poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział 21


Oczami Louisa:

Błąkałem się bez celu po okolicy i zastanawiałem się czemu zareagowałem w ten sposób. Przecież chciałem, żeby Lottie była z Niallem. Wiedziałem, że on z całej czwórki jest najlepszym kandydatem na jej chłopaka, ale mimo wszystko to cholernie zabolało. Tak byłem o nią zazdrosny. Lottie zawsze będzie dla mnie najważniejsza. Jestem z nią bardzo emocjonalnie związany. Czułem się w tym momencie winny. Tak dręczyło mnie poczucie winny. Postanowiłem wrócić i ich przeprosić. Spojrzałem na zegarek, wskazywał godzinę 22. Zmierzałem spokojnie w kierunku domu. Wybrałem krótszą drogę przez park. Szedłem nieoświetloną uliczką, kiedy usłyszałem stłumione wołanie o pomoc. Zdecydowałem znaleźć jego źródło. Kiedy udałem się do miejsca, z którego dobiegał dźwięk doznałem szoku. Na trawię leżała Lottie. Moja kochana siostrzyczka. Była cała we krwi. Podbiegłem do niej i sprawdziłem czy oddycha. Miała ledwo wyczuwalny puls. Nie wiedziałem, co mam robić. Moim ciałem kierowała adrenalina. Zadzwoniłem na pogotowie i wytłumaczyłem, gdzie się znajdujemy. Potem podszedłem do siostry i kolejny raz zmierzyłem jej tętno. Nie wyczułem go. Zacząłem panikować i przystąpiłem do reanimacji. Wiedziałem, że za wszelką cenę muszę ją uratować. Trzydzieści uciśnięć i dwa wdechy i tak w kółko.
- Dawaj mała. Nie zostawiaj mnie proszę- mówiłem i kolejne dwa wdechy. – Musisz, musisz do nas wrócić- błagałem, a z moich oczy poleciały łzy. Nie panowałem nad sobą. Nie miałem już siły, a karetki dalej nie było. Sprawdziłem kolejny raz puls i oddech dziewczyny. Nie to nie możliwe. W tej chwili byłem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Tym razem po moim policzku spłynęły łzy szczęścia. Przyłożyłem ucho do jej klatki piersiowej i słyszałem nierównomierne odgłosy bicia jej serca. Chwyciłem ją za rękę i trzymałem do momentu, aż nie przyszli sanitariusze. Wszedłem z nimi do karetki. Teraz dopiero zauważyłem napis na ręku mojej siostry. Wyryte litery, a z nich wyraz: Dziwka. Nie daruje temu sukinsynowi. Nie wiedziałem, co tam się wydarzyło. Jednak zdawałem sobie sprawę z tego, że cierpiała, cholernie cierpiała. W końcu karetka się zatrzymała, a Lottie zabrano na blok operacyjny. Dowiedziałem się tylko tyle, że ma krwotok wewnętrzny i dzięki mnie żyje. Czekałem pod salą na jakikolwiek wiadomości. Mój telefon cały czas dzwonił. Postanowiłem go w końcu odebrać. Nie wiedziałem z kim rozmawiam.
- Louis gdzie wy się do jasnej cholery tyle czasu podziewacie?!- wydarł się do słuchawki Liam- Niall tu od zmysłów odchodzi- kontynuował
- Jestem w szpitalu. Lottie ona… ona została napadnięta. Liam ja nie wiem czy ona przeżyje- powiedziałem załamany i wyłączyłem telefon.  W tej chwili zdałem sobie sprawę z tego, że to dopiero jest początek koszmaru, a najgorsze jeszcze przede mną.



Oczami Lottie:

Myślałam, że to już koniec, jednak kolejny raz się pomyliłam. Słyszałam stłumione głosy grupki osób wokoło. Pamiętałam doskonale, co się wydarzyło. Na samo wspomnienie łzy napełniały moje oczy. Tak bardzo chciałam wszystko wymazać, jednak na to było za wcześnie. Nie miałam dość wewnętrznej siły, żeby podnieść powieki do góry i zorientować się, gdzie jestem. Jedno wiedziałam nie umarłam, a po zapachu wnioskuję, że kolejny raz jestem w szpitalu. Kto mnie uratował? To pytanie zaprzątało moją głowę przez cały czas. Wiedziałam tylko, że to był mężczyzna. Poczułam jak ktoś ściska moją dłoń. Tak bardzo chciałam móc uczynić to samo, jednak nie potrafiłam. Ciemność naciskała na mnie jeszcze zbyt mocno, a ja byłam za słaba. Nagle poczułam jak spadam w dół z dużą prędkością. Zaczęłam krzyczeć. Bałam się, cholernie się bałam. Gwałtownie moje oczy poraziło jasne światło lampy. Teraz zdałam sobie sprawę do kogo należały głosy. Przy moim łóżku stali chłopcy. Przymknęłam na chwilę powieki. Byłam zdezorientowana całą sytuacją i zdawałam sobie sprawę z tego, że teraz dopiero zaczną się pytania. Tak bardzo nie chciałam do tego z powrotem wracać. Brzydziłam się sobą. Na całym ciele czułam cały czas dotyk ich rąk i ten obrzydliwy zapach. Odrzucało mnie na samą myśl.
- Lottie, mała słyszysz mnie?- zapytał Lou i mocniej ścisnął moją dłoń.
Nic nie odpowiedziałam, tylko odwzajemniłam gest. Byłam tak potwornie słaba. Jednak zmusiłam się do podniesienia powiek. Na widok całej piątki wokół mojego łóżka zrobiło mi się cieplej na sercu. Skierowałam swoją twarz w kierunku Lou. W jego oczach można było dostrzec strach i przejęcie. Uśmiechnęłam się do niego.
- Harry idź po lekarza- wydał polecenie loczkowi.- Lottie, kochanie powiedz coś- zwrócił się do mnie.
- Hej.- powiedziałam prawie nie słyszalnym tonem- Jak długo byłam nieprzytomna?- zapytałam.
- Trzy miesiące- odpowiedział. A ja doznałam szoku. Jak to możliwe, przecież nie czułam takiego upływu czasu. Jak oni dali sobie radę beze mnie. W tej chwili mój wzrok napotkał spojrzenie Niall. Podszedł do łóżka i chwycił moja drugą dłoń. Byłam pewna, że nasz kilku godziny związek nie przetrwał próby czasu. Kto by tak długo czekał. Jednak ja nadal go kochałam. Moje wątpliwości rozwiał Niall. Który wypowiedział bez głośne kocham cię i musnął moje usta. Był to delikatny, tak przeze mnie wyczekiwany pocałunek.
- Witaj śpiąca królewno- na dźwięk jego głosu dostałam gęsiej skórki. Teraz dopiero przypomniałam sobie sytuację z przed napadu. Spojrzałam zdenerwowana na Louisa. Ten posłał mi tylko pełen zrozumienia uśmiech.
- Lottie, przepraszam cię. Nie powinienem tak zareagować, ale chce żebyś wiedziała, że nie mam nic przeciwko waszemu związkowi. Wspieram was całym sercem i pragnę jedynie, żebyś była szczęśliwa. A jeśli Niall ma cię uszczęśliwić, to nie mogę stanąć na drodze waszemu uczuciu. – powiedział, a ja poczułam wielką ulgę. Naprawdę kamień spadł mi z serca. Mój brat zaakceptował Nialla. Moje kochanie ścisnęło mocniej moją dłoń. Wiedziałam, że tym samym dał mi znak, że jest ze mną i cieszy się tak samo jak ja. Po chwili do sali wszedł lekarz i wyprosił wszystkich z pomieszczenia. Zbadał mnie i powiedział, że muszę się przygotować na wizytę funkcjonariuszy policji. Na dźwięk tych słów przeszły mnie ciarki. Będę musiała to wszystko przeżywać po raz kolejny. Czy aby na pewno mam na tyle siły, by im to wszystko opowiedzieć? Jednak jedno wiem. Chce, żeby oni ponieśli konsekwencję tego co mi zrobili. Chce żeby cierpieli, tak jak ja cierpiałam. Żeby czuli to, co ja wtedy czułam. Moje rozmyślanie przerwali chłopcy. Nie było tylko z nimi Louisa. Pewnie rozmawiał z lekarzem. Usiedli na kanapie przy oknie i widać było, że coś ich męczy.
- Możecie nie traktować mnie jak jakieś ułomnej?!- zapytałam lekko poirytowana- Dobrze rozumiem opuściłam was na trzy miesiące, ale wróciłam do żywych jak widać, więc proszę was zachowujcie się tak, jakby tej sytuacji nie miało miejsca, bo ja inaczej zwariuje.- poprosiłam
- Masz to jak w banku mała- powiedział uśmiechnięty Harry. A reszta mu przytaknęła. W końcu do sali wszedł mój braciszek.
- I co powiedział lekarz?- zapytałam
- Że twój stan jest stabilny i jak wszystko dobrze pójdzie to za tydzień opuścisz szpital.- odpowiedział
- Że co?! Lou proszę cię, ja nie wytrzymam tutaj tak długo. – odparłam z grymasem
- No właśnie widać, że wracasz do formy. Nie dawno się obudziłaś, a już fochy strzelasz. Lottie zrozum oni cię tu trzymają dla twojego dobra, więc nie masz nic do gadania. Zostaniesz tutaj do czasu, aż lekarz zdecyduję, że możesz opuścić szpital.- popatrzyłam się tylko na niego lekko poirytowana i odwróciłam wzrok w stronę okna. Nie zniosę tej samotności. Wiem jak wyglądają noce w szpitalu. Zwariuję tu, bo zdaję sobie sprawę z tego, co będzie zaprzątało moje myśli w godzinach wieczornych i że każda kolejna nieprzespana z powodu koszmarów noc, będzie pogłębiała moje załamanie, które i tak zyskało na sile. Nie daje rady. Kiedy przymknę powieki widzę ten uśmiech na twarzy tego faceta. Ta radość, kiedy kończył swoje dzieło na moim przedramieniu. To jest nie do opisania. Ten wstręt i nienawiść, a przede wszystkim myśl, że to wszystko jest moja winna, jest nie do zniesienia. Moje rozmyślanie przerwał trzask zamykanych drzwi. Skierowałam wzrok w tamtym kierunku. W wejściu stało dwóch funkcjonariuszy. Przełknęłam głośno ślinę.
- Pani Lottie Tomlinson?- zapytał jeden z nich
- Tak, to ja- odpowiedziałam
- Musimy zadać pani kilka pytań. – powiedział. Wiedziałam, że to kiedyś nastąpi, że będę musiała przeżywać po raz kolejny ten zarazem najszczęśliwszy jak i najgorszy dzień w moim życiu.
- Dobrze. Proszę pytać, ale mam jeden warunek oni zostają- wskazałam na chłopaków.
- To niestety nie jest możliwe. W pokoju jedynie może pozostać ktoś z pani bliskich.- zakomunikował
- Oni wszyscy są mi bliscy, więc albo oni zostają, albo ja nie mam nic do powiedzenia- odrzekłam
- Lottie…- zaczął Niall
- Nie, powiedziałam już jaki jest mój warunek. Jeśli mam przeżywać to wszystko od początku, to wy musicie zostać. Nie zamierzam już nigdy do tego wracać- powiedziałam
- A więc dobrze. Niech tak będzie.- odpowiedział jeden z policjantów.
Louis podszedł do mnie i ścisnął moją dłoń. Niall uczynił to samo. Uśmiechnęłam się do nich. Wiedziałam tym samym, że mnie wspierają.
- Wiec może opowie nam pani, co zdarzyło się po tym jak wybiegła pani za bratem z domu?- zapytałam. Po tym pytaniu zdałam sobie sprawę, że chłopcy byli już przesłuchiwani. Nie mam, co się dziwić, w końcu byłam w śpiączce przez trzy miesiące. To szmat czasu. Przymknęłam powieki i zaczęłam mówić.
- Wybiegłam wtedy za Louisem. Szczerze to był to beznadziejny pomysł, bo w ogóle nie znam Londynu. Postanowiłam wracać, kiedy zaczęło się ściemniać. Wtedy zorientowałam się, że nie mam pojęcia dokąd iść. W końcu spostrzegłam jak mi się wydawało znajomy park. Chciałam iść skrótami i jak zwykle wpakowałam się w tarapaty. Szłam nieoświetloną uliczką. Wtedy zauważyłam jak w moją stronę idzie trzech mężczyzn. Chciałam ich wyminąć, ale mi się nie udało. Jeden z nich zatrzymał mnie. Wyrwałam się mu i zaczęłam uciekać. Wtedy on rzucił się na mnie, usiadł okrakiem i uderzył w twarz. Zakręciło mi się w głowię . Potem jeden z nich kopnął mnie w brzuch. To była moja wina sprowokowałam go do tego. Zaczęłam się cofać do tyłu, ale rana w nodze za bardzo bolała, żebym mogła się podnieść. To ich bawiło. Później zaciągnęli mnie w krzaki. Jeden z nich brunet zaczął ściągać ze mnie ubranie. Spoliczkowałam go, oddał mi tylko kilka razy mocniej… – Głos mi się załamał, a z oczy popłynęły gorzkie łzy bólu i rozgoryczenia. Louis mocno mnie przytulił. Potrzebowałam tego.
- Czy może pani mówić dalej?- zapytał jeden z nich. Czyli jednak mają uczucia.
- Naprawdę pan jest taki głupi, czy tylko udaje? Przecież wie pan, co się potem wydarzyło- uniósł się Niall
- Proszę się uspokoić- upomniał go
- Niall proszę- zwróciłam się do blondyna. – Później każdy z nich po kolei mnie zgwałcił. To chciał pan usłyszeć?! Ja nie miałam już siły wyrywać się i krzyczeć. To i tak by to nic nie dało. A i tak najgorsze było przede mną. Wskazałam na bandaż na ręce. Zostanie mi ślad do końca życia. Do samego pieprzonego końca będę pamiętała ten dzień, bo ten skurwiel chciał mi zostawić pamiątkę po sobie. – uniosłam się
- Proszę nie podnosić głosu- zareagował
- A jakby pan się czuł w takiej sytuacji do cholery?! Nawet dobrze nie wiem jak wyglądali. Swój pierwszy stosunek przeżyłam pod przymusem, w jakich krzakach, a nie z chłopakiem, którego kocham. Pan nie okazuję żadnego współczucia. Macie tylko jakieś pieprzone procedury. Nie mam pan sumienia? To niech go pan poszuka. Nic więcej nie mam do powiedzenia. Proszę opuścić salę!- rozkazałam
- Wydaje mi się, że tak będzie najlepiej.- wtrącił się drugi. I po chwili ich nie było. Louis i reszta wyszli za nimi. Zostałam sama z Niallem.
- Lottie?- zapytał z troską
- Niall proszę cię nie traktuj mnie w taki sposób. Wiem, że się o mnie martwisz i w ogóle. Cieszę się z tego powodu, ale błagam ja chce zapomnieć o tym. I ty też powinieneś to zrobić. Nie wiem czy nasz związek to przetrwa i czy nasze uczucie jest na tyle silne, ale mogę ci zagwarantować, że ja nadal cię kocham i nigdy nie przestanę.- powiedziałam
-Jak mogłaś w ogóle pomyśleć, że mogłem przestać cię kochać? Przez te trzy miesiące każdą wolną chwilę spędzałem przy twoim łóżku i czekałem na chociaż jedną drobną reakcję, która dałaby mi nadzieję, że jest szansa na to, że się obudzisz. Nawet jeśliby takiej nie było, ja czekałbym dalej, bo cię kocham i nie pozwolę, aby ktokolwiek kolejny raz cię skrzywdził- odparł i mnie pocałował. Pierwszy raz nasz pocałunek był taki namiętny. Nie wiedziałam, że Niall może być taki natarczywy. Jeździł ręką po moich plecach a ja wplotłam palce w jego włosy.  Dopiero po dłuższej chwili oderwaliśmy się od siebie. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Czułam się jak w transie, jakby ktoś mnie zahipnotyzował. Z tego stanu wybudził mnie głos pielęgniarki, która zakomunikował, że czas odwiedzin dobiegł końca. Niechętnie pożegnałam się z moim chłopakiem. Teraz zostałam sama. Znowu wróciły myśli związane z dniem napadu. Próbowałam zasnąć, ale nie potrafiłam. Przed oczami wciąż miałam twarz tego mężczyzny i jego słowa: Ten napis do końca będzie ci przypominał kim jesteś, suko. To tak cholernie bolało. Nie czułam się winna. Byłam wściekła, kierowała mną nienawiść do tego człowieka. Chciałam, żeby odpowiedział za to, co zrobił. Nie chodziło tu tylko o mnie. Wiedziałam, że jeśli raz już tak postąpił, inne dziewczyny też są narażone na niebezpieczeństwo. W końcu zmęczona bitwą z własnymi myślami zasnęłam. Jednak zdawałam sobie sprawę z tego, że ta noc będzie jedną z najcięższych w moim życiu.


Od autorki:

Widzę, że jak chcecie to wam się udaję. Więcej chęci proszę. Udało mi się skleić trochę dłuższy. Nie wiem czy wam przypadnie do gusty, czy to właśnie takiej kontynuacji się spodziewaliście? Nie wiem, co siedzi w waszych główkach podczas czytania kolejnych notek. 
Nawet nie wiecie jak się cieszę, że wzrasta liczba osób zainteresowanych historią Lottie. Muszę was poinformować, że małymi kroczkami zbliżamy się do końca opowiadania. Nie wiem czy ta wiadomość was cieszy czy bardziej zasmuca. Co by to nie było, mi osobiście jest przykro z tego powodu, ale kiedyś trzeba się rozstać. :) Kolejny postaram się dodać jak najszybciej, żeby nie przeciągać końca. 

Proszę was komentujcie. To dla mnie ważne i cholernie motywuję do dalszego pisania!
Jestem ciekawa czy uda wam się dobić do więcej niż 16 komentarzy :P Dlatego kolejny dodam jak będzie powyżej 17. Kocham Was i do napisania!

Kadi 

czwartek, 2 sierpnia 2012

Rozdział 20


- Niall ja nie mogę.- powiedziałam i uciekłam.
Widziałam ból na twarzy chłopaka. Sama mu mówiłam, żeby walczył i przyznał się do swoich uczuć. Wiem, że zraniłam go, cholernie go zraniłam. Ale czułam, że to za wcześnie. Nie otrząsnęłam się jeszcze po rozstaniu z Michałem. A on wyznaje mi miłość. Nie jestem dziwką, która skacze z kwiatka na kwiatek. A jakbym powiedziałam, że „ Ja ciebie też”, to tak właśnie bym się poczuła. Jak szmata. Biegłam przed siebie, potrącając po drodze kilku przechodniów. Chciałam być teraz sama. Potrzebuję chwili spokoju, żeby to sobie poukładać. Łzy wypływały z moich oczu strumieniami. Do tego zbierało się na burzę. Wiedziałam, że ten spacer nie jest dobrym pomysłem. Czułam podświadomie, że on wszystko skomplikuje i przysporzy mi więcej problemów. Znalazłam się nad jakąś rzeką. Nie miałam pojęcia, gdzie jestem. Ale nie czułam strachu. Tak było dobrze. Usiadłam na pomoście i zanurzyłam nogi w wodzie. Deszcz przestał padać. Wraz z jego odejściem odzyskałam spokój. Bałam się wrócić do domu, bo wiedziałam jak ON na mój widok zareaguje. Mieszkanie w takiej sytuacji pod jednym dachem, będzie nie do wytrzymania. Prędzej się pozabijamy i wzajemnie znienawidzimy niż dojdziemy do porozumienia. Z drugiej strony dopiero, co tu przyjechałam i nie chce wyjeżdżać. Do cholery jasnej jak zwykle wszystko zepsułam. Miałam dosyć. Komplikuję wszystkim życie. 

Kogo ja oszukuję?! Kocham go i nie wyprę się tego uczucia. Zachowałam się jak idiotka. Bałam się i nadal boję kolejny raz przyznać do swoich uczuć, bo załamane serce tak cholernie boli. Ale kiedyś muszę zaryzykować. Podniosłam się i postanowiłam wracać. Błąkałam się trochę po okolicy, kiedy w końcu spostrzegłam w oddali dom chłopaków. Ucieszyłam się na jego widok, bo zaczęło się już ściemniać i powoli opadałam z sił. Miałam już dość wrażeń jak na jeden dzień, ale wiedziałam jedno muszę sobie wszystko z nim wyjaśnić, bo inaczej zwariuje.
 Otworzyłam powoli frontowe drzwi. Byłam cała przemoczona. Starałam się powoli wejść do domu, ale ślizgałam się niemiłosiernie na tych marmurowych płytkach. Kiedy byłam już przy wejściu do salonu, zahaczyłam o czyjeś trampki efektem czego zrobiłam niezłe wejście smoka. Oczy wszystkich skierowane były w moim kierunku.
- Gdzie ty do cholery tyle czasu byłaś?!- zapytał mnie poirytowany Lou. Mówiąc szczerze olałam go i udałam się w kierunku blondyna, który siedział na fotelu w kącie pomieszczenia.
- Musimy porozmawiać- powiedziałam. On tylko skinął głową i podniósł się z miejsca.
- Ale nie tutaj. Chodźmy do mojego pokoju- dodałam. Czułam cały czas na sobie wzrok mojego brata. Weszłam do pomieszczenia i usiadłam na łóżku. Niall zajął miejsce obok mnie.
- Więc…- zaczęłam
- Więc- powtórzył
- Niall ja tak wcale nie myślę…
-Lottie nie tłumacz się. Rozumiem- przerwał mi
- Nie Niall nic nie rozumiesz. Ja po prostu nie mogę, nie potrafię tak szybko. To nie tak, że nic do ciebie nie czuję, bo jeślibym tak powiedziała to skłamałabym. Znaczysz dla mnie bardzo wiele i nie chce cię stracić. Tylko ja potrzebuję czasu, żeby ponownie otworzyć się na miłość. A jest to w moim przypadku bardzo trudne, bo przynosiła mi ona tylko sam ból i cierpienie– powiedziałam
- Lottie ja nie pozwolę cię skrzywdzić i poczekam. Poczekam na moment, w którym będziesz gotowa, bo cię kocham. Pamiętaj- odparł z nadzieją w głosie.
Przytuliłam żarłoka i pocałowałam w policzek. Naprawdę mi na nim zależy. Nie był mi obojętny. Tylko nie jestem jeszcze gotowa na kolejny związek. Tak naprawdę boje się kolejnego zranienia, a przede wszystkim rozczarowania. Trwaliśmy tak chwilę w uścisku. Oderwałam się od blondyna i położyłam na łóżku. Patrzyłam rozmarzona w sufit. Przed oczami miałam obraz swój i Nialla za 30 lat. Kiedy siedzimy wtuleni w siebie na kanapie i obserwujemy gromadkę wnuków bawiącą się w naszym salonie. To było takie rzeczywiste, a zarazem takie niemożliwe. Poczułam, jak ktoś się koło mnie kładzie. Rozpoznałam ten zapach.
- O czym myślisz?- zapytał
- O przyszłości- odparłam i przeniosłam swoją głowę na jego klatkę piersiową. Zatraciłam się w odgłosie bicia jego serca. To była magiczna chwila. Wtedy pierwszy raz poczułam, że nasz serca biją tak samo. Miałam wrażenie jakbyś byli sobie stworzeni. Jakby to co się teraz dzieję było zaplanowane, że my musimy być razem mimo wszystko. Czułam się jakbyśmy byli w jakieś bańce, tylko my, nikt więcej. Nigdy jeszcze czegoś takiego nie doznałam. Miliony motyli szalały w moim brzuchu. Na co ja chciałam czekać. Przecież się tego nie wyprę. Niall objął mnie ramieniem w pasie i mocniej do siebie przybliżył. Wiedziałam, że w tym momencie jestem gotowa, żeby wypowiedzieć te dwa magiczne słowa, które na całą wieczność odmienią moje życie.
- Niall?- przerwałam cisze.
- Nic nie mów- uciszył mnie. No tego się nie spodziewałam. Ja się tu zbieram w sobie, żeby powiedzieć mu co do niego czuję, a on mi karze być cicho. Ok.
- Dobrze. Nie chcesz wiedzieć, co chciałam ci powiedzieć to nie.- burknęłam i podniosłam się do pozycji siedzącej.
- No Lottie, proszę nie obrażaj się – mówił z żalem w głosie i ze skwaszoną miną. Uśmiechnęłam się do niego i zbliżyłam tak, że dzieliły nas tylko drobne centymetry.
- Niall ja wiem co przed chwilą mówiłam, ale teraz zdałam sobie sprawę, że oszukiwałam samą siebie. W tym momencie mam w nosie zdanie wszystkich dookoła. Kocham cię Niall- powiedziałam.
Zauważyłam, że chłopak na chwilę zastygł w bezruchu. Jego oczy były jak pięciozłotówki.
- Możesz… możesz powtórzyć? – wydukał
- Kocham cię wariacie!- powiedziałam i nasze usta stworzyły jedność. Jego wargi były takie miękkie i ciepłe. Całował mnie bardzo delikatnie i subtelnie. Motyle w moim brzuch w tej chwili szalały jak przy jakiś huraganie. Nie chciałam tego kończyć. Jednak nasz pierwszy pocałunek przerwało pukanie do drzwi. Przeczuwałam kto stoi po drugiej stronie. Oderwałam się od blondyna. Miał grymas na twarzy, co wywołało u mnie napad śmiechu. Do pokoju od razu wpadła gromadka świrów. Na widok poważnej twarzy brata od razu się uspokoiłam.
- Louis my musimy ci coś powiedzieć – zaczęłam
- Lottie i ja jesteśmy razem – powiedział Niall, a ja oczekiwałam na reakcję Louisa. Ona popatrzył tylko na mnie i na niego z zawodem i opuścił pomieszczenie. Stałam tam lekko zdezorientowana. Wszystkiego się spodziewałam, ale nie tego. W tym momencie poczułam się jakby ktoś wymierzył mi siarczysty policzek. Całą radość związane z wydarzeniami tego dnia, uszła ze mnie wraz z wyjściem Lou. Wiedziałam, że muszę za nim iść. Wybiegłam z pokoju i udałam się na poszukiwanie mojego brata.



Biegłam opustoszałymi uliczkami Londynu z nadzieją, że on tu gdzieś jest. Nie miałam pojęcia dokąd poszedł i dlaczego w ogóle zareagował w taki sposób. Przecież nie robiliśmy nic złego. Mimo tego czułam się cholernie winna. Zatrzymałam się, żeby nabrać powietrza i dopiero teraz zorientowała się, że nie wiem gdzie jestem i nie mam przy sobie telefonu. Na dworze ściemniało się coraz bardziej. Postanowiłam wrócić z nadzieją, że po drodze rozpoznam jakiś element, który wskaże mi kierunek dalszego marszu. Bałam się, z każdym krokiem czułam się coraz bardziej nieswojo. Nie dosyć, że nie znalazłam Lou i sobie nic z nim nie wyjaśniłam. To się jeszcze do tego zgubiłam. Musiałam być silna. W końcu mój wzrok napotkał, jak mi się wydawało, znajomy park. Kroczyłam uliczkami z nadzieją, że po drugiej stronie ujrzę ulicę, na której znajdowała się willa chłopaków. Nagle obudził się we mnie instynkt i wszystkie wspomnienia z tego felernego dnia wróciły. Dnia mojej śmierci. Zaczęłam biec kiedy nagle za zakrętu wyłoniło się trzech typków. Postanowiłam nie okazywać swojego strachu i spokojnie koło nich przejść. Jednak moje plany spełzły na niczym. Jeden z nich podszedł do mnie i złapał za nadgarstek. Popatrzyłam na niego ze złością. Nie chciałam wyjść na słabeusza.
- Co taka ładna dziewczyna robi tutaj o taka późnej porze?- zapytał z chytrym uśmieszkiem
- Wraca do domu plancie. A teraz z łaski swojej, jak już znasz odpowiedź na swoje pytanie, możesz mnie puścić?- odwarknęłam
- Nie, nie mogę – odparł
- A ja mam to w dupie- powiedziałam, kapnęłam go w czuły punkt i zaczęłam uciekać. Jednak jeden z nich zaraz mnie złapał i przewrócił na ziemię. Usiadł na mnie okrakiem i uderzył w twarz.
- Z nami się nie zadziera mała.- powiedział to w taki sposób, że po całym moim ciele przeszły dreszcze.
- Wal się. Nie boję się was- syknęłam
- A powinnaś kotku- odpowiedział ten trzeci i kopnął mnie w brzuch. Zwinęłam się z bólu.
- Boli co?- zapytał i się zaśmiał
- Pieprz się- odwarknęłam
- Niegrzeczna dziewczynka, lubię takie- kiedy wypowiedział te słowa zrobiło mi się nie dobrze. Podszedł do mnie. Chciałam uciekać, ale nie mogłam. Teraz dopiero zauważyłam, że mam rozcięto nogę, a w ranie znajduję się kawałek szkła. Krew sączyła się ciurkiem. Odwróciłam odruchowo głowę w drugą stronę. Zaczęłam się popychać rękami, żeby być jak najdalej od nich. Jednak wiedziałam, że w tym pojedynku jestem przegrana. Nie miałam siły krzyczeć, a tym bardziej płakać. Jeden z nich wziął mnie na ręce. Wyrywałam się, kopałam, ale to im sprawiło jeszcze większy ubaw, a mnie ból. Zaciągnęli mnie w jakieś krzaki.
- Teraz się zabawimy laleczko- powiedział z radością w głosie i zaczął zdzierać ze mnie ubranie. Nie miałam z nimi szans. Teraz dopiero do mojego mózgu doszło, co tak naprawdę się dzieję. Uderzyłam go w twarz. On nie był mi dłużny. Oddał mi tylko trzy razy mocniej. Zakręciło mi się w głowie. Leżałam teraz w samej bieliźnie i wiedziałam, co zaraz nastąpi. Nie miałam na to siły. Powoli wyłączałam cały mój umysł i przeniosłam się do innego świata. Z moich oczu sączył się gorzkie łzy bólu. To nie tak miało być. Wróciłam wspomnieniami do czasów dzieciństwa, kiedy wszystko było takie łatwe. Nie było sytuacji bez wyjścia. Opowiadali nam dziwaczne historyjki o księżniczkach, z których każda kończyła się happy endem. Nie ma w tym nic z prawdziwego życia. W rzeczywistości szczęśliwe zakończenie nie istnieje. A moja historia jest tego przykładem. Jestem chodzącym nieszczęściem. Wszystko, co złe się czepia właśnie mnie. Teraz byłam w własnym świecie. W środowisku, w którym jestem szczęśliwa. Sama ze sobą. Gdzie realizuje własne pragnienia i pasje. Powoli opadałam z sił. Podświadomie czułam kolejne uderzenia, aż w końcu straszny ból przeszedł moje ciało. Wróciłam do koszmaru. Tych trzech typów pochylało się nad moich ciałem, a jeden z nich jeździł ostrzem noża po moim przedramieniu.
- To ci do końca życia będzie przypominać kim jesteś, suko- powiedział i spluną prosto na moją zakrwawioną twarz. Leżałam tam sama i nie miałam siły na nic. Po raz kolejny czułam jak uchodzi ze mnie życie. Teraz kiedy zaczęło się wszystko układać, kiedy wszystko miało wrócić do normy, ja leżę tutaj i czekam na koniec. Nie tak to miało wyglądać, na pewno nie w ten sposób. Czułam ból. Serce z każdą minutą biło coraz wolniej. Nie byłam na to przygotowana. Nie byłam przygotowana na śmierć. Jednak wiedziałam, że nie mogę się tak poddać. Ostatkami sił udało mi się krzyknąć i prosić o pomoc. Mój głos był prawie nie słyszalny. Powoli traciłam przytomność. Przed oczami widziałam rozmazane kontury postaci. Ostatnie spojrzenie skierowałam na ramie, na którym krwią wyryto napis: DZIWKA. I w tym momencie moje serce zabiło po raz ostatni.


Od autorki: 

No to mamy już 20 rozdział. Matko jak to szybko zleciało. 8 sierpnia miną dwa miesiące od założenia bloga. Szczerze nie sądziłam, że tak długo pociągnę to opowiadanie. ;P
Pierwszy raz jestem zadowolona z rozdziału. Mam nadzieję, że wam także przypadnie do gustu. Wiem, że wiele z was teraz wyjeżdża i nie ma czasu czytać, ale ja będę nieugięta. Następny rozdział pojawi się jak pod tą notką zobaczę 15 komentarzy.^^ Nie zdradzę czy na tym skończy się opowiadanie i czy następny rozdział będzie epilogiem :) Pozostawię was w nieświadomości.
Do napisania!

Kadi 

15 komentarzy = Nowy rozdział

Komentujcie leniuchy!

poniedziałek, 30 lipca 2012

Konkurs- wyniki


W konkursie wygrała praca: Anity
tt: @Polish_ Anita 
Dziewczyna prowadzi też własny blog z imaginami, serdecznie was zapraszam do odwiedzenia strony, bo warto: 

Pierwsza randka Lottie i Niall’a:


- Babciu, proszę... Opowiedz mi jeszcze raz, jak poznałaś dziadka! – prosiła błagalnym głosem mała dziewczynka.                                                    
- Skarbie. Przecież znasz dokładnie tę historię, opowiadałam Ci ją setki razy... – starsza pani siedząca na bujanym fotelu próbowała przekonać wnuczkę do zmiany decyzji. Jednak, gdy ujrzała smutek w jej oczach, postanowiła zadowolić ją czymś innym -  Ale może chciałabyś usłyszeć coś, czego Ci jeszcze nigdy nie opowiadałam? – odparła i odłożyła wełniany szalik z zamiarem dokończenia później.                                                                           
- A co to za opowieść, babciu? – zapytała z wyraźnym zaciekawieniem.    
- Będzie o naszej pierwszej randce. Pamiętam to, jakby wydarzyło się wczoraj...


Lottie była już gotowa. Nie wiedziała, gdzie  zabierze ją Niall. Powiedział jedynie, że pokaże jej coś niezwykłego poza miastem. ‘Czyli na pewno nie będzie to jakaś wykwintna restauracja’ – pomyślała zastanawiając się, czy wybrała odpowiednie ubrania. Miała na sobie niebieską bluzkę bez ramiączek, jasne jeansy i granatowe baleriny. Jej rozpuszczone włosy układały się idealnie, tworząc lekkie fale.                                                                            
Spojrzała na zegarek, który wskazywał piętnastą. Ostatni raz przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze, uśmiechnęła i ostrzegła:                                               
- Tylko tego nie schrzań, mała!
Następnie usłyszała dzwonek do drzwi.


- Przepraszam, że przerywam. Chcę tylko powiedzieć, że pewnie wyglądałaś pięknie, babciu. Opowiadaj dalej. – poprosiła i zamilkła.                           
 - Owszem. I tak też się czułam – odpowiedziała staruszka i obdarzyła wnuczkę promiennym uśmiechem – A więc... Na czym to ja stanęłam? Ach, już wiem...


Pospiesznie zeszła na dół, zmierzając ku drzwiom. Po drodze przyczepiła na lodówkę kartkę, na której wcześniej napisała: ‘Wychodzę z Niall’em. Nie wiem dokładnie, o której wrócę. Kocham Was, Lottie.’
Wzięłam głęboki oddech i otworzyła drzwi, za którymi czekał Niall. Jego niestarannie ułożone i potargane przez wiatr włosy, szara koszulka i ciemne spodnie sprawiały, że wyglądał na jeszcze bardziej przystojnego, niż zazwyczaj.    

- Witaj Lottie, wyglądasz pięknie – powiedział, wręczył jej czerwoną różę i pocałował w rękę.
- Cześć Niall. Dziękuję za komplement i za różę – nie pozostała mu dłużna i odwdzięczyła się całusem w policzek, który spowodował, że na twarzy chłopaka pojawił się rumieniec.
- Nie chciałem, aby nasza pierwsza randka była tradycyjnie spędzona w restauracji, lub w kinie, dlatego... Tadam! Dojedziemy rowerami do tego miejsca – powiedział i gestem ręki wskazał na dwa rowery stojące przed jej domem.
- Przyznaję, bardzo oryginalnie – włożyła róże do koszyka i wsiadła na rower – To zdradzisz w końcu, dokąd jedziemy?
- Nie ma mowy! To niespodzianka! Dowiesz się na miejscu – skwitował i ruszyli przed siebie.
Już dość długo jechali polnymi drogami. Lottie nie przypominała sobie, by kiedykolwiek była w tej części miasta. ‘O ile ciągle znajdujemy się w mieście’ – dorzuciła w myślach.
Cały czas rozmawiali, śmiali się i wymieniali opiniami w różnych tematach. Dziewczyna już dawno czuła, że może z nim rozmawiać o wszystkim, ale dopiero gdy zaprosił ją na randkę, zaczęła o nim myśleć, jako o kandydacie na chłopaka.        
- Ufasz mi? – zapytał, gdy się zatrzymali.
Spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem, jednak gdyby chciała, pewnie nie znalazłaby żadnego powodu, dla którego miałaby mu nie ufać.
         - Tak, ufam Ci. Jednak zgaduję, że nadal nie powiesz, gdzie jedziemy? – powiedziała, a on podszedł do niej z chustą w ręce – I po co Ci to?   
         - Jesteśmy prawie na miejscu, ale niespodzianka jeszcze pozostanie niespodzianką – powiedział i zauważył, ze niewiele wywnioskowała z jego odpowiedzi, więc kontynuował -  Zasłonię Ci oczy. Dla lepszego efektu –  uśmiechnął się tak uroczo, że nie miała siły się z nim spierać.      
         Lottie stała z zawiązanymi oczami, zdana na pomoc i wskazówki Niall’a. Wziął ją za rękę i delikatnie pociągnął za sobą, uważając, aby się nie przewróciła. Serce dziewczyny zaczęło bić mocniej, bo zdała sobie sprawę ile on dla niej znaczy.
         - Jeszcze tylko kawałek... Uważaj, schyl głowę... – mówił z taką troską, że mogłaby go słuchać godzinami – Jesteśmy na miejscu. Teraz zdejmę Ci opaskę.        To, co zobaczyła po otwarciu oczu przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Znajdowali się na polanie, która była zakryta gałęziami ogromnych, rosnących w koło wierzb. Przed nią było jeziorko, do którego z małego wodospadu ukrytego w skale spływała woda. Przyglądała się temu wszystkiemu w ciszy i z otwartymi ze zdziwienia ustami.
- Tu jest przepięknie! Jak znalazłeś to miejsce?                                       
- Tata zabierał mnie tu, gdy byłem mały. Mówił, ze to miejsce jest magiczne, wyjątkowe... – ponownie ujął jej dłoń i zaprowadził na koc, którego wcześniej nie zauważyła – Powiedział mi także, że o istnieniu tego miejsca wie niewiele osób i lepiej, aby tak zostało, żeby trwało w nienaruszonym stanie – mówił patrząc jej głęboko w oczy – Poprosił mnie o jedną rzecz. Chciał, abym przyprowadził tu dziewczynę, która wiele dla mnie znaczy i jest dla mnie najważniejsza... – zawahał się na chwilę, jednak zachęciła go uśmiechem do mówienia dalej – Dlatego jestem tu z Tobą. Jesteś dla mnie wszystkim, Lottie...      
 W oczach wzruszonej dziewczyny pojawiły się łzy szczęścia. Zbliżyła się do niego tak, że ich usta dzieliły milimetry, a ta odległość stawała się coraz mniejsza. W końcu ich usta się spotkały.
W ty momencie byli najszczęśliwsi na świecie. Tyle czasu zwlekał, aby jej to wyznać, aż nareszcie zdobył się na odwagę. Teraz liczyli się tylko oni. Lottie mimo młodego wieku przeszła wiele, nawet zbyt wiele... Spotkało ją tyle nieszczęścia, bólu, cierpienia... Teraz nareszcie jest szczęśliwa, z tym, który był przy niej jako przyjaciel. Zasłużyła na to szczęście. On także zasłużył.
- Kocham Cię, Lottie.
- Ja również Cię kocham, Niall.
Spędzili na tej polanie resztę dnia. Wygłupiali się, śmiali, żartowali. Rozmawiali o wszystkim, a za razem o niczym. Żadne z nich nie zapomni tego dnia. Dnia, w którym tak wiele się zmieniło... Dnia, który odtąd będzie ich rocznicą...
Trwali w swoich objęciach, oglądając wspaniały zachód słońca, które po chwili znikło za horyzontem, ustępując miejsca księżycowi, który oświetlił ich swym blaskiem...


- I to koniec opowieści, wnusiu. Od tamtej pory nic się między nami nie zmieniło. Oczywiście były kłótnie, rozstania i powroty, ale zawsze kończyło się dobrze. W każdą rocznicę chodzimy na tą polanę, która była pierwszym świadkiem naszej miłości, to taka nasza tradycja.
- To było piękne! – wyznała, ocierając chusteczką łzy – Babciu? – w jej glosie było słychać wahanie -  A czy nie boisz się, że kiedyś będziecie musieli się rozstać?
- Oczywiście, że boję się tego dnia. Jednak wiem, że najwspanialsze chwile w życiu spędziłam z Twoim dziadkiem Niall’em i nic nie jest w stanie sprawić, bym o tym zapomniała. Zawsze będziemy się kochać, nawet, gdy już nas zabraknie na tym świecie. Będziemy patrzeć na Ciebie z nieba i pomagać w trudnych chwilach, kochanie – odpowiedziała Lottie tuląc wnuczkę, a następnie zabrała się do skończenia dziergania szalika.


Koniec ^^


Od autorki: 
Twoja praca mnie naprawdę urzekła. Była inna niż wszystkie i tak cholernie działała na emocje, tym bardziej, że opowiadanie skończy się w tragiczny sposób i to nie będzie miało miejsca. możesz nie wierzyć, ale płakałam. Tak płakałam, bo zdałam sobie sprawę, że zakończenie tego opowiadania tak bardzo obiega od waszych wyobrażeń. Dziękuję Ci bardzo za udział. I gratuluję wygranej. Zdobyłaś moje serce tym opisem. 
Następny rozdział na blogu pojawi się już w czwartek, więc zapraszam was do odwiedzenia mojego bloga właśnie w tym dniu. Do następnego!
Kadi 


Proszę Was Komentujcie. Zależy mi na waszych opiniach :)



piątek, 27 lipca 2012

Rozdział 19

Rozdział 19 z dedykacją dla Natalki :) Kochanie wszystkiego Najlepszego z okazji imienin <3 :*

Nigdy jeszcze nie byłam w domu chłopaków. Nie wiem dlaczego, nagle Louis zabrał mnie ze sobą. Poczucie winy? Tak, to chyba to. Albo po prostu za bardzo się stęsknił. Coś w tym jest. Szczerze nie mam pojęcia jak to będzie. Pierwszy raz jestem w Londynie, do tego mam mieszkać z piątką nie do końca zdrowych na umyślę chłopaków ^^. Wiem, że Lou nie pozwoli mnie skrzywdzić, a może tutaj właśnie uda mi się zacząć wszystko od nowa i w końcu zapomnieć. Wydaje mi się, że to Liam jest najbardziej odpowiedzialny z całej piątki i to do niego będę mogła się zwrócić, kiedy będę potrzebowała pomocy.
- Lottie, słuchasz mnie?- wyrwał mnie z rozmyślań głos Louisa
- Co?- zapytałam zdezorientowana
- Mówiłem, że już prawie jesteśmy.- powiedział i się zaśmiał- O czym tak intensywnie myślałaś?
- Nie za dużo chciałbyś wiedzieć?- odparłam z uśmiechem
- Nie, po prostu widzę, że coś cię trapi. Kiedyś nie miałaś problemu z tym, żeby rozmawiać ze mną o swoich problemach- stwierdził z grymasem
- To było 2 lata temu. Zrozum wreszcie, że od tego czasu dużo się zmieniło. Nie jestem już dzieckiem. Jak sobie nie poradzę, to przyjdę do ciebie. Na razie muszę się z tym uporać sama.
- Na pewno? – zapytał
- Na pewno- odpowiedziałam
Samochód zatrzymał się przed wielką białą willą. Aż mi dech zaparło. Nie no nie wiedziałam, że tak się urządził. Wiedziałam, że są popularni, ale żeby w takim domu mieszkać i nawet się nie pochwalić. O nie ja mu tego nie zapomnę.
- Lottie zamknij proszę buzię- powiedział ze śmiechem Lou.
- Ty…  ty tu, że niby ja, ale ja nie wiedziałam, jak, ty tu mieszkasz?- w końcu wydukam
Moje zdanie wywołało u Louisa napad śmiechu. A ja nadal stałam w tym samym miejscu i nie mogłam się napatrzeć. Próbując ten budynek z moim domem w Doncaster to WOW. Naszego nawet nie ma co porównywać. Ten jest lepszy w każdym aspekcie. Śmiech mojego brata spowodował, że wszyscy domownicy znaleźli się na zewnątrz. Pierwszy podbiegł do mnie Niall i przytulił, tak samo postąpiła pozostała trójka. Harry do tego pocałował mnie w policzek i szepnął do ucha- Pięknie wyglądasz. Jestem pewna, że się zarumieniłam. Louis nadal rechotał, ale kiedy zobaczył jak Hazza się ze mną wita, nagle otrzeźwiał.
- Harry, jak tak się cieszysz z przyjazdu Lottie, to w bagażniku są jej walizki. Mógłbyś je wnieść do domu.- zwrócił się do loczka
- Sądzę, że sobie poradzisz. A ja oprowadzę Lottie - powiedział Harry i pociągnął mnie za rękę w kierunku budynku.
Mina mojego brata była komiczna. Pierwszy śmiechem wybuchł Zayn. Dom na zewnątrz był piękny, ale w środku. Tego nie da się opisać. Wnętrza były urządzone ze smakiem- styl nowoczesny mieszał się z klasyką. Cudo. Lecz kiedy zobaczyłam swój pokój, szczęka mi opadła. Był dwa razy większy niż ten w Doncaster. Do tego własna łazienka i duża garderoba.
- Podoba ci się?- zapytał Lou, który przyniósł moje walizki, aż podskoczyłam.
- Jezu, nie strasz mnie, proszę cię- powiedziałam- Tak, podoba mi się. Dziękuję, dziękuję, dziękuję.- przytuliłam go.
- Dobra młoda koniec tych uścisków. Chodź na obiad. Harry przygotował swoje popisowe danie. Chyba nie karzesz mu czekać.- powiedział i wyszedł.
Postanowiłam szybko odświeżyć się po podróży. 10 minut i byłam gotowa. Miałam drobne problemy z trafieniem do jadalni, ale w końcu znalazłam drogę. Wszyscy już siedzieli przy stole i rozmawiali. Zajęłam miejsce obok Louisa. Harry postawił przede mną talerz z posiłkiem.
- Haha myślałam, że stać cię na coś więcej Loczuś. A ty tu nam spaghetti serwujesz?- powiedziałam ze śmiechem.
- Krytykujesz, a nawet jeszcze nie spróbowałaś- upomniał mnie Louis
- Jej dobra już dobra- wzięłam trochę makaronu do ust- Matko to jest pyszne! Zwracam honor Harry- odpowiedziałam
Hazza się tylko uśmiechnął. Było widać, że zależało mu na tym, żeby mi smakowało. Loczek zajął miejsce koło mnie. Nie powiem, ale trochę mnie to krępowało. Ten chłopak strasznie mnie onieśmielał. Nie wiem dlaczego, ale zawsze tak na mnie działał. Po skończonym posiłku chłopcy udali się do salonu, a ja zagwarantowałam, że posprzątam. Kiedy kończyłam wkładać naczynia do zmywarki w drzwiach od kuchni pojawił się Niall.
- Nie masz może ochoty na spacer?- zapytał
Nie powiem zdziwiła mnie trochę jego propozycja. Ale chociaż będę miała okazję zwiedzić co nie co.
- Dlaczego nie- odpowiedziałam- Tylko się przebiorę, ok.?
- Dobrze będę czekał- powiedział i puścił mi oczko.
Pobiegłam szybko do mojego tymczasowego pokoju. Nie zdążyłam się jeszcze rozpakować, ale mówi się trudno, zrobię to później. Wyciągnęłam z walizki granatowe bermudy i białą koszulę. Szybko się przebrałam, związałam włosy w kucyka i byłam gotowa. 
Niall już na mnie czekał na dole. Szczerze miałam dość mieszane uczucia dotyczące tego spotkania. Nie byłam pewna do tego, co czuję do blondyna. Tym bardziej teraz. Miałam straszny mętlik w głowie. Chłopcy nawet nie zauważyli jak wyszliśmy z domu. Jak na Londyn była w miarę ładna pogoda. Udaliśmy się w stronę parku. Szliśmy w ciszy. Była ona dla mnie dość krępująca. Nie wiedziałam jak zacząć rozmowę, a czułam, że dalszego milczenia z jego strony nie zniosę.
- Lottie chciałem cię przeprosić- nagle zaczął. Zbił mnie ty z tropu. Nie wiedziałam za co nie przepraszam i jaki jest jego cel.
-Yyyy Niall, a może najpierw oświecisz mnie i powiesz, za co mnie przepraszasz?- zapytałam z uśmiechem
- No za tą akcje w Polsce. Wiem nie powinienem był, ale ty nie mogłaś tam zostać. Czuję, że ty go naprawdę nie kochasz. Zobaczysz zapomnisz i wszystko wróci do normy.
- Masz rację nie powinieneś wtrącać się do mojego życia. I nigdy nie będziesz wiedział czy go kochałam czy nie. Ale to nie jest twoja sprawa. A tamtą akcję już ci dawno wybaczyłam- próbowałam mówić spokojnie. Jego słowa wyprowadziły mnie z równowagi.
- Dziękuję, uwierz mi chcę być twoim przyjacielem i nie zniósł bym rozłąki z tobą.- powiedział z figlarnym uśmiechem. Teraz to już nie wiedziałam naprawdę, co się dzieję. Ale sprawiało mi to przyjemność. Odwzajemniłam uśmiech i przytuliłam chłopaka. To było takie miłe. Rozkoszowałam się jego ciepłem i zapachem perfum. Chyba Lottie miała rację. Uda mi się zapomnieć o Michale szybciej niż myślałam. Czułam, że chciałabym mieć Nialla na wyłączność. W końcu oderwałam się od chłopaka.
- Ej no! Czemu?- zapytał- Było tak miło, a ty to przerwałaś.
- Nie za dużo oczekujesz?
- Nie wydaje mi się. Dobra chodźmy dalej- zaproponował
Spacerowaliśmy uliczkami Londynu. Tu było tak pięknie aż dziwiłam się, że nie odwiedziłam tego miasta wcześniej. Nie da się ukryć Londyn posiadał pewien urok, któremu trudno było się oprzeć. Widać było, że Niall przez cały czas jest zamyślony. Coś go dręczy. Zatrzymałam się i usiadłam na jednej z ławek w parku niedaleko mieszkania chłopaków.
- Niall proszę cię powiedz w końcu, co cię dręczy, bo nie mogę patrzeć jak się z tym męczysz. Wyrzuć to w końcu z siebie. Sam powiedziałeś, że jestem twoją przyjaciółką, więc proszę cię zaufaj mi. Uwierz spróbuję ci pomóc, ale musisz mi powiedzieć, o co chodzi.- powiedziałam
- To nie jest takie proste. Ja… ja się za… za …zako…- jąkał się
- Ty się co?- ciągnęłam
- Ja się zakochałem- powiedział cicho
Na dźwięk tych słów poczułam ukucie w sercu. Czy to zazdrość? Nie wiem. Ale strasznie mnie to zabolało. Nie przyznawałam się do tego, ale ja czułam coś do tego blondyna. A teraz wszystko stracone. Dlaczego w ogóle robiłam sobie nadzieję? Jestem tępą idiotką, która myślała, że taki chłopak jak Niall obdarzy ją jakimś uczucie.
- To w czym problem. Powiedz jej co czujesz- postanowiłam udawać, że to mnie nie zabolało
- To nie jest takie proste. Ona jest młodsza.- odparł z rezygnacją.
- Niall miłość nie liczy się z wiekiem. Jeśli naprawdę ją kochasz powiedz jej to. Zobaczysz będzie dobrze, tylko przyznaj się do swoich uczuć.
- A jeżeli mnie odtrąci- zaczął
- Nie bądź takim pesymistą. Uwierz mi jeśli nie spróbujesz, to się nie przekonasz.- odpowiedziałam z uśmiechem
- No więc. Ja chyba spróbuję- powiedział niepewnie
- Ahh, dobrze to ja idę do domu, a ty biegnij do niej- te słowa nie chciały mi przejść przez gardło. Wstałam gwałtownie z ławki i udałam się szybkim krokiem w stronę kompleksu chłopaków.
- Poczekaj!- krzyknął. Zatrzymałam się i odwróciłam w jego stronę
- Nie muszę nigdzie iść- powiedział
- Ale jak to?- spytałam zdezorientowana
- Normalnie. Osoba, którą kocham stoi właśnie przede mną- odpowiedział
Zamarłam. Szok. Tak byłam w szoku. ON mnie kochał. Co ja miałam mu odpowiedzieć. Rozum podpowiadał, że to za szybko, że znowu się rozczaruję, natomiast serce kazało spróbować i podać się chwili. W końcu iść odpowiednią drogą do szczęścia i nie bać się zranienia.
- Ja…

Od autorki:
Matko już 19 rozdział. Mam nadzieję, że się cieszycie. Zdałam sobie sprawę, że źle was potraktowałam i przepraszam. Macie rację muszę być bardziej cierpliwa. Dziękuję wam za wsparcie, to dla mnie dużo znaczy. Kocham Was! Następny rozdział już niebawem, bo już go napisałam :P 
Na pracę konkursowe czekam do niedzieli do godziny 22. Zwyciężczyni oprócz rysunku dostanie też bransoletkę z logo zespołu. Taka mała niespodzianka ode mnie :P
Do następnego laleczki!

 Kadi

Ps. Co myślicie o tym, żebym zrobiła tc? Oglądałybyście? Piszcie ;)

poniedziałek, 23 lipca 2012

To już 2 lata ♥

Dzisiaj mijają dwa lata odkąd chłopcy stali się zespołem. Z tej okazji życzę im dużo sukcesów, wiernych i oddanych fanów, których już mają :) To jest święto także nas Directioners, które całe serce oddały temu zespołowi. Dzięki temu, że stałam się Directionerką poznałam wielu wspaniałych ludzi i zawarłem kilka bardzo fajnych znajomości. Wszystkim i każdej z was z osobna życzę żeby miała okazję poznać chłopaków na żywo i pójść na koncert i przeżywać te wszystkie emocje z nim związane w realu :)

Chłopcy pamiętajcie, że w tym cholernym świecie show biznesu najgorsze co możecie zrobić to podać się rutynie i zachcianką wytwórni i zatracić samych siebie. Mam nadzieję, że to nigdy nie będzie miało miejsca.

One Band= One Dream = One Direction