i łzy, które wypływają ze mnie strumieniami.

- Nie uciekaj przede mną- krzyknął Michał
- Haha mówiłam, że nie dasz rady mnie dogonić- powiedziałam
- Dałbym radę gdybyśmy nie zjedli wcześniej tej wielkiej pizzy, proszę cię przestań biec.- mówił z grymasem
- O nie kochaniutki od jutra zaczynamy treningi, musimy poprawić twoją kondycje- przystanęłam na moment i odwróciłam się w stronę chłopaka. Nie spodziewałam się tego, on stał zaraz za mną. Wziął mnie  na ręce i niósł w stronę polanki.
- Puść mnie!- krzyczałam, wyrywałam i śmiałam się jednocześnie.
- I co, komu są  potrzebne treningi? Jesteś słabiutka, a przy okazji chyba trochę przytyłaś- powiedział z śmiechem i postawił mnie na ziemi.
- Że niby ja przytyłam?!- zmroziłam go wzrokiem- Pff spadaj. Na pewno nie jem więcej od ciebie. Obrażam się.- odburknęłam i zaczęłam iść w stronę wyjścia z parku.
- Lena, no weź ja przecież żartowałem. Ty kościotrupie jeden, no proszę cię, no…- mówił ze skruchą. Postanowiłam się z nim trochę podroczyć.
- Teraz to, niby chuda jestem tak? Weź idź sobie- powiedziałam i szłam dalej w kierunku swojego domu. Jeszcze przez chwilę słyszałam kroki chłopaka za sobą, ale po jakiś pięciu minutach ucichły. Nie przejęłam się tym. Byłam na niego obrażona.
Nagle ktoś z tyłu zaczął krzyczeć mojej imię, rozpoznałam ten głos. Michał stał na środku najruchliwszej uliczki w parku, przy placu zabaw. W ręku trzymał bukiet żółtych tulipanów. Podeszłam do niego i posłałam mu zdziwione spojrzenie.
- Proszę cię wybacz mi- powiedział z nadzieją- Moja osoba umywa się przy tobie. Nie mam prawa równać się z twoim majestatem najsłodsza i najpiękniejsza waćpanno jaką spotkałem w tym mieście. Nie jestem godzien patrzeć na pani zajebistą buźkę. Proszę jeszcze raz o wybaczenie. – wyrecytował. Ludzie dziwnie się na nas patrzyli.
- Boże jaki ty głupi jesteś!- powiedziałam ze śmiechem- Przecież ja się tylko z tobą droczyłam.
- Nie ważne. I tak nie powinienem tak powiedzieć. Jesteś naprawdę piękna.- odparł patrząc się w mojej oczy. Wtedy pierwszy raz się przy nim zarumieniłam, spuściłam wzrok.
- Haha uwielbiam ja się rumienisz. Proszę to dla ciebie- wręczył mi bukiet- i jeszcze raz przepraszam. Pocałowałam go w policzek i resztę drogi pokonaliśmy razem. Szliśmy rozmawiając i trzymając się za ręce. Nie przeszkadzały nam takie gesty, czuliśmy się w swoim towarzystwie swobodnie. Tematy nam się nigdy nie kończyły, wiedzieliśmy o sobie wszystko i nigdy nie mięliśmy przed sobą sekretów.
Na samo wspomnienie tej sytuacji uśmiech sam pojawia mi się na twarzy. Tak bardzo chciałabym znaleźć tutaj taką osobę. Ale to jest niemożliwe, owszem jest Niall. Tylko ja ma 16 lat i on nigdy nie pomyśli o mnie w realiach osoby godnej jego uczuć. A przede wszystkim ja nie będę potrafiła go pokochać tak samo jak Michała. Ale czy na pewno? Zastanawiałam się nad moim uczuciami przez dłuższy czas, nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

Obudziło mnie natarczywe pukanie do drzwi. Byłam w tej chwili bardzo wkurzona. Jak ta osoba śmie przerywać mój sen.
- Kimkolwiek jesteś odejdź- powiedziałam i udałam się w kierunku łóżka. Położyłam się na nim i próbowałam ponownie zasnąć, lecz walenie nie ustawało.
- Lottie proszę cię wyjdź, martwimy się o ciebie. Prawie nic nie jesz, nocami płaczesz. Proszę cię porozmawiaj ze mną- to byłam Fizzy.
- Nie mam z wami o czym rozmawiać- odburknęłam
- To chociaż zejdź na dół coś zjeść- prosiła
- Nie jestem godna.- dowiedziałam
- Do jasnej cholery Lottie! Tak nie można. Wiesz mam dość. Poddaje się, rozumiesz, poddaje. Nie wiem jak do ciebie trafić. Nie chcesz mi powiedzieć co ci jest, ale ty niszczysz samą siebie, nie widzisz tego?! Niestety ja nie wiem jak temu zaradzić. Ale obiecuje ci, że jak za 5 minut nie zejdziesz na dół to dzwonię do Louisa, bo to zaczyna się robić chore, rozumiesz?!- krzyczała przez drzwi. O siostrzyczka się uniosła. Szczerze to miałam w dupie ich troskę.
- A rób co chcesz, mi to zwisa- odparłam obojętnym tonem, włożyłam słuchawki od mojego Ipoda i ponownie odpłynęłam w krainę snów, w której znowu byłam z Michałem i przeżywałam najpiękniejsze chwile w swoim życiu.
 Obudziłam się około godziny 5. Szybko ubrałam się, wzięłam futerał z gitarą, który kupiłam zaraz po moim powrocie do Doncaster. Udałam się na łąkę. Czułam, że to miejsce jest tylko moje. Taka moja mała rzeczywistość. Usiadłam na jednej z gałęzi i zaczęłam grać. Muzyka była w tym momencie ukojeniem dla mojego serca. Nie możliwe jest to w jaki sposób ona wpływa na nastrój człowieka i ile można przez nią powiedzieć, nawet nie używając zbędnych słów. W tym monecie nic się dla mnie nie liczyło. Patrzyłam na wschodzące słońce. Życie powoli powracało, mrok przegrał walkę ze światłem i nastał nowy dzień. Jak bardzo bym chciała, aby w moim życiu było to takie proste. Od czasu powrotu z Polski i wyjazdu Lou, nie mogę pozbyć się tęsknoty za moim dawnym domem. Teraz zastanawiam się czy dobrze zrobiłam zgadzając się  na ponowny powrót na ziemię. Czy nie lepiej byłoby mi po drugiej stronie? Tego nie wiem, ale wydaje mi się, że teraz jestem poddana próbie. Czy uda mi się zaliczyć test, który ten na górze dla mnie przygotował? Pożyłam się na jednym z konarów i patrzyłam na płynące po niebie chmury. W tym miejscu było tak cicho i spokojnie. Aż sama bałam się wykonać jakikolwiek ruch, by nie zgłuszyć tej ciszy. Nie wiem ile tu siedzę, ale zdaje sobie sprawę z tego, że muszę w końcu coś zrobić, bo zwariuję. Nagle mnie olśniło. Już wiem co mam zrobić. Wzięłam gitarę, szybko zeszłam z drzewa i pobiegłam w stronę domu. Tak jak myślałam nikogo nie było. Udałam się w stronę swojego pokoju. Wzięłam największą walizkę jaką miałam i zaczęłam do niej pakować swoje rzeczy. Przyszykowałam sobie jeszcze ubranie na drogę.  Wzięłam szybki prysznic i ubrałam się w gotowy zestaw. Spakowałam do torby podróżnej telefon, dokumenty, ipoda, laptopa, portfel i zdjęcie mojej rodzin. Kosmetyczkę włożyłam do walizki. Podeszłam do półki z moją skarbonką. Otworzyłam wieczko i zaczęłam liczyć. WOW, trochę się tego nazbierało 3 tysiące funtów. Spakowałam pieniądze do portfele i zamówiłam taksówkę. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale moje życie bez niego nie miało żadnego sensu. Mamie i reszcie zostawiłam kartkę.

Nie martwcie się o mnie. Wyruszyłam na w podróż, która mam nadzieję zaprowadzi mnie do pełni szczęścia. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich. Pamiętajcie kocham Was i nigdy nie zapomnę.
Wasza Lottie <3

Teraz jeszcze list do Lou.

Kochany braciszku!
Wiem, że się o mnie martwisz. Zawsze starałeś się zastąpić mi ojca i zająć się mną tak jak potrafiłeś najlepiej. To ty byłeś mi najbliższy z całej rodziny. I dziękuję ci za te szesnaście lat razem. Chociaż ostatnie dwa były koszmarem. Zostawiłeś mnie i postanowiłeś spełniać swojej marzenia. Nie mam ci tego za złe, bo to twoje życia i ty dokonałeś wyboru. Teraz moja kolej. Nie mogę tutaj zostać, bo to nie jest moje miejsce w życiu. Po wypadku wiele się zmieniło. Nie bój się, nic sobie nie zrobię. Za bardzo cenię sobie życie i nie zmarnuje drugiej szansy danej mi od losu. Chce żebyś wiedział, że nie jesteśmy ze sobą spokrewnieni. Nie chce ci teraz tłumacz jak i dlaczego to mówię, ale ja nie należę do waszej rodziny. Jest mi z tym cholernie źle, ale co mam zrobić. Los sobie po raz kolejny ze mnie zadrwił. Proszę cię nie szukaj mnie i nie rozpaczaj po moim wyjeździe. Tak naprawdę nie mamy ze sobą nic wspólnego. Nie proszę cię o to, żebyś o mnie zapomniał, bo ja nigdy o tobie i o was nie zapomnę. Tworzyliśmy rodzinę i to się nigdy nie zmieni. Pamiętaj zawszę będę was kochać.

Twoja na zawsze Charlotte <3

 Przyczepiłam koperty do drzwiczek lodówki. Przez cały czas od mojego wyjazdu dostawałam smsy od Michała, ale je ignorowałam, a teraz sama do niego piszę. W końcu przyjechała taksówka. Kierowca pomógł mi zanieść walizkę do samochodu i ruszyłam. Patrzyłam się na znikający obraz domu za moimi plecami. Czy dobrze robię raniąc moich najbliższych? Nie mogę teraz o tym myśleć. Fizzy miała rację. Pobyt w tym miejscu zabija mnie od środka. To nie tu jest moje miejsce. Nim się obejrzałam byliśmy już na lotnisku. Podeszłam do kasy, bez problemu kupiłam bilet i udałam się na odprawę, która przebiegła w miarę szybko. Po niecałej godzinie siedziałam już w samolocie. Gdy byliśmy w górze czułam, że mam szczęście na wyciągniecie ręki, ale czy dam radę je chwycić? Czy ON mnie jeszcze chce? Nie odpisał na moją wiadomość. Przez ten cały czas czekałam na jednego durnego smsa, który był moją nadzieją na lepsze jutro. W końcu usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Z zawahaniem nacisnęłam przycisk Otwórz.
Michał:

Już nie mogę doczekać się, kiedy do mnie przyjedziesz. I nie obchodzi mnie co sobie pomyślą inni, dla mnie liczy się to, że znowu będziesz ze mną. Kocham cię, rozumiesz, kocham jak nikogo innego. Obiecuje, że tym razem nie pozwolę ci odejść. Czekam na ciebie.
Michał

W tej chwili nic już się nie liczyło. Będziemy w końcu razem. Chciałam wrócić na ziemię tylko dla niego i mojej rodziny. W końcu po wielu miesiącach rozłąki znów będziemy razem. Nie mogę żyć bez niego i mam nadzieję, że mnie nie odtrąci i w końcu przy nim odzyskam całą siebie. Lot był męczony, ale w końcu po przeszło dwóch godzinach postawiłam swoje stopy na warszawskim lotnisku. Nie było zbyt wielu ludzi. Założyłam okulary na nos i poszłam po odbiór bagażu. Z walizką w ręku udałam się na poszukiwanie Michała. Zauważyłam go w oddali. Stał i patrzył się na mnie. Podeszłam do niego. Patrzyłam w jego oczy, widziałam w nich tańczące iskierki szczęścia.
- Pączku nie obchodzi mnie jak wróciłaś i to jak teraz wyglądasz, liczy się dla mnie to, że teraz jesteś tu ze mną i nic tego nie zmieni. Wiesz, że cię kocham i powtarzam nie pozwolę ci po raz kolejny odejść.- powiedział te słowa i wbił się w moje usta. Nie opierałam się. Bez żadnych problemów odwzajemniłam pocałunek. Oddawał on wszystkie nasze uczucia. Oderwaliśmy się od siebie dopiero po kilku minutach. Czułam się taka bezpieczna.
- Kocham cię- powiedziałam mu to po raz pierwszy patrząc prosto w jego oczy.
- Ja ciebie też, ale teraz już chodźmy.
Wziął moją walizkę i udaliśmy się do jego auta. Powiedział, że jedziemy do domku letniskowego jego dziadków. Uśmiechnęłam się na samą myśl o tym miejscu. To właśnie w tu obiecaliśmy sobie, że zawsze będziemy razem i teraz w końcu mam okazję być sobą i pokazać Michałowi, co tak naprawdę do niego czuje. Nie zmarnuje danej mi szansy. Chce odzyskać moje dawne życie, nawet raniąc moich najbliższych. Oni nie są moją rodziną. Teraz jestem w miejscu i czasie, w którym tak naprawdę chce przebywać i przyrzekam, że nie pozwolę nikomu mi tego odebrać.


Od autorki:
 Hejka! Miał być w czwartek, ale dodaje dzisiaj, bo w środę mam bal, a w czwartek próbę po lekcjach i nie wiem, o której do domu wrócę. Mam nadzieję, że nie rozczarowałam was tym rozdziałem. Wiem, że wiele z was chciało, żeby Lottie była z Niallem. Niestety na razie to niemożliwe, ale powiem tak nie wszystko stracone. Przekonacie się kiedy przeczytacie kolejne rozdziały. Ale czy będą razem tego nie zdradzę :P
Proszę was komentujcie!

Do następnego miśki!

Kadi <3

sobota, 23 czerwca 2012

Rozdział 12


Kiedy samolot wzbił się w powietrze, poczułam, że ten koszmar już się skończył. Odpięłam pasy. Przez ten cały czas żaden z chłopaków się nie odezwał. Czułam się dziwnie, czując ich spojrzenia na sobie. Po jakimś czasie zaczęło mnie to irytować.
- Możecie przestać się tak na mnie gapić? Mam już dość. O matko najukochańsza moja…!!!- krzyknęłam. Dopiero teraz mi się wszystko przypomniało. Jak mogłam być taką egoistką. Podeszłam do mojego brata, który siedział obok lokersa.
- Louis jak ty się czujesz? Przecież on cię postrzelił. Jak mogłam być tak obojętna i skupiać się tylko na sobie.- Schowałam twarz w dłonie. Nie mogłam spojrzeć w twarz chłopkowi. Zachowałam się po chamsku. Kiedy on cały czas się o mnie martwił. Ja ani razu nie pomyślałam o jego stanie zdrowia.  A jakby mu się coś stało? Po moim policzku zaczęły spływać łzy.
- Lottie proszę cię nie płacz. Jak widzisz nic mi nie jest- mówił. Nadal na niego nie patrzyłam. Czułam się tak potwornie źle. – Spójrz na mnie- powiedział. Nawet nie drgnęłam. Podniósł mój podbródek do góry, zmuszając mnie tym ruchem, abym na niego spojrzała.
- Oh Lottie nie wiedziałem, że aż tak się o mnie martwisz. – zaśmiał się- Kula mnie tylko drasnęła. To nic wielkiego. Bardziej bałem się o ciebie.
- Właśnie Lou o to chodzi…- odeszłam od chłopaka. Nie potrafiłam dalej patrzeć w te jego niebieskie oczy. Takie same miał Michał.- Kiedy ty martwiłeś się o mnie, mi nawet przez myśl nie przeszło, że ciebie już tu może nie być. Rozumiesz. Cały czas myślałam tylko i wyłącznie o sobie.- mówiłam płaczącym głosem- Nie zasługuje na twoją miłość. Jeszcze raz powtórzę jestem cholerną egoistą, która nie ma prawa do szczęścia.
- Nie jesteś egoistką- zaczął Harry, ale Liam kazał mu się uciszyć.
Louis podszedł do mnie i przytulił. Wyrwałam się z jego uścisku.
- Nie zasługuję na to, aby być kochaną- powiedziałam
- Nie wygłupiaj się. Zawsze będziesz moją małą siostrzyczką, którą tak bardzo kocham. Nie pozwolę cię skrzywdzić. Tyle razy już ci to obiecywałem. Jednak tym razem już cię nie zostawię. Przyrzekam. Zrobię wszystko, abyś ponownie w siebie uwierzyła. Tak bardzo chce odzyskać tą starą pełną życia dziewczynę, którą wierzę nadal jesteś. Tak bardzo cię kocham Lottie.- powiedział. I kolejny raz mnie objął. Tym razem się nie opierałam. Tak bardzo potrzebowałam jego bliskości.
- Też cię kocham Lou.- odrzekłam przez śmiech. Usłyszałam awwwww, które wydobyło się z ust chłopaków.
- Jacy wy jesteście słodcy, aż mi się rzygać chce- powiedział Zayn, za co dostał w łeb od Liama. Po raz kolejny się zaśmiałam.
- I taka masz być- szepnął mi braciszek do ucha, po czym oderwaliśmy się od siebie.
- Nawet nie wiecie jak za wami tęskniłam- zwróciłam się do chłopaków.
- Lottie my też tęskniliśmy, nawet nie wiesz jak bardzo- zaczął Harry
- A najbardziej chyba z naszej czwórki to Niall- powiedział Bad Boy, a blondasek spalił buraka i uderzył Zayna w ramię. Po raz kolejny się uśmiechnęłam
- Ludzie robimy miśka!- krzyknął Harry i po chwili byłam przytulana przez pięć mega ciach. Chcąc wyrwać się z ich uścisku, popchnęłam Loczka, który się zachwiał i pociągnął mnie za sobą. Finał był taki, że leżałam na Hazzie.
- Wiedziałam, że na mnie lecisz- zaczął chłopak i poruszył zabawnie brwiami.
- Chciałbyś- prychnęłam i chciałam wstać, ale Loczek mi to skutecznie uniemożliwiał. Dopiero teraz dostrzegłam jakie ma zielone tęczówki. Widziałam w nich tańczące iskierki. Zatonęłam w jego spojrzeniu. Na ziemie sprowadziło mnie chrząknięcie, nie kogo innego jak mojego braciszka. Harry się tylko zaśmiał. Przybliżył do mojego policzka i poczułam jego wargi na nim. Przyjemne ciepło przeszło przez całe moje ciało. Jestem pewna, że się zarumieniłam.
- Nawet nie wiesz jak mnie podniecasz- szepnął mi do ucha. O matko, miałam ochotę wrzeszczeć. Ale tego było za wiele. Louis podszedł do mnie i pomógł mi wstać.
- Coś nie sądzę, żeby ona na ciebie leciała Harry- zgasił chłopaka Li.
- No widzisz ten najrozsądniejszy i najbardziej rozgarnięty z waszej piątki mnie popiera.- zaczęłam. Chłopak wyraźnie się zasmucił.
- Ale przyznaj podobam ci się- powiedział
- Harry!- krzyknęłam równocześnie z Louisem. Zaśmiałam się, widząc karcące spojrzenie mojego brata skierowane w stronę Loczka. Ten nic sobie z tego nie robił. Tylko głupkowato się do mnie uśmiechał.
- Ale ja jeszcze nie skończyłem- zaczął Liam- Ona nie leci na ciebie, ale na tego szatyna. Wdzieliście jak się na niego patrzyła. A do tego jeszcze ta scenka na lotnisku. Chłopak miał w oczach tyle bólu. Wyglądał jakby wraz z twoim odejściem tracił kawałek swojego serca. Jakbyś była najcenniejszą rzeczą w jego życiu.- powiedział blondyn. A ja wyszczerzyłam oczy.
- A tak w ogóle, co tym mu powiedziałaś?- zapytał braciszek
- Chłopak wyglądał na naprawdę załamanego. I skąd ty w ogóle polski znasz?- zaczął Zayn
- No właśnie- zawtórowała mu pozostała czwórka.
Siedziałam na siedzeniu naprzeciwko nich. I próbowałam wymyślić coś sensownego, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Czułam, że nie potrzebnie wywoływałam tę całą aferę. Zostawiłam zrozpaczonego Michała na lotnisku, ale nie mogłam inaczej postąpić. Tak będzie dla nas obojga lepiej. Wtedy był to tylko kolejny przypływ emocji. Nawet teraz nie pamiętam słów jakich w tamtej chwili użyłam. I nie powtórzyłabym tego po raz kolejny, a tym bardziej w języku polskim. W chwili, w której powiedziałam „Żegnaj”, straciłam kolejną dawkę wspomnień związanych z moim dawnym życiem. Teraz nie jestem już tą samą dziewczyną. Jestem siostrą Louisa Tomlinsona i tego nie zmienię. W środku pozostała tylko mała cząstka tej skrytej, zamkniętej w sobie dziewczyny, która rzadko daje o sobie znać. Z rozmyślań wyrwał mnie głos mojego braciszka.
- No to skąd znasz polski? I powiedz prawdę, podoba ci się ten chłopak?- zapytał z uśmiechem
- To nie tak. Nie mogę wam teraz powiedzieć prawdy. Masz rację znaczy dla mnie bardzo wiele…
- Ty chyba żartujesz?! Po dobie znajomości?- zapytał zszokowany
- Jezu Lou on mnie uratował, nie rozumiesz tego. Gdyby nie on ja bym już nie żyła. Nie rozmawiałabym teraz z tobą. Nie przyszło ci do głowy to, że do końca mojego życia będę o nim pamiętać. Dzięki niemu jestem z wami tutaj i uwierzcie mi ciężko było mi wyjeżdżać w tym momencie. Chciałam go bardzie poznać. Ale jedno zdążyłam zauważyć jest bardzo wrażliwym chłopakiem. Stracił niedawno dziewczynę, którą kochał, tak samo jak ja Chrisa. Dlatego uznałam go za bliską osobę. Łatwo się przed nim otworzyłam, bo wiedział co czułam. – skończyłam i popatrzyłam na nich. Lou był nieco zmieszany. A reszta? Nie dało się nic wyczytać z ich twarzy.
- Rozumiem- przerwał ciszę Niall- Znalazłaś z nim wspólny język i chciałabyś mu podziękować za wszystko, co dla ciebie zrobił. A za cel postawiłaś sobie uleczenie jego zranionej duszy. Ale zrozum nie możesz mu pomóc. On musi dać sobie z tym wszystkim radę sam. Jeśli nie uda mu się ze wszystkim pogodzić i nie spróbuje znów na nowo żyć, ty nie dasz rady do niego trafić. A już nie wspomnę o fakcie, że już się więcej nie zobaczycie. Ty masz teraz swoje życie. Też dużo przeszłaś i nie możesz jeszcze dodatkowo zadręczać się jego problemami- powiedział blondyn. Dlaczego on zawsze potrafi mnie rozgryźć i poruszyć mnie swoimi słowami. Jego przemyślenia są takie głębokie i prawdziwe.
- Masz rację- powiedziałam z uśmiechem i przytuliłam blondaska.
- Wiecie co? Głodny jestem- zaczął Niall, wyrywając się z mojego uścisku. Zaczęłam się śmiać, a po chwili do mnie dołączyła reszta. Poczułam, że robię się senna. Zajęłam swojej miejsce, zabrałam Zaynowi Ipoda i po chwili odpłynęłam. Obudziło mnie szturchanie w ramie.
- Lottie, słonko obudź się. Jesteśmy w domu- powiedział Lou.
Otworzyłam oczy. Tak jesteśmy w domu- pomyślałam. W mieście i rzeczywistości, której od dnia dzisiejszego do czasu mojej śmierci będę częścią. I nie chcę tego zmieniać, bo czuję, że to właśnie znajdę szczęście i oparcie, którego mi w tej chwili najbardziej brakuje.



Od autorki:
Rozdział jest do dupy. Nie podoba mi się. Ale obiecuję, że kolejne będą lepsze. Tą notkę dedykuję dziewczyną z mojej klasy IIIa oraz Lucy, które czytają tego bloga i komentują. Tak cholernie będzie mi was brakować. Przeżyliśmy wspólnie tyle lat, znamy się jak nikt inny i mam nadzieję, że pozostaniemy w kontakcie. Kocham Was laleczki i mam nadzieję, że to tylko koniec szkoły, a nie znajomości. Teraz pozostają nam zajebiste wspomnienia, których nikt nam nie odbierze <3

Niedługo wakacje, postaram się dodawać rozdziały częściej oczywiście, jeśli tego chcecie. Piszcie w komentarzach ile rozdziałów w tygodniu chcecie. Dziękuję po razy kolejny za miłe opinie pod poprzednim postem. Wiem, że zawiodłam was tym rozdziałem. Przepraszam. Kolejny najprawdopodobniej dodam w czwartek.

Do napisania <3