czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 20


- Niall ja nie mogę.- powiedziałam i uciekłam.
Widziałam ból na twarzy chłopaka. Sama mu mówiłam, żeby walczył i przyznał się do swoich uczuć. Wiem, że zraniłam go, cholernie go zraniłam. Ale czułam, że to za wcześnie. Nie otrząsnęłam się jeszcze po rozstaniu z Michałem. A on wyznaje mi miłość. Nie jestem dziwką, która skacze z kwiatka na kwiatek. A jakbym powiedziałam, że „ Ja ciebie też”, to tak właśnie bym się poczuła. Jak szmata. Biegłam przed siebie, potrącając po drodze kilku przechodniów. Chciałam być teraz sama. Potrzebuję chwili spokoju, żeby to sobie poukładać. Łzy wypływały z moich oczu strumieniami. Do tego zbierało się na burzę. Wiedziałam, że ten spacer nie jest dobrym pomysłem. Czułam podświadomie, że on wszystko skomplikuje i przysporzy mi więcej problemów. Znalazłam się nad jakąś rzeką. Nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Ale nie czułam strachu. Tak było dobrze. Usiadłam na pomoście i zanurzyłam nogi w wodzie. Deszcz przestał padać. Wraz z jego odejściem odzyskałam spokój. Bałam się wrócić do domu, bo wiedziałam jak ON na mój widok zareaguje. Mieszkanie w takiej sytuacji pod jednym dachem, będzie nie do wytrzymania. Prędzej się pozabijamy i wzajemnie znienawidzimy niż dojdziemy do porozumienia. Z drugiej strony dopiero, co tu przyjechałam i nie chce wyjeżdżać. Do cholery jasnej jak zwykle wszystko zepsułam. Miałam dosyć. Komplikuję wszystkim życie. 

Kogo ja oszukuję?! Kocham go i nie wyprę się tego uczucia. Zachowałam się jak idiotka. Bałam się i nadal boję kolejny raz przyznać do swoich uczuć, bo załamane serce tak cholernie boli. Ale kiedyś muszę zaryzykować. Podniosłam się i postanowiłam wracać. Błąkałam się trochę po okolicy, kiedy w końcu spostrzegłam w oddali dom chłopaków. Ucieszyłam się na jego widok, bo zaczęło się już ściemniać i powoli opadałam z sił. Miałam już dość wrażeń jak na jeden dzień, ale wiedziałam jedno muszę sobie wszystko z nim wyjaśnić, bo inaczej zwariuje.
 Otworzyłam powoli frontowe drzwi. Byłam cała przemoczona. Starałam się powoli wejść do domu, ale ślizgałam się niemiłosiernie na tych marmurowych płytkach. Kiedy byłam już przy wejściu do salonu, zahaczyłam o czyjeś trampki efektem czego zrobiłam niezłe wejście smoka. Oczy wszystkich skierowane były w moim kierunku.
- Gdzie ty do cholery tyle czasu byłaś?!- zapytał mnie poirytowany Lou. Mówiąc szczerze olałam go i udałam się w kierunku blondyna, który siedział na fotelu w kącie pomieszczenia.
- Musimy porozmawiać- powiedziałam. On tylko skinął głową i podniósł się z miejsca.
- Ale nie tutaj. Chodźmy do mojego pokoju- dodałam. Czułam cały czas na sobie wzrok mojego brata. Weszłam do pomieszczenia i usiadłam na łóżku. Niall zajął miejsce obok mnie.
- Więc…- zaczęłam
- Więc- powtórzył
- Niall ja tak wcale nie myślę…
-Lottie nie tłumacz się. Rozumiem- przerwał mi
- Nie Niall nic nie rozumiesz. Ja po prostu nie mogę, nie potrafię tak szybko. To nie tak, że nic do ciebie nie czuję, bo jeślibym tak powiedziała to skłamałabym. Znaczysz dla mnie bardzo wiele i nie chce cię stracić. Tylko ja potrzebuję czasu, żeby ponownie otworzyć się na miłość. A jest to w moim przypadku bardzo trudne, bo przynosiła mi ona tylko sam ból i cierpienie– powiedziałam
- Lottie ja nie pozwolę cię skrzywdzić i poczekam. Poczekam na moment, w którym będziesz gotowa, bo cię kocham. Pamiętaj- odparł z nadzieją w głosie.
Przytuliłam żarłoka i pocałowałam w policzek. Naprawdę mi na nim zależy. Nie był mi obojętny. Tylko nie jestem jeszcze gotowa na kolejny związek. Tak naprawdę boje się kolejnego zranienia, a przede wszystkim rozczarowania. Trwaliśmy tak chwilę w uścisku. Oderwałam się od blondyna i położyłam na łóżku. Patrzyłam rozmarzona w sufit. Przed oczami miałam obraz swój i Nialla za 30 lat. Kiedy siedzimy wtuleni w siebie na kanapie i obserwujemy gromadkę wnuków bawiącą się w naszym salonie. To było takie rzeczywiste, a zarazem takie niemożliwe. Poczułam, jak ktoś się koło mnie kładzie. Rozpoznałam ten zapach.
- O czym myślisz?- zapytał
- O przyszłości- odparłam i przeniosłam swoją głowę na jego klatkę piersiową. Zatraciłam się w odgłosie bicia jego serca. To była magiczna chwila. Wtedy pierwszy raz poczułam, że nasz serca biją tak samo. Miałam wrażenie jakbyś byli sobie stworzeni. Jakby to co się teraz dzieję było zaplanowane, że my musimy być razem mimo wszystko. Czułam się jakbyśmy byli w jakieś bańce, tylko my, nikt więcej. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doznałam. Miliony motyli szalały w moim brzuchu. Na co ja chciałam czekać. Przecież się tego nie wyprę. Niall objął mnie ramieniem w pasie i mocniej do siebie przybliżył. Wiedziałam, że w tym momencie jestem gotowa, żeby wypowiedzieć te dwa magiczne słowa, które na całą wieczność odmienią moje życie.
- Niall?- przerwałam cisze.
- Nic nie mów- uciszył mnie. No tego się nie spodziewałam. Ja się tu zbieram w sobie, żeby powiedzieć mu co do niego czuję, a on mi karze być cicho. Ok.
- Dobrze. Nie chcesz wiedzieć, co chciałam ci powiedzieć to nie.- burknęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- No Lottie, proszę nie obrażaj się – mówił z żalem w głosie i ze skwaszoną miną. Uśmiechnęłam się do niego i zbliżyłam tak, że dzieliły nas tylko drobne centymetry.
- Niall ja wiem co przed chwilą mówiłam, ale teraz zdałam sobie sprawę, że oszukiwałam samą siebie. W tym momencie mam w nosie zdanie wszystkich dookoła. Kocham cię Niall- powiedziałam.
Zauważyłam, że chłopak na chwilę zastygł w bezruchu. Jego oczy były jak pięciozłotówki.
- Możesz… możesz powtórzyć? – wydukał
- Kocham cię wariacie!- powiedziałam i nasze usta stworzyły jedność. Jego wargi były takie miękkie i ciepłe. Całował mnie bardzo delikatnie i subtelnie. Motyle w moim brzuch w tej chwili szalały jak przy jakiś huraganie. Nie chciałam tego kończyć. Jednak nasz pierwszy pocałunek przerwało pukanie do drzwi. Przeczuwałam kto stoi po drugiej stronie. Oderwałam się od blondyna. Miał grymas na twarzy, co wywołało u mnie napad śmiechu. Do pokoju od razu wpadła gromadka świrów. Na widok poważnej twarzy brata od razu się uspokoiłam.
- Louis my musimy ci coś powiedzieć – zaczęłam
- Lottie i ja jesteśmy razem – powiedział Niall, a ja oczekiwałam na reakcję Louisa. Ona popatrzył tylko na mnie i na niego z zawodem i opuścił pomieszczenie. Stałam tam lekko zdezorientowana. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego. W tym momencie poczułam się jakby ktoś wymierzył mi siarczysty policzek. Całą radość związane z wydarzeniami tego dnia, uszła ze mnie wraz z wyjściem Lou. Wiedziałam, że muszę za nim iść. Wybiegłam z pokoju i udałam się na poszukiwanie mojego brata.



Biegłam opustoszałymi uliczkami Londynu z nadzieją, że on tu gdzieś jest. Nie miałam pojęcia dokąd poszedł i dlaczego w ogóle zareagował w taki sposób. Przecież nie robiliśmy nic złego. Mimo tego czułam się cholernie winna. Zatrzymałam się, żeby nabrać powietrza i dopiero teraz zorientowała się, że nie wiem gdzie jestem i nie mam przy sobie telefonu. Na dworze ściemniało się coraz bardziej. Postanowiłam wrócić z nadzieją, że po drodze rozpoznam jakiś element, który wskaże mi kierunek dalszego marszu. Bałam się, z każdym krokiem czułam się coraz bardziej nieswojo. Nie dosyć, że nie znalazłam Lou i sobie nic z nim nie wyjaśniłam. To się jeszcze do tego zgubiłam. Musiałam być silna. W końcu mój wzrok napotkał, jak mi się wydawało, znajomy park. Kroczyłam uliczkami z nadzieją, że po drugiej stronie ujrzę ulicę, na której znajdowała się willa chłopaków. Nagle obudził się we mnie instynkt i wszystkie wspomnienia z tego felernego dnia wróciły. Dnia mojej śmierci. Zaczęłam biec kiedy nagle za zakrętu wyłoniło się trzech typków. Postanowiłam nie okazywać swojego strachu i spokojnie koło nich przejść. Jednak moje plany spełzły na niczym. Jeden z nich podszedł do mnie i złapał za nadgarstek. Popatrzyłam na niego ze złością. Nie chciałam wyjść na słabeusza.
- Co taka ładna dziewczyna robi tutaj o taka późnej porze?- zapytał z chytrym uśmieszkiem
- Wraca do domu plancie. A teraz z łaski swojej, jak już znasz odpowiedź na swoje pytanie, możesz mnie puścić?- odwarknęłam
- Nie, nie mogę – odparł
- A ja mam to w dupie- powiedziałam, kapnęłam go w czuły punkt i zaczęłam uciekać. Jednak jeden z nich zaraz mnie złapał i przewrócił na ziemię. Usiadł na mnie okrakiem i uderzył w twarz.
- Z nami się nie zadziera mała.- powiedział to w taki sposób, że po całym moim ciele przeszły dreszcze.
- Wal się. Nie boję się was- syknęłam
- A powinnaś kotku- odpowiedział ten trzeci i kopnął mnie w brzuch. Zwinęłam się z bólu.
- Boli co?- zapytał i się zaśmiał
- Pieprz się- odwarknęłam
- Niegrzeczna dziewczynka, lubię takie- kiedy wypowiedział te słowa zrobiło mi się nie dobrze. Podszedł do mnie. Chciałam uciekać, ale nie mogłam. Teraz dopiero zauważyłam, że mam rozcięto nogę, a w ranie znajduję się kawałek szkła. Krew sączyła się ciurkiem. Odwróciłam odruchowo głowę w drugą stronę. Zaczęłam się popychać rękami, żeby być jak najdalej od nich. Jednak wiedziałam, że w tym pojedynku jestem przegrana. Nie miałam siły krzyczeć, a tym bardziej płakać. Jeden z nich wziął mnie na ręce. Wyrywałam się, kopałam, ale to im sprawiło jeszcze większy ubaw, a mnie ból. Zaciągnęli mnie w jakieś krzaki.
- Teraz się zabawimy laleczko- powiedział z radością w głosie i zaczął zdzierać ze mnie ubranie. Nie miałam z nimi szans. Teraz dopiero do mojego mózgu doszło, co tak naprawdę się dzieję. Uderzyłam go w twarz. On nie był mi dłużny. Oddał mi tylko trzy razy mocniej. Zakręciło mi się w głowie. Leżałam teraz w samej bieliźnie i wiedziałam, co zaraz nastąpi. Nie miałam na to siły. Powoli wyłączałam cały mój umysł i przeniosłam się do innego świata. Z moich oczu sączył się gorzkie łzy bólu. To nie tak miało być. Wróciłam wspomnieniami do czasów dzieciństwa, kiedy wszystko było takie łatwe. Nie było sytuacji bez wyjścia. Opowiadali nam dziwaczne historyjki o księżniczkach, z których każda kończyła się happy endem. Nie ma w tym nic z prawdziwego życia. W rzeczywistości szczęśliwe zakończenie nie istnieje. A moja historia jest tego przykładem. Jestem chodzącym nieszczęściem. Wszystko, co złe się czepia właśnie mnie. Teraz byłam w własnym świecie. W środowisku, w którym jestem szczęśliwa. Sama ze sobą. Gdzie realizuje własne pragnienia i pasje. Powoli opadałam z sił. Podświadomie czułam kolejne uderzenia, aż w końcu straszny ból przeszedł moje ciało. Wróciłam do koszmaru. Tych trzech typów pochylało się nad moich ciałem, a jeden z nich jeździł ostrzem noża po moim przedramieniu.
- To ci do końca życia będzie przypominać kim jesteś, suko- powiedział i spluną prosto na moją zakrwawioną twarz. Leżałam tam sama i nie miałam siły na nic. Po raz kolejny czułam jak uchodzi ze mnie życie. Teraz kiedy zaczęło się wszystko układać, kiedy wszystko miało wrócić do normy, ja leżę tutaj i czekam na koniec. Nie tak to miało wyglądać, na pewno nie w ten sposób. Czułam ból. Serce z każdą minutą biło coraz wolniej. Nie byłam na to przygotowana. Nie byłam przygotowana na śmierć. Jednak wiedziałam, że nie mogę się tak poddać. Ostatkami sił udało mi się krzyknąć i prosić o pomoc. Mój głos był prawie nie słyszalny. Powoli traciłam przytomność. Przed oczami widziałam rozmazane kontury postaci. Ostatnie spojrzenie skierowałam na ramie, na którym krwią wyryto napis: DZIWKA. I w tym momencie moje serce zabiło po raz ostatni.


Od autorki: 

No to mamy już 20 rozdział. Matko jak to szybko zleciało. 8 sierpnia miną dwa miesiące od założenia bloga. Szczerze nie sądziłam, że tak długo pociągnę to opowiadanie. ;P
Pierwszy raz jestem zadowolona z rozdziału. Mam nadzieję, że wam także przypadnie do gustu. Wiem, że wiele z was teraz wyjeżdża i nie ma czasu czytać, ale ja będę nieugięta. Następny rozdział pojawi się jak pod tą notką zobaczę 15 komentarzy.^^ Nie zdradzę czy na tym skończy się opowiadanie i czy następny rozdział będzie epilogiem :) Pozostawię was w nieświadomości.
Do napisania!

Kadi 

15 komentarzy = Nowy rozdział

Komentujcie leniuchy!

poniedziałek, 30 lipca 2012

Konkurs- wyniki


W konkursie wygrała praca: Anity
tt: @Polish_ Anita 
Dziewczyna prowadzi też własny blog z imaginami, serdecznie was zapraszam do odwiedzenia strony, bo warto: 

Pierwsza randka Lottie i Niall’a:


- Babciu, proszę... Opowiedz mi jeszcze raz, jak poznałaś dziadka! – prosiła błagalnym głosem mała dziewczynka.                                                    
- Skarbie. Przecież znasz dokładnie tę historię, opowiadałam Ci ją setki razy... – starsza pani siedząca na bujanym fotelu próbowała przekonać wnuczkę do zmiany decyzji. Jednak, gdy ujrzała smutek w jej oczach, postanowiła zadowolić ją czymś innym -  Ale może chciałabyś usłyszeć coś, czego Ci jeszcze nigdy nie opowiadałam? – odparła i odłożyła wełniany szalik z zamiarem dokończenia później.                                                                           
- A co to za opowieść, babciu? – zapytała z wyraźnym zaciekawieniem.    
- Będzie o naszej pierwszej randce. Pamiętam to, jakby wydarzyło się wczoraj...


Lottie była już gotowa. Nie wiedziała, gdzie  zabierze ją Niall. Powiedział jedynie, że pokaże jej coś niezwykłego poza miastem. ‘Czyli na pewno nie będzie to jakaś wykwintna restauracja’ – pomyślała zastanawiając się, czy wybrała odpowiednie ubrania. Miała na sobie niebieską bluzkę bez ramiączek, jasne jeansy i granatowe baleriny. Jej rozpuszczone włosy układały się idealnie, tworząc lekkie fale.                                                                            
Spojrzała na zegarek, który wskazywał piętnastą. Ostatni raz przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze, uśmiechnęła i ostrzegła:                                               
- Tylko tego nie schrzań, mała!
Następnie usłyszała dzwonek do drzwi.


- Przepraszam, że przerywam. Chcę tylko powiedzieć, że pewnie wyglądałaś pięknie, babciu. Opowiadaj dalej. – poprosiła i zamilkła.                           
 - Owszem. I tak też się czułam – odpowiedziała staruszka i obdarzyła wnuczkę promiennym uśmiechem – A więc... Na czym to ja stanęłam? Ach, już wiem...


Pospiesznie zeszła na dół, zmierzając ku drzwiom. Po drodze przyczepiła na lodówkę kartkę, na której wcześniej napisała: ‘Wychodzę z Niall’em. Nie wiem dokładnie, o której wrócę. Kocham Was, Lottie.’
Wzięłam głęboki oddech i otworzyła drzwi, za którymi czekał Niall. Jego niestarannie ułożone i potargane przez wiatr włosy, szara koszulka i ciemne spodnie sprawiały, że wyglądał na jeszcze bardziej przystojnego, niż zazwyczaj.    

- Witaj Lottie, wyglądasz pięknie – powiedział, wręczył jej czerwoną różę i pocałował w rękę.
- Cześć Niall. Dziękuję za komplement i za różę – nie pozostała mu dłużna i odwdzięczyła się całusem w policzek, który spowodował, że na twarzy chłopaka pojawił się rumieniec.
- Nie chciałem, aby nasza pierwsza randka była tradycyjnie spędzona w restauracji, lub w kinie, dlatego... Tadam! Dojedziemy rowerami do tego miejsca – powiedział i gestem ręki wskazał na dwa rowery stojące przed jej domem.
- Przyznaję, bardzo oryginalnie – włożyła róże do koszyka i wsiadła na rower – To zdradzisz w końcu, dokąd jedziemy?
- Nie ma mowy! To niespodzianka! Dowiesz się na miejscu – skwitował i ruszyli przed siebie.
Już dość długo jechali polnymi drogami. Lottie nie przypominała sobie, by kiedykolwiek była w tej części miasta. ‘O ile ciągle znajdujemy się w mieście’ – dorzuciła w myślach.
Cały czas rozmawiali, śmiali się i wymieniali opiniami w różnych tematach. Dziewczyna już dawno czuła, że może z nim rozmawiać o wszystkim, ale dopiero gdy zaprosił ją na randkę, zaczęła o nim myśleć, jako o kandydacie na chłopaka.        
- Ufasz mi? – zapytał, gdy się zatrzymali.
Spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem, jednak gdyby chciała, pewnie nie znalazłaby żadnego powodu, dla którego miałaby mu nie ufać.
         - Tak, ufam Ci. Jednak zgaduję, że nadal nie powiesz, gdzie jedziemy? – powiedziała, a on podszedł do niej z chustą w ręce – I po co Ci to?   
         - Jesteśmy prawie na miejscu, ale niespodzianka jeszcze pozostanie niespodzianką – powiedział i zauważył, ze niewiele wywnioskowała z jego odpowiedzi, więc kontynuował -  Zasłonię Ci oczy. Dla lepszego efektu –  uśmiechnął się tak uroczo, że nie miała siły się z nim spierać.      
         Lottie stała z zawiązanymi oczami, zdana na pomoc i wskazówki Niall’a. Wziął ją za rękę i delikatnie pociągnął za sobą, uważając, aby się nie przewróciła. Serce dziewczyny zaczęło bić mocniej, bo zdała sobie sprawę ile on dla niej znaczy.
         - Jeszcze tylko kawałek... Uważaj, schyl głowę... – mówił z taką troską, że mogłaby go słuchać godzinami – Jesteśmy na miejscu. Teraz zdejmę Ci opaskę.        To, co zobaczyła po otwarciu oczu przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Znajdowali się na polanie, która była zakryta gałęziami ogromnych, rosnących w koło wierzb. Przed nią było jeziorko, do którego z małego wodospadu ukrytego w skale spływała woda. Przyglądała się temu wszystkiemu w ciszy i z otwartymi ze zdziwienia ustami.
- Tu jest przepięknie! Jak znalazłeś to miejsce?                                       
- Tata zabierał mnie tu, gdy byłem mały. Mówił, ze to miejsce jest magiczne, wyjątkowe... – ponownie ujął jej dłoń i zaprowadził na koc, którego wcześniej nie zauważyła – Powiedział mi także, że o istnieniu tego miejsca wie niewiele osób i lepiej, aby tak zostało, żeby trwało w nienaruszonym stanie – mówił patrząc jej głęboko w oczy – Poprosił mnie o jedną rzecz. Chciał, abym przyprowadził tu dziewczynę, która wiele dla mnie znaczy i jest dla mnie najważniejsza... – zawahał się na chwilę, jednak zachęciła go uśmiechem do mówienia dalej – Dlatego jestem tu z Tobą. Jesteś dla mnie wszystkim, Lottie...      
 W oczach wzruszonej dziewczyny pojawiły się łzy szczęścia. Zbliżyła się do niego tak, że ich usta dzieliły milimetry, a ta odległość stawała się coraz mniejsza. W końcu ich usta się spotkały.
W ty momencie byli najszczęśliwsi na świecie. Tyle czasu zwlekał, aby jej to wyznać, aż nareszcie zdobył się na odwagę. Teraz liczyli się tylko oni. Lottie mimo młodego wieku przeszła wiele, nawet zbyt wiele... Spotkało ją tyle nieszczęścia, bólu, cierpienia... Teraz nareszcie jest szczęśliwa, z tym, który był przy niej jako przyjaciel. Zasłużyła na to szczęście. On także zasłużył.
- Kocham Cię, Lottie.
- Ja również Cię kocham, Niall.
Spędzili na tej polanie resztę dnia. Wygłupiali się, śmiali, żartowali. Rozmawiali o wszystkim, a za razem o niczym. Żadne z nich nie zapomni tego dnia. Dnia, w którym tak wiele się zmieniło... Dnia, który odtąd będzie ich rocznicą...
Trwali w swoich objęciach, oglądając wspaniały zachód słońca, które po chwili znikło za horyzontem, ustępując miejsca księżycowi, który oświetlił ich swym blaskiem...


- I to koniec opowieści, wnusiu. Od tamtej pory nic się między nami nie zmieniło. Oczywiście były kłótnie, rozstania i powroty, ale zawsze kończyło się dobrze. W każdą rocznicę chodzimy na tą polanę, która była pierwszym świadkiem naszej miłości, to taka nasza tradycja.
- To było piękne! – wyznała, ocierając chusteczką łzy – Babciu? – w jej glosie było słychać wahanie -  A czy nie boisz się, że kiedyś będziecie musieli się rozstać?
- Oczywiście, że boję się tego dnia. Jednak wiem, że najwspanialsze chwile w życiu spędziłam z Twoim dziadkiem Niall’em i nic nie jest w stanie sprawić, bym o tym zapomniała. Zawsze będziemy się kochać, nawet, gdy już nas zabraknie na tym świecie. Będziemy patrzeć na Ciebie z nieba i pomagać w trudnych chwilach, kochanie – odpowiedziała Lottie tuląc wnuczkę, a następnie zabrała się do skończenia dziergania szalika.


Koniec ^^


Od autorki: 
Twoja praca mnie naprawdę urzekła. Była inna niż wszystkie i tak cholernie działała na emocje, tym bardziej, że opowiadanie skończy się w tragiczny sposób i to nie będzie miało miejsca. możesz nie wierzyć, ale płakałam. Tak płakałam, bo zdałam sobie sprawę, że zakończenie tego opowiadania tak bardzo obiega od waszych wyobrażeń. Dziękuję Ci bardzo za udział. I gratuluję wygranej. Zdobyłaś moje serce tym opisem. 
Następny rozdział na blogu pojawi się już w czwartek, więc zapraszam was do odwiedzenia mojego bloga właśnie w tym dniu. Do następnego!
Kadi 


Proszę Was Komentujcie. Zależy mi na waszych opiniach :)



piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 19

Rozdział 19 z dedykacją dla Natalki :) Kochanie wszystkiego Najlepszego z okazji imienin <3 :*

Nigdy jeszcze nie byłam w domu chłopaków. Nie wiem dlaczego, nagle Louis zabrał mnie ze sobą. Poczucie winy? Tak, to chyba to. Albo po prostu za bardzo się stęsknił. Coś w tym jest. Szczerze nie mam pojęcia jak to będzie. Pierwszy raz jestem w Londynie, do tego mam mieszkać z piątką nie do końca zdrowych na umyślę chłopaków ^^. Wiem, że Lou nie pozwoli mnie skrzywdzić, a może tutaj właśnie uda mi się zacząć wszystko od nowa i w końcu zapomnieć. Wydaje mi się, że to Liam jest najbardziej odpowiedzialny z całej piątki i to do niego będę mogła się zwrócić, kiedy będę potrzebowała pomocy.
- Lottie, słuchasz mnie?- wyrwał mnie z rozmyślań głos Louisa
- Co?- zapytałam zdezorientowana
- Mówiłem, że już prawie jesteśmy.- powiedział i się zaśmiał- O czym tak intensywnie myślałaś?
- Nie za dużo chciałbyś wiedzieć?- odparłam z uśmiechem
- Nie, po prostu widzę, że coś cię trapi. Kiedyś nie miałaś problemu z tym, żeby rozmawiać ze mną o swoich problemach- stwierdził z grymasem
- To było 2 lata temu. Zrozum wreszcie, że od tego czasu dużo się zmieniło. Nie jestem już dzieckiem. Jak sobie nie poradzę, to przyjdę do ciebie. Na razie muszę się z tym uporać sama.
- Na pewno? – zapytał
- Na pewno- odpowiedziałam
Samochód zatrzymał się przed wielką białą willą. Aż mi dech zaparło. Nie no nie wiedziałam, że tak się urządził. Wiedziałam, że są popularni, ale żeby w takim domu mieszkać i nawet się nie pochwalić. O nie ja mu tego nie zapomnę.
- Lottie zamknij proszę buzię- powiedział ze śmiechem Lou.
- Ty…  ty tu, że niby ja, ale ja nie wiedziałam, jak, ty tu mieszkasz?- w końcu wydukam
Moje zdanie wywołało u Louisa napad śmiechu. A ja nadal stałam w tym samym miejscu i nie mogłam się napatrzeć. Próbując ten budynek z moim domem w Doncaster to WOW. Naszego nawet nie ma co porównywać. Ten jest lepszy w każdym aspekcie. Śmiech mojego brata spowodował, że wszyscy domownicy znaleźli się na zewnątrz. Pierwszy podbiegł do mnie Niall i przytulił, tak samo postąpiła pozostała trójka. Harry do tego pocałował mnie w policzek i szepnął do ucha- Pięknie wyglądasz. Jestem pewna, że się zarumieniłam. Louis nadal rechotał, ale kiedy zobaczył jak Hazza się ze mną wita, nagle otrzeźwiał.
- Harry, jak tak się cieszysz z przyjazdu Lottie, to w bagażniku są jej walizki. Mógłbyś je wnieść do domu.- zwrócił się do loczka
- Sądzę, że sobie poradzisz. A ja oprowadzę Lottie - powiedział Harry i pociągnął mnie za rękę w kierunku budynku.
Mina mojego brata była komiczna. Pierwszy śmiechem wybuchł Zayn. Dom na zewnątrz był piękny, ale w środku. Tego nie da się opisać. Wnętrza były urządzone ze smakiem- styl nowoczesny mieszał się z klasyką. Cudo. Lecz kiedy zobaczyłam swój pokój, szczęka mi opadła. Był dwa razy większy niż ten w Doncaster. Do tego własna łazienka i duża garderoba.
- Podoba ci się?- zapytał Lou, który przyniósł moje walizki, aż podskoczyłam.
- Jezu, nie strasz mnie, proszę cię- powiedziałam- Tak, podoba mi się. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.- przytuliłam go.
- Dobra młoda koniec tych uścisków. Chodź na obiad. Harry przygotował swoje popisowe danie. Chyba nie karzesz mu czekać.- powiedział i wyszedł.
Postanowiłam szybko odświeżyć się po podróży. 10 minut i byłam gotowa. Miałam drobne problemy z trafieniem do jadalni, ale w końcu znalazłam drogę. Wszyscy już siedzieli przy stole i rozmawiali. Zajęłam miejsce obok Louisa. Harry postawił przede mną talerz z posiłkiem.
- Haha myślałam, że stać cię na coś więcej Loczuś. A ty tu nam spaghetti serwujesz?- powiedziałam ze śmiechem.
- Krytykujesz, a nawet jeszcze nie spróbowałaś- upomniał mnie Louis
- Jej dobra już dobra- wzięłam trochę makaronu do ust- Matko to jest pyszne! Zwracam honor Harry- odpowiedziałam
Hazza się tylko uśmiechnął. Było widać, że zależało mu na tym, żeby mi smakowało. Loczek zajął miejsce koło mnie. Nie powiem, ale trochę mnie to krępowało. Ten chłopak strasznie mnie onieśmielał. Nie wiem dlaczego, ale zawsze tak na mnie działał. Po skończonym posiłku chłopcy udali się do salonu, a ja zagwarantowałam, że posprzątam. Kiedy kończyłam wkładać naczynia do zmywarki w drzwiach od kuchni pojawił się Niall.
- Nie masz może ochoty na spacer?- zapytał
Nie powiem zdziwiła mnie trochę jego propozycja. Ale chociaż będę miała okazję zwiedzić co nie co.
- Dlaczego nie- odpowiedziałam- Tylko się przebiorę, ok.?
- Dobrze będę czekał- powiedział i puścił mi oczko.
Pobiegłam szybko do mojego tymczasowego pokoju. Nie zdążyłam się jeszcze rozpakować, ale mówi się trudno, zrobię to później. Wyciągnęłam z walizki granatowe bermudy i białą koszulę. Szybko się przebrałam, związałam włosy w kucyka i byłam gotowa. 
Niall już na mnie czekał na dole. Szczerze miałam dość mieszane uczucia dotyczące tego spotkania. Nie byłam pewna do tego, co czuję do blondyna. Tym bardziej teraz. Miałam straszny mętlik w głowie. Chłopcy nawet nie zauważyli jak wyszliśmy z domu. Jak na Londyn była w miarę ładna pogoda. Udaliśmy się w stronę parku. Szliśmy w ciszy. Była ona dla mnie dość krępująca. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, a czułam, że dalszego milczenia z jego strony nie zniosę.
- Lottie chciałem cię przeprosić- nagle zaczął. Zbił mnie ty z tropu. Nie wiedziałam za co nie przepraszam i jaki jest jego cel.
-Yyyy Niall, a może najpierw oświecisz mnie i powiesz, za co mnie przepraszasz?- zapytałam z uśmiechem
- No za tą akcje w Polsce. Wiem nie powinienem był, ale ty nie mogłaś tam zostać. Czuję, że ty go naprawdę nie kochasz. Zobaczysz zapomnisz i wszystko wróci do normy.
- Masz rację nie powinieneś wtrącać się do mojego życia. I nigdy nie będziesz wiedział czy go kochałam czy nie. Ale to nie jest twoja sprawa. A tamtą akcję już ci dawno wybaczyłam- próbowałam mówić spokojnie. Jego słowa wyprowadziły mnie z równowagi.
- Dziękuję, uwierz mi chcę być twoim przyjacielem i nie zniósł bym rozłąki z tobą.- powiedział z figlarnym uśmiechem. Teraz to już nie wiedziałam naprawdę, co się dzieję. Ale sprawiało mi to przyjemność. Odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam chłopaka. To było takie miłe. Rozkoszowałam się jego ciepłem i zapachem perfum. Chyba Lottie miała rację. Uda mi się zapomnieć o Michale szybciej niż myślałam. Czułam, że chciałabym mieć Nialla na wyłączność. W końcu oderwałam się od chłopaka.
- Ej no! Czemu?- zapytał- Było tak miło, a ty to przerwałaś.
- Nie za dużo oczekujesz?
- Nie wydaje mi się. Dobra chodźmy dalej- zaproponował
Spacerowaliśmy uliczkami Londynu. Tu było tak pięknie aż dziwiłam się, że nie odwiedziłam tego miasta wcześniej. Nie da się ukryć Londyn posiadał pewien urok, któremu trudno było się oprzeć. Widać było, że Niall przez cały czas jest zamyślony. Coś go dręczy. Zatrzymałam się i usiadłam na jednej z ławek w parku niedaleko mieszkania chłopaków.
- Niall proszę cię powiedz w końcu, co cię dręczy, bo nie mogę patrzeć jak się z tym męczysz. Wyrzuć to w końcu z siebie. Sam powiedziałeś, że jestem twoją przyjaciółką, więc proszę cię zaufaj mi. Uwierz spróbuję ci pomóc, ale musisz mi powiedzieć, o co chodzi.- powiedziałam
- To nie jest takie proste. Ja… ja się za… za …zako…- jąkał się
- Ty się co?- ciągnęłam
- Ja się zakochałem- powiedział cicho
Na dźwięk tych słów poczułam ukucie w sercu. Czy to zazdrość? Nie wiem. Ale strasznie mnie to zabolało. Nie przyznawałam się do tego, ale ja czułam coś do tego blondyna. A teraz wszystko stracone. Dlaczego w ogóle robiłam sobie nadzieję? Jestem tępą idiotką, która myślała, że taki chłopak jak Niall obdarzy ją jakimś uczucie.
- To w czym problem. Powiedz jej co czujesz- postanowiłam udawać, że to mnie nie zabolało
- To nie jest takie proste. Ona jest młodsza.- odparł z rezygnacją.
- Niall miłość nie liczy się z wiekiem. Jeśli naprawdę ją kochasz powiedz jej to. Zobaczysz będzie dobrze, tylko przyznaj się do swoich uczuć.
- A jeżeli mnie odtrąci- zaczął
- Nie bądź takim pesymistą. Uwierz mi jeśli nie spróbujesz, to się nie przekonasz.- odpowiedziałam z uśmiechem
- No więc. Ja chyba spróbuję- powiedział niepewnie
- Ahh, dobrze to ja idę do domu, a ty biegnij do niej- te słowa nie chciały mi przejść przez gardło. Wstałam gwałtownie z ławki i udałam się szybkim krokiem w stronę kompleksu chłopaków.
- Poczekaj!- krzyknął. Zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę
- Nie muszę nigdzie iść- powiedział
- Ale jak to?- spytałam zdezorientowana
- Normalnie. Osoba, którą kocham stoi właśnie przede mną- odpowiedział
Zamarłam. Szok. Tak byłam w szoku. ON mnie kochał. Co ja miałam mu odpowiedzieć. Rozum podpowiadał, że to za szybko, że znowu się rozczaruję, natomiast serce kazało spróbować i podać się chwili. W końcu iść odpowiednią drogą do szczęścia i nie bać się zranienia.
- Ja…

Od autorki:
Matko już 19 rozdział. Mam nadzieję, że się cieszycie. Zdałam sobie sprawę, że źle was potraktowałam i przepraszam. Macie rację muszę być bardziej cierpliwa. Dziękuję wam za wsparcie, to dla mnie dużo znaczy. Kocham Was! Następny rozdział już niebawem, bo już go napisałam :P 
Na pracę konkursowe czekam do niedzieli do godziny 22. Zwyciężczyni oprócz rysunku dostanie też bransoletkę z logo zespołu. Taka mała niespodzianka ode mnie :P
Do następnego laleczki!

 Kadi

Ps. Co myślicie o tym, żebym zrobiła tc? Oglądałybyście? Piszcie ;)

poniedziałek, 23 lipca 2012

To już 2 lata ♥

Dzisiaj mijają dwa lata odkąd chłopcy stali się zespołem. Z tej okazji życzę im dużo sukcesów, wiernych i oddanych fanów, których już mają :) To jest święto także nas Directioners, które całe serce oddały temu zespołowi. Dzięki temu, że stałam się Directionerką poznałam wielu wspaniałych ludzi i zawarłem kilka bardzo fajnych znajomości. Wszystkim i każdej z was z osobna życzę żeby miała okazję poznać chłopaków na żywo i pójść na koncert i przeżywać te wszystkie emocje z nim związane w realu :)

Chłopcy pamiętajcie, że w tym cholernym świecie show biznesu najgorsze co możecie zrobić to podać się rutynie i zachcianką wytwórni i zatracić samych siebie. Mam nadzieję, że to nigdy nie będzie miało miejsca.

One Band= One Dream = One Direction


niedziela, 22 lipca 2012

Rozdział 18


 Rozdział z dedykacją dla @patriciaa480 :)


 Ważne!!!!
Związku z tym, że mało osób czyta moje notki pod rozdziałem, to napiszę to tutaj. Nie sądziłam, że moja prośba o 15 komentarzy będzie niewykonalna. Cóż pomyliłam się kolejny raz i zawiałam. W tym momencie czuję się tak jakby moje czytelniczki miały mnie głęboko w dupie. Nie mówię tu o wszystkich osobach. Tym którzy poświęcili ten kilka minut szczerze dziękuję. Naprawdę jest mi głupio, bo poświęcam swój czas i piszę dla was te rozdziały. To wszystko robię dla was, więc mogę powiedzieć tylko, że to zabolało. 
Pisanie tego bloga sprawia mi ogromną radość. Moim marzeniem jest to, aby do końca opowiadania, chociaż pod jedną notką zobaczyć ponad 20 komentarzy. W tym momencie przekonałam się, że to jest nie wykonalne i nie mam na co liczyć. Dziękuję wam za to. Kolejny rozdział pojawi się już nie długo. Już nie piszę, że chciałabym zobaczyć 15 komentarzy, bo i tak ich nie zobaczę. Zamieściłam nową ankietę, proszę zagłosujcie.
 Do napisania!

Kadi


Oczami Nialla:

Obserwowanie Lottie w taki stanie było najgorszą rzeczą w moim życiu. Kiedy dowiedziałem się o jej ucieczce, czułem, że ktoś próbuje odebrać mi coś bardzo dla mnie ważnego. Najgorsza była perspektywa jej powrotu do Michała. Cholernie raniły mnie jej słowa, w których zarzekała się, że go kocha. Darzę ją większym uczuciem niż powinienem. Teraz kiedy jest już z nami bezpieczna muszę postarać się do niej dotrzeć i odzyskać jej zaufanie. Wiem, ze zraniłem ją nie pozwalając zostać w Polsce, ale ona sama nie wiedziała co robi. Działała pod wpływem chwili. Tak mi się przynajmniej wydaje. Nigdy nie sądziłem, że mogę poczuć do tej małolaty coś więcej. Pozostaje jeszcze Louis. Nie wiem jak on zareaguje na informacje, że jego przyjaciel zakochał się w jego siostrze. Najgorsze jest to, że Lottie jest jego oczkiem w głowie. Małą siostrzyczką, o którą się zawsze troszczy. Czy zaakceptuje mnie? Czy Lottie coś do mnie czuje? Te pytanie nie dają mi spokoju. Boje się reakcji Louisa, ale nie mogę go okłamywać. Jeśli Lottie miała się komuś zwierzyć to właśnie jemu. Nie wiem czy będzie skory do rozmowy ze mną, ale muszę spróbować. Wiem, że nie będzie mu łatwo, bo mnie też by nie było. Ale ja nigdy jej nie skrzywdzę. To wiem na pewno.

Siedziałem na kanapie w naszym wspólnym domu i próbowałem skupić się na lecącym w telewizji filmie. Jednak nie wychodziło mi to. Myślami ciągle byłem gdzie indziej. Dzisiaj Lottie ma wrócić do Londynu i mamy razem mieszkać. To będzie dla mnie tortura. Ona jest dla mnie jak narkotyk. Te jej niebieskie oczy i uśmiech. Kiedy ją widzę choćby nie wiem jak był zły czy przygnębiony, zaczynam się uśmiechać. A kiedy cierpi, cierpię razem z nią.
- Niall, powiedz mi co się dzieje.- zaczął Liam
- Nic- burknąłem
- Właśnie widzę jakie nic. To twoje nic jest blondynką i ma na imię Lottie- powiedział, a ja zamarłem.
- Skąd ty…
- Skąd wiem?- przerwał mi- Niall to widać na kilometr. Ona ci się podoba. A swoje uczucia potwierdziłeś, angażując się w akcję poszukiwawczą. Wiem, co musisz teraz czuć. Boisz się reakcji Louisa, ale uwierz mi jestem pewien, że nasz władca marchewek przekona się do waszego związku. A z dwojga złego lepiej, żeby wybrała ciebie.
- Co masz na myśli?- zapytałem zaskoczony
- No, nie widzisz, że Harry też na nią leci. I ta akcja w samolocie.
- Liam, masz rację. Ja nawet nie wiem oczy ona darzy mnie jakimkolwiek uczuciem. To przecież chore! Kocham się w szesnastolatce. A do tego zakochanej w jakimś chłopaku z Polski.
- Skąd wiesz, czy nadal go kocha?- zapytał
- Liam nie da się tak łatwo odkochać. Coś o tym wiem.- powiedziałem ze zrezygnowaniem
- Niall proszę cię. Na początku spróbuj się do niej zbliżyć. Widać, że ona ma do ciebie zaufanie i spędza z tobą najwięcej czasu. To tobie udało się do niej trafić. Błagam cię, weź się w garść i nie zmarnuj szansy- powiedział i wyszedł. Teraz to już całkowicie nie wiem, co mam robić. Ale nie poddam się bez walki. Harry ją tylko skrzywdzi, bo on żadnego związku nie bierze na poważnie. Bawi się dziewczynami. A ja nie chcę, żeby cierpiała. Nie pozwolę na to, muszę zacząć działać i nawet wiem, co zrobię.



Oczami Lottie:
           
Pakowałam właśnie ostatnie rzeczy do walizek. Dzisiaj miałam wrócić razem z Lou do Londynu. Opuszczałam Doncaster- miasteczko, w którym spędziłam całe swoje życie. Ale wiem, że dobrze mi to zrobi. Jeszcze nigdy matka nie zrobiła mi takiej awantury. Nie wiedziałam jak się zachować, co jej odpowiedzieć. Po prostu się rozpłakałam i uciekłam. Teraz kiedy jestem już gotowa do wyjazdu, widzę ile wspomnień wiąże się z tym miejscem. Louis chce, żebym zamieszkała z nimi na stałe, ale ja nie jestem pewna czy to dobry pomysł. Mimo tego, że bardzo zraniłam rodziców to wiem, że oni nie są niczemu winni. Zależy im na mnie i interesują się moim losem. Nie chce tracić tak bliskich mi osób. Muszę w końcu pogodzić się z tym, że nie pisane jest mi żyć moim starym życiem. To boli, cholernie boli, ale mam nadzieję, że Londyn pozwoli mi zapomnieć albo nauczy żyć z tym bólem. Usłyszałam pukanie do drzwi, odwróciłam się w kierunku, z którego odbiegał dźwięk. W drzwiach stał Louis.
- Mogę?- zapytał
- Mhm - mruknęłam. Jeszcze nie wybaczyłam mu do końca. Od rozmowy w samolocie, nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. Wszedł do pomieszczenia i usiadł obok mnie na łóżku. Siedzieliśmy w ciszy. Spakowałam jeszcze do torby podróżnej mojego laptopa i postanowiłam zapiąć walizkę. Jednak to nie było takie łatwe. Louis tylko śmiał się pod nosem z moich nieudolnych prób, ale nie był skory do pomocy. W końcu po 15 minutach ją zapięłam.
- Dzięki za pomoc, naprawdę- burknęłam
- Czyli tak mają teraz wyglądać nasze rozmowy?- zapytał
- Nie wiem o co ci chodzi?- odparłam
- O tym właśnie mówię. Olewasz mnie i kolejny raz odpychasz od siebie- powiedział
- Ja? Louis to nie ja zaczęłam. To ty miałeś mnie w dupie. Pojechałeś sobie. Powiem ci tak, nie ufam ci już. Nie potrafię. Kolejny raz okazałeś się dupkiem i czy chcesz czy nie, nie będzie ci łatwo przekonać mnie do tego, że jest inaczej- odparłam
- Wiem o tym- powiedział cicho- Ale ja chce się zmienić, zobaczysz. Kiedy wyjedziemy do Londynu pokaże ci, że nadal jestem tym starym Lou- obiecywał
- Louis, dopóki nie zobaczę, nie uwierzę. Przekonałam się, że twoje słowa bardzo mało znaczą i jeżeli udowodnisz mi, że jest inaczej to wtedy zobaczymy- powiedziałam z uśmiechem.
- Mogę cię chociaż przytulić? – zapytał niepewnie
- No jasne!- prawie krzyknęłam
Zatonęłam w tym uścisku. Mimo wszystko potrzebowałam jego bliskości. To było coś, czego mi cholernie brakowało. Naszych rozmów, przekomarzania się, nocnych seansów filmowych, czasów kiedy byliśmy tylko ja i Lou.
- Kocham cię- powiedział
Nic nie odpowiedziałam, tylko go mocniej do siebie przytuliłam .
- Dobra Lottie, musimy się zbierać, bo czeka nas długa podróż- powiedział brat
- Wiem. Weźmiesz moje walizki i możemy iść- odparłam z uśmiechem
- To w drogę!- krzyknął z entuzjazmem.
Nienawidzę pożegnań, ale jakoś dałam radę i nie rozpłakałam się. Usiadłam na miejscu dla pasażera i czkałam na Louisa.
- Zobaczysz będzie fajnie- zachęcał mnie
- Mam nadzieję- powiedziałam z uśmiechem
Tak to prawda, cieszyłam się na ten wyjazd. Nie wiem dlaczego, ale w środku odczuwałam niepokój. Boję się spotkania z Niallem. Teraz wiem, że czuję do niego coś więcej i nie chce go stracić. Ale czy nam u niego szanse? Czy on darzy mnie jakimś głębszym uczuciem? Mam nadzieję, że niedługo się tego dowiem.